| |
Joanna Kostyła "BUSINESSMAN MAGAZINE" listopad 2002
ŻARTY Z ŻYWIOŁEM
Klęska stulecia może się zdarzyć nawet dwa razy w roku. Mali i średni przedsiębiorcy chyba ciągle temu nie wierzą. O ubezpieczeniu firmy przypominają sobie dopiero, gdy padają ofiarą huraganu, ulewy czy powodzi.
Miałem iście kobiecą intuicję - cieszy się Witold Sumisławski, prezes wrocławskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, który ubezpieczył się od powodzi na dwa miesiące przed kataklizmem w 1997 roku. Ubezpieczenie od powodzi to wynik strategicznego myślenia o przedsiębiorstwie. Składka za majątek liczony w setkach milionów złotych nie należy wprawdzie do najniższych, ale i tak jest niczym w porównaniu z ewentualnymi szkodami. Analiza tego ryzyka jest dla mnie oczywistością. Po "wielkiej wodzie" zmieniliśmy lokalizację niektórych budynków i przenieśliśmy całą energetykę na pierwsze piętro. Chcemy być przygotowani na kolejne niespodzianki - mówi Sumisławski.
Przezorności gratuluje sobie również Kazimierz Klawikowski z Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w Słupsku. Przeanalizowaliśmy kataklizmy, które ostatnio nawiedziły Pomorze. Wyszło nam, że zdarzają się średnio co cztery lata. Nie chcieliśmy ryzykować i ubezpieczyliśmy firmę od niemal wszystkich możliwych plag, także huraganu i gradu. Na szczęście! Bo nawałnica, która w lipcową noc przeszła nad Słupskiem, wyrządziła w firmie szkody o wartości 3 milionów złotych. Odszkodowanie wystarczyło na naprawę podstawowych zniszczeń - dodaje Klawikowski.
Niewielu przedsiębiorców może się jednak pochwalić podobną zapobiegliwością.
Większość małych i średnich firm nie ma majątkowego ubezpieczenia, chroniącego m. inn. przed pożarem i innymi klęskami. Można powiedzieć, że skłonność do ubezpieczenia rośnie wraz z rozmiarami przedsiębiorstwa - komentuje Ewa Kosut z TUiR Warta.
Witold Wierszin z opolskiego oddziału Nordea Ubezpieczenia dodaje, że zainteresowanie klientów nie zmienia się nawet po tak spektakularnych kataklizmach, jak ostatnie powodzie w Czechach, Austrii i Niemczech, albo trąba powietrzna, która w lipcu przeszła nad Podlasiem.
Biznesmeni ciągle wierzą, że kataklizm zdarza się raz na kilkadziesiąt lat. A że akurat ostatnio się w okolicy zdarzył, to już na długo będą mieć spokój, To więcej niż nieostrożność, zwłaszcza w naszym rejonie. Nie wyobrażam sobie, żeby spod mojej ręki wyszła polisa bez ubezpieczenia od ryzyka powodzi. Niejeden klient już mi za to dziękował - powiada Piotr Matwijow, współwłaściciel Biura Brokerskiego Omega w Gdańsku.
Beztroska właścicieli firm dziwi zwłaszcza w obliczu prognoz klimatologów. Według naukowców ze szwedzkiego Instytutu Meteorologicznego i Hydrologicznego, mokre zimy, podobne do ubiegłorocznej, będą nękać Europę przez najbliższe sto lat. Niespotykanie obfite ulewy i potężne wichury, które nawiedziły Anglię na przełomie 2000/2001 to tylko zapowiedź tego, co może nadejść nad kontynent. Specjaliści z Munich Re, największej światowej firmy ubezpieczeniowej obliczyli, że częste, wskutek globalnego ocieplenia, katastrofy naturalne w ciągu najbliższych 50 lat będą pochłaniały ponad 300 mld USD rocznie.
Ubezpieczenie od ognia i innych klęsk jest podstawową częścią ubezpieczenia majątkowego. W tzw. zakresie podstawowym firma chroniona jest na wypadek pożaru, eksplozji, uderzenia pioruna i upadku statku powietrznego (podobno na temat tego ostatniego klienci przestali ironizować dopiero w ubiegłym roku, po tym, jak awionetka uderzyła w komin Elektrociepłowni Żerań).
Po opłaceniu dodatkowej składki zakres ten można rozszerzyć o inne plagi : huragan, grad, lawinę, zalanie, powódź, zapadnięcie i osunięcie się ziemi, uderzenie pojazdu mechanicznego, a także dym, huk i inne, nawet najbardziej wydumane ryzyko.
Przy ubezpieczaniu dużych podmiotów gospodarczych stosowana jest na ogół polisa "All Risks", chroniąca od wszystkiego, z wyjątkiem wyszczególnionych w ogólnych warunkach ubezpieczenia (o.w.u.) wyłączeń. Ubezpieczyć można m.inn. budynki, mienie ruchome, produkty, surowce, zysk z działalności. Stawki za podstawowy okres wahają się od 0,7 do 3 promilli wartości ubezpieczanego mienia. Zależą od wielu czynników, w tym także od skuteczności zabezpieczeń przeciwpożarowych, regionu, w którym działa dane przedsiębiorstwo, oraz od liczby i rozmiaru szkód w latach wcześniejszych. Na przykład firma, posiadająca budynek o wartości 3 mln zł, oraz wyposażenie i maszyny wartości
500 000 zł, zapłaci za podstawowe ubezpieczenie od ognia około 1750 zł. Jednak gdyby miała szkody powodziowe w latach ubiegłych, składka może wzrosnąć do około 4 200 zł.
Po powodzi z 1997 roku towarzystwa ostrożniej oceniają ryzyko, co na ogół skutkuje podwyższeniem składki na terenach zagrożonych. Mają też inne rozwiązania.
W stosunku do podmiotów gospodarczych, które w ciągu ostatnich sześciu lat zostały dotknięte szkodami powodziowymi, w zależności od ich wysokości i prawdopodobieństwa ponownego wystąpienia, stosujemy wyłączenie ryzyka powodzi z zakresu ubezpieczenia, wprowadzenie limitu odpowiedzialności lub podniesienie franszyzy redukcyjnej - wylicza Aneta Graff z AIG Polska.
Barbara Polak z PZU zauważa - To oczywiste, że nie podpiszemy takiego ubezpieczenia z klientem, który ze względu na lokalizację przedsiębiorstwa lub rodzaj istniejących zabezpieczeń jest cyklicznie nękany przez jakąś klęskę. Na polskim rynku takich przypadków jest niewiele, ale np. z niemieckiej Kilonii budynki leżące bezpośrednio nad rzeką niszczone są przez powódź co roku. Żadne ubezpieczenie nie zapobiegnie jednak niefrasobliwości klientów, którzy w momencie podpisywania polisy nie znają dokładnie jej zakresu i warunków.
* * *
Komentarz - Paweł Kruszewski, doradca zarządu w firmie brokerskiej Multi Broker
Zawsze namawiam klienta, by - zanim zdecyduje się wybrać wariant i sposób ubezpieczenia swojego mienia - zapomniał na chwilę o składce i zastanowił się, czy jego firma będzie potrafiła się oprzeć pożarowi, powodzi, wichurze ? Osoby, które ripostują, że takie plagi zdarzają się niezmiernie rzadko, pytam , czy - jeśli już się zdarzą - ich biznes wytrzyma katastrofalne szkody. Właścicieli zarówno dużych przedsiębiorstw, jak i małych firm namawiam do ubezpieczania się w zakresie pełnym "od wszystkiego", chyba że mamy mocne przesłanki do wyłączenia z umowy jakiegoś ryzyka.
Taka decyzja zaoszczędzi rozczarowań po fakcie, gdy okazuje się, że podpisaliśmy wariant podstawowy, wyłączający na przykład zalanie. Trzeba pamiętać, że dwie polisy różnych ubezpieczycieli, choć nazywają się tak samo, nie muszą zawierać identycznych warunków.
Dobrze, gdy w firmie jest osoba zarządzająca ryzykiem, mająca świadomość, że wartość księgowa 30-letniego budynku nie jest tożsama z wartością odtworzeniową, i znająca się na "ograniczaniu ryzyka", oraz wypełnianiu szczegółowych formularzy ubezpieczeniowych.
A jeśli takiej osoby nie ma - nie wstydźmy się pytać, gdy nie rozumiemy ogólnych warunków ubezpieczenia. Odradzam też ubezpieczanie firmy "zza biurka". Agent lub broker powinien przyjechać na miejsce, by móc ocenić ryzyko, sprawdzając na przykład stan budynku, zabezpieczenia ogniowe, legalizację gaśnic. Od tych czynników zależy wysokość składki i ewentualnego odszkodowania.
* * *
Joanna Kostyła "BUSINESSMAN MAGAZINE" listopad 2002

|
|