| |
Bożena M. Dołęgowska-Wysocka "GAZETA UBEZPIECZENIOWA" luty 2002
ZAMÓWIENIA PUBLICZNE
Wywiad z Marcinem Brodą, wiceprezesem Ogma Sp. z o.o.,
firmy konsultingowo-szkoleniowej
Od pewnego czasu otrzymujemy sygnały, że zarówno towarzystwa ubezpieczeniowe, jak i brokerzy, mają spore problemy z procedurami zamówień publicznych. Jakie są powody takich narzekań ?
Nie są to chyba narzekania. Procedury ustawy o zamówieniach publicznych są długotrwałe, sformalizowane i jednocześnie bardzo skomplikowane. Przeprowadzenie całego postępowania po stronie klienta i pomagającego mu ewentualnie brokera trwa wiele tygodni, a w zdecydowanej większości przypadków - nawet miesięcy. Dla zakładów ubezpieczeń jest to może czas nieco krótszy, ale też liczony w tygodniach. Liczba i objętość dokumentów, które trzeba przygotować, sprawdzić, przesłać i ocenić, na każdym etapie postępowania jest monstrualna. Niemal nie można poprawiać ewentualnych błędów...
Na pewno też procedury te nie są w dostatecznej mierze dostosowane do potrzeb i specyfiki ubezpieczeń, co de facto powoduje niemal w każdym przypadku konieczność stosowania własnych interpretacji czy wprost naginania lub naciągania prawa! Ustawa ta pisana była bowiem z myślą o - jakże innych - zamówieniach na konkretne, materialne produkty czy ewentualnie usługi budowlane.
Czy nie jest to cena za czystość takich zamówień ? Przecież chcielibyśmy wszyscy, aby pieniądze publiczne wydawane były w rozsądny, przemyślany sposób, by nie było podejrzeń o sprzyjanie "swoim".
Być może tak. Nie wiem, jak te procedury działają w budownictwie czy przy zakupach "zwykłych" produktów. Jednak w ubezpieczeniach, bez większych problemów i specjalnych konsekwencji, można postępowanie ustawić tak, aby wygrał określony zakład ubezpieczeń. Sposobów na to jest wiele. Mogę podać dwa - nie po to oczywiście, by z nich korzystać, ale po to, by starać się takie sytuacje wykrywać i reagować na nie.
Pierwszy sposób polega na tym, iż w części merytorycznej specyfikacja, którą przygotowuje klient/ broker i która ma być podstawą do przygotowania ofert przez ubezpieczycieli, jest niemal w 100% oparta na warunkach jednego z towarzystw. Jeśli dodać do tego odpowiednią punktację - "wybrany" zakład już niemal na starcie ma wygraną w kieszeni. Inni bowiem muszą zmagać się z odstępstwami od swoich OWU, co przecież w wielu przypadkach musi oznaczać też wyższą cenę.
Sposób ten jest jednak łatwy do rozszyfrowania. Jeśli też zostanie oprotestowany zaraz na początku, natychmiast po otrzymaniu przez inne zakłady specyfikacji - jest duża szansa na zmianę zasad.
Drugi sposób jest bardziej subtelny. Otóż zamawiający przygotowuje specyfikację tak, aby żaden zakład ubezpieczeń nie był w stanie złożyć oferty. Nie jest to przecież trudne - wystarczy zażyczyć sobie pokrywania ryzyk wojny, kradzieży prostej, braku wyłączenia winy umyślnej itp. Żaden rozsądny ubezpieczyciel takiej oferty nie złoży. Przetarg zamykamy zatem bez rozstrzygnięcia, co umożliwia zastosowanie jednego z mniej wymagających trybów postępowania negocjacji z zachowaniem konkurencji lub nawet, przy lekkim nagięciu prawa, zamówienia z wolnej ręki.
W takim przypadku oczywiście też nietrudno się domyślić, że postępowanie zostało "ustawione". Jednak udowodnienie tego jest już znacznie trudniejsze...
Opowiada Pan straszne rzeczy. Czy nie ma uczciwych przetargów ?
Są, oczywiście że są. Wierzę, ż większość organizowanych postępowań jest uczciwa, co nie oznacza, że nie zdarzają się tam mniejsze lub większe błędy - popełniane zresztą przez wszystkie strony. To jest jednak w pewien sposób naturalne. Procedury są rzeczywiście skomplikowane, nie ma standardów i wzorów dostosowanych do ubezpieczeń. Jeśli zamawiający nie korzysta z usług konsultanta lub brokera, specjalizującego się w zamówieniach i specyfikację "wymyśla" sam, to w 80 - 90% przypadków popełni tam błąd...
I tu może jeszcze mała uwaga do samego Pani pytania : przetarg jest tylko jednym z dopuszczalnych trybów prowadzenia postępowania o zamówienie publiczne. Jeśli więc mówimy o ogóle postępowań, a nie o konkretnej ich grupie czy nawet sprawie, to lepiej posługiwać się właśnie tym określeniem.
Zwracam na to uwagę, bowiem przy zamówieniach publicznych warto posługiwać się bardzo ścisłym słownictwem, nawet tylko przy "zwykłych" rozmowach. Ułatwia to później automatyczne posługiwanie się tą narzuconą przez ustawę terminologią w czasie postępowania. Zresztą tych słów - kluczy nie ma aż tak wiele...
Powrócę jeszcze do uczciwości, bo to szalenie istotna sprawa. Wydaje mi się, że dość istotnym problemem jest brak reakcji ubezpieczycieli na próby "ustawiania" postępowań. Towarzystwa boją się protestować z obawy przed "gniewem" zamawiającego. Jest to trop z gruntu fałszywy, bo jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z nieuczciwością, to zamawiający
i tak już wybrał.... kogoś innego. Nic nie stracimy wnosząc protest, a możemy wiele zyskać.
Zahaczamy tu zresztą bardziej o problemy związane ze strategią kontaktu z klientem instytucjonalnym, negocjacji, niż tylko samych zamówień publicznych.
Jest też jednak jeszcze inna możliwość braku tych reakcji : ubezpieczyciele, a właściwie operacyjni pracownicy zakładów ubezpieczeń, po prostu nie znają procedur postępowań i nie wiedzą, kiedy i jak protestować. To może brzmieć nawet nieprawdopodobnie, ale kilkakrotnie spotkałem się z sytuacją próby protestu po zakończeniu całości postępowania.
A wtedy na protest jest już zdecydowanie za późno!
A co z prawnikami ubezpieczycieli ? Chyba nie podejrzewa Pan, że oni nie znają procedur ?
Znają. Tylko albo nikt im w odpowiednim momencie nie zadaje pytania : kiedy trzeba zaprotestować ? albo po prostu towarzystwo działa na zasadzie "a nuż się uda", świadomie rezygnując z możliwości protestu w odpowiedniej do tego chwili. A to jest rzeczywiście tylko chwila : mamy zaledwie 7 dni na złożenie protestu.
Dobrze, zostawmy może już ten problem, a pomówmy o zamówieniach publicznych
w ogóle. Jak często w praktyce procedury te muszą być stosowane ? Jakiej grupy klientów czy też produktów dotyczą ?
Każdy, kto korzysta ze środków publicznych, w tym samorządowych, musi przy składaniu zamówień stosować warunki określone we wspomnianej na samym początku naszej rozmowy ustawie. Nietrudno sobie wyobrazić, jak wielka jest to liczba podmiotów. Wszelkie urzędy, gminy, jednostki i przedsiębiorstwa komunalne... Bardzo, bardzo wiele podmiotów.
Jakie produkty ? Wszystkie. Nawet na ubezpieczenie pojedynczego samochodu czy budynku trzeba przeprowadzić postępowanie. Nie musi to być zawsze duży przetarg, ale postępowanie
m u s i zostać przeprowadzone. To zresztą najczęściej pierwsza trudność : jaki tryb postępowania wybrać ? Przetarg nieograniczony, dwustopniowy, zapytanie o cenę ?...
Czy każdą z tych form można stosować do ubezpieczeń ?
Z wymienionych - tak. Wybór będzie jednak zależał już od tego, co ma być przedmiotem zamówienia, oraz ... ile mamy czasu.
Ile mamy czasu ? To chyba nie powinno wpływać na procedury ? Warunki, cena - tak, ale czas ?
W teorii może nie, ale w praktyce czas również będzie jednym z czynników, które trzeba wziąć pod uwagę przy wyborze trybu postępowania. Pomijając przypadki zaniedbań, kiedy klient lub, co gorzej, broker obudził się "za pięć dwunasta", możemy mieć niemal w każdym przypadku do wyboru podstawową formę postępowania, jaką jest przetarg nieograniczony oraz przetarg dwustopniowy.
Przetarg nieograniczony jest z reguły "szybszy", jednoetapowy i jeśli nie liczyć okresu przygotowań oraz ewentualnych protestów, można go zamknąć w sześć tygodni - tyle czasu wymaga procedura. Można co prawda skracać ten termin, ale nie zawsze jest to wskazane.
Z kolei przy przetargu dwustopniowym, gdzie ustawa wyjątkowo pozwala na wprowadzenie elementu negocjacji z oferentami, dwa miesiące z reguły nie wystarczą. Powinniśmy dysponować czasem minimum trzech lub nawet czterech miesięcy. To bardzo długo. Jednak
z drugiej strony, w przypadku ubezpieczeń ten element negocjacyjny, czy choćby tylko możliwość wzajemnego dostosowania ofert towarzystw i specyfikacji, przygotowanej przez klienta, są bardzo, bardzo potrzebne.
Oczywiście i w pierwszym i w drugim przypadku trzeba się zmieścić prze ekspiracją dotychczasowych polis...
Czyli kończymy jedną polisę i zaraz zaczynamy przygotowania do zawarcia następnej... Biorąc pod uwagę, że mamy do ubezpieczenia wiele rzeczy, to postępowania muszą być prowadzone na okrągło.
Jeśli ktoś źle zarządza postępowaniami, to oczywiście ma Pani rację. Niestety, takie sytuacje zdarzają się i w praktyce, choć może rzadziej niż dawniej.
Jednak pierwszą myślą jest połączenie wszystkich pojedynczych zamówień w jedno. Mniej pracy, a jednocześnie można najczęściej uzyskać lepsze warunki i cenę. Druga rzecz - zamówienie można złożyć od razu na trzy lata. Trzeba wtedy postępowanie szczególnie starannie przygotować. Ale praca ta na pewno się opłaca.
Co jest największą trudnością, największym problemem przy zamówieniach publicznych ?
Nie będą tutaj szczególnie odkrywczy - brak wiedzy ubezpieczeniowej po stronie zamawiających. Brak wiedzy dotyczącej zamówień publicznych po stronie ubezpieczycieli
i brokerów.
To nie jest zresztą bynajmniej jakaś specyfika zamówień publicznych. Tak to niestety wygląda w wielu innych dziedzinach...Ale, aby nie brzmiało to aż tak pesymistycznie, wydaje mi się, że stan tej wiedzy szybko się poprawia. Błędy zawsze będą się zdarzać. Coraz mniej jest jednak rażących naruszeń ustawy, niedociągnięć w składanych ofertach. Przede wszystkim coraz mniej jest specyfikacji, gdzie część merytoryczna, poświęcona samym ubezpieczeniom, rozśmiesza ubezpieczeniowca do łez, lub , niestety w takich przypadkach częściej - bo on musi przecież jednak coś z tym zrobić - budzi grozę...
Zakończył Pan jednak optymistycznym akcentem.
Dziękuję za rozmowę.
* * *
Bożena M. Dołęgowska-Wysocka "GAZETA UBEZPIECZENIOWA" luty 2002

|
|