| |
Monika Skarbek "ASEKURACJA & RE" wrzesień 2000
RAKIEM DO EUROPY
Monika Skarbek rozmawia z Jerzym Wysockim, prezesem Polskiej Izby Ubezpieczeń
Dziesięć lat temu w Polsce zaczął powstawać wolny rynek ubezpieczeń. Jaką rolę
w rozwoju tego rynku odegrała Polska Izba Ubezpieczeń?
Podstawę prawną utworzenia Polskiej Izby Ubezpieczeń stworzyła ustawa o działalności ubezpieczeniowej z lipca 1990 roku, która - przygotowana zgodnie z wzorcami Unii Europejskiej, dała początek rynkowej działalności gospodarczej w ubezpieczeniach.
Polska Izba Ubezpieczeń jest więc nieodłącznym elementem rozwoju polskiego rynku ubezpieczeniowego. Zadaniem Izby, jako dobrowolnej reprezentacji towarzystw ubezpieczeniowych, było wypracowywanie stanowisk w zakresie rozwiązań prawnych, mających znaczenie dla działalności ubezpieczeniowej oraz podejmowanie przedsięwzięć, stymulujących korzystny rozwój rodzącego się rynku.
PIU była organizacją, która w wyniku współpracy międzynarodowej przyciągnęła na polski rynek specjalistów, w celu pozyskania standardów i know-how, wypracowanych
i sprawdzonych w państwach zachodnich.
Z inicjatywy Izby został utworzony Polsko - Francuski Instytut Ubezpieczeń, który zajmuje się kształceniem kadr zakładów ubezpieczeń.
Izba, jako ubezpieczeniowy samorząd gospodarczy, pierwsza wypracowała formuły postępowania w zakresie kontaktów zewnętrznych, np. z rządem, parlamentem.
Ważnym wydarzeniem dla branży ubezpieczeniowej było uchwalenie zasad etyki
w działalności ubezpieczeniowej. Nie znam kraju w Europie, który pokusiłby się
o utworzenie podobnego kodeksu norm etycznego postępowania.
Jak wyglądał polski rynek ubezpieczeniowy 10 lat temu?
Początki tworzenia się rynku ubezpieczeń były trudne. Z jednej strony od dziesięcioleci opiekę ubezpieczeniową świadczyły dwie państwowe instytucje - PZU i WARTA, z drugiej zaś strony, poza spółdzielczą Westą, powstawały zakłady, tworzone w nowej formule spółki akcyjnej - jako prywatne podmioty prawa handlowego. Nowe zakłady charakteryzowały się niskimi kapitałami zakładowymi i bardzo często brakiem wyodrębnionych środków na organizację firmy. Brak doświadczenia kadr w zarządzaniu, w warunkach gospodarki rynkowej, nie ułatwiał zagwarantowania bezpieczeństwa dla klientów i akcjonariuszy.
Z jakimi problemami borykały się pierwsze, nowe na tym rynku, towarzystwa ubezpieczeniowe?
Prawie 100 procent udziału w rynku miało PZU Życie i trochę Westa Life,
a w ubezpieczeniach majątkowych ponad 90 procent miało PZU S.A. Stąd też wejście na rynek związane było z licznymi przeciwnościami. Wynikały one m. in. z przyzwyczajeń ludzi, którzy do tej pory cały swój majątek ubezpieczali w PZU, a wyjeżdżając za granicę, wykupywali Zieloną Kartę tylko w Warcie, bo nikt więcej w Polsce nie wydawał tego typu dokumentów.
Niemniej cały czas odnotowywano wzrost liczby nowych firm na rynku polskim. Już w 1990 roku, gdy 19 września powstawała Polska Izba Ubezpieczeń, jako dobrowolna reprezentacja towarzystw ubezpieczeniowych, na rynku działało 8 towarzystw.
Rok później było ich już 14, natomiast w 1993 roku było 25, w tym tylko 5 zakładów ubezpieczeń na życie, ale już cztery lata później, na polskim rynku działało 50 towarzystw ubezpieczeniowych.
Problemem powstających na początku lat 90. zakładów było to, że nie wszystkie z nich miały odpowiednie kapitały. Prawo nakazywało, że minimalny kapitał musiał wynosić 5 miliardów starych złotych, ale tylko nieliczne zakłady miały wyodrębnione pieniądze na organizację firmy.
Wiele z nich tworzyło swoją sieć ze składki, czyli z pieniędzy klientów. Niskie były rezerwy techniczno - ubezpieczeniowe. Występowały trudności, związane z naliczaniem rezerw,
nie było bowiem systemów elektronicznych, jak dzisiaj, dlatego wprowadzenie indywidualnej formy tworzenia rezerw stawało się problemem. W takiej sytuacji większość zakładów opierała się na ogólnych warunkach, taryfach i statystyce, stosowanych przez PZU.
Czy na ówczesnym młodym rynku można było już zauważyć jakieś zagrożenia, które później były przyczyną upadłości kilku towarzystw? Czy był to rynek bezpieczny?
Same wyniki wskazują, że nie był to rynek w pełni bezpieczny, a przyczyny zawsze były
te same. Najlepszym przykładem była upadłość obu West. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że przyczyny tych upadłości były związane z zarządzaniem, w warunkach konkurencyjnego rynku i brakiem właściwego nadzoru.
Jakie były inne przyczyny upadłości?
Z jednej strony bardzo dynamiczny rozwój działalności zakładów i rosnące z roku na rok tempo przypisu składki, z drugiej strony brak kapitałów na pokrycie zwiększającego się marginesu wypłacalności. To powodowało narastające rozwarstwienie między ograniczonym, finansowym potencjałem firmy a szybkim tempem rozwoju jej działalności. To jest pierwsza, podstawowa przyczyna upadłości zakładów. Druga - to niewystarczający poziom rezerw techniczno - ubezpieczeniowych. Wielokrotnie, nie tylko w Polsce ale i w innych krajach, przyczyną upadłości było nieprawidłowe zachowanie się akcjonariatu towarzystwa, czy jego organów statutowych, czyli zarządu i rady nadzorczej.
Poza tym ostra konkurencja powodowała, że zakład starał się sprostać wyzwaniom rynku.
Zaniżano zatem poziom taryf ubezpieczeniowych, a równocześnie utrzymywano wysoki poziom prowizji dla pośredników. Chodzi tu szczególnie o ubezpieczenia komunikacyjne.
Dosyć szybko na nasz rynek weszły firmy zachodnie. Jak to wpłynęło na rozwój ubezpieczeń w Polsce?
Niektóre firmy zagraniczne już na początku lat 90. uznały, że Polska jest krajem o dużych możliwościach rozwoju ubezpieczeń. Do grona tych firm należały AGF, Commercial Union
i Amplico Life, które jako jedne z pierwszych rozpoczęły działalność na polskim rynku.
Wielu potencjalnych zagranicznych inwestorów bacznie przyglądało się polskiemu rynkowi, a szczególnie rozwojowi polskiej gospodarki, oceniając, na ile jest to bezpieczne miejsce do rozpoczynania inwestycji. W tym czasie doświadczenia, np. na Węgrzech, nie były zachęcające.
Jednakże, wraz z sukcesami polskich towarzystw i powstającego polskiego rynku, zaczęło się zainteresowanie tworzeniem w Polsce firm, przez zachodnie firmy ubezpieczeniowe, głównie z Niemiec.
Jeszcze 5 lat temu, w 1995 roku, udział kapitału zagranicznego wynosił 14,7 proc.,
a w 1999 roku już 49,9 proc. Można zakładać, że po sprywatyzowaniu PZU i ewentualnych przekształceniach własnościowych w Warcie, udział ten może znacząco wzrosnąć. Trzeba przy tym pamiętać, że w Polsce nie działa bezpośrednio żadna firma zagraniczna w formie przedstawicielstwa. Firmy zagraniczne obecnie są to firmy działające wg polskich zasad, oddane pod polski nadzór, tylko kapitał jest zagraniczny. Ogromny sukces na rynku polskim odniosły te zagraniczne firmy, które w swojej strategii przyjęły zasadę adaptacji swoich doświadczeń do warunków polskich.
Czy Polska, jako rynek, spełniła oczekiwania zachodnich ubezpieczycieli?
Skoro wchodzą do Polski następni inwestorzy, jest to najlepszym potwierdzeniem, że dotychczasowe doświadczenia i rezultaty, osiągane przez zagraniczne firmy, są pozytywne. Zyskali oni niepowtarzalną możliwość działalności na największym i najszybciej rozwijającym się rynku Środkowej Europy. Zyskały zagraniczne towarzystwa, inwestujące
w Polsce, które mają identyczny serwis ubezpieczeniowy, jak w innych krajach europejskich. Zyskał także polski rynek, poprzez dostęp do nowoczesnych technologii i procedur ubezpieczeniowych, nowoczesnych produktów i systemów szkolenia kadr i -
co najważniejsze - dopłynęły na nasz rynek ubezpieczeniowy duże kapitały.
Jak obecnie przedstawia się polski rynek ubezpieczeń na tle krajów Unii Europejskiej?
W ostatnich latach jesteśmy traktowani jako jeden z liderów w Europie, pod względem tempa przypisu składki. Pomimo obserwowanego już drugi rok obniżania jego tempa należy sądzić, że utrzymamy pozycję lidera pod tym względem. Jednocześnie porównanie Polski do krajów Unii wypada całkiem nieźle. Można tu podać przykład jednego z krajów członkowskich,
w którym w roku 1996 działało 120 towarzystw ubezpieczeniowych, a już w roku 1999
tylko 90. Część z tych firm upadła, część uległa likwidacji, część się skonsolidowała. Niemniej, w bardzo krótkim czasie 30 towarzystw ubezpieczeniowych "zeszło" z rynku.
Jeśli popatrzymy na bilans w Polsce, to w ciągu ostatnich 10 lat była jedna upadłość zakładu ubezpieczeń na życie, i to zupełnie niepotrzebna, oraz sześć upadłości w ubezpieczeniach majątkowych, dokładniej w dziedzinie ubezpieczeń komunikacyjnych.
W wyniku korzystnych ocen polskiego rynku ubezpieczeniowego, w 1998 roku Polska została przyjęta w poczet pełnoprawnych członków Europejskiego Komitetu Ubezpieczeń,
po 5-letnim oczekiwaniu, ale przed przyjęciem Polski do Unii Europejskiej. Oznacza to,
że partnerzy unijni doceniają wartości tego rynku, jego poziom i standardy.
Jak określiłby Pan obecny model, strukturę tego rynku?
W 1999 roku niemal 40 proc. ogółu składki stanowiły ubezpieczenia na życie. Porównując ten udział do 20 - 30 proc. w 1993 roku, można powiedzieć, że struktura portfela w podziale na ubezpieczenia na życie i ubezpieczenia majątkowe, zmienia się na wzór portfeli rozwiniętych krajów europejskich.
Jeśli popatrzymy natomiast na strukturę samych ubezpieczeń majątkowych, to prawie 70 proc. portfela stanowią ubezpieczenia komunikacyjne, co daleko odbiega od wzorców europejskich.
Na tamtych rynkach największy udział mają ubezpieczenia osobowe, na drugim miejscu są ubezpieczenia majątkowe, z dużym udziałem ubezpieczeń odpowiedzialności cywilnej i ubezpieczeń finansowych, a ubezpieczenia komunikacyjne stanowią od 20 do 30 proc.
U nas te proporcje też się zmieniają, ale bardzo powoli.
Jakie zatem zmiany czekają jeszcze ten rynek?
Wiele wskazuje na to, że dalszy rozwój ubezpieczeń w Polsce będzie się odbywał pod wpływem czterech najważniejszych czynników : obejmowania rynku regulacjami Unii Europejskiej, rozwoju ubezpieczeń osobowych, jako skutku prywatyzacji publicznego systemu ubezpieczeń społecznych, integracji z innymi segmentami rynku finansowego,
a także dominującej pozycji kapitału zagranicznego. Aktualnie jednak najważniejsze są prace legislacyjne w Sejmie, nad kodyfikacją prawa ubezpieczeniowego. Prace te dotyczą projektu ustawy o działalności ubezpieczeniowej, oraz ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczeń Komunikacyjnych. Te dwa ostatnie projekty w wersji roboczej opracowane zostały przez Polską Izbę Ubezpieczeń.
Jak Pan ocenia te przygotowywane zmiany? Czy Pana zdaniem wystarczająco dostosowują one działalność na polskim rynku ubezpieczeniowym do norm
europejskich?
Najwięcej sprzeciwów budzi projekt ustawy o działalności ubezpieczeniowej, którego wiele rozwiązań nie zbliża nas do prawa unijnego, a nawet oddala w stosunku do obowiązującego prawa. Dotyczy to m. in. nadzoru ubezpieczeniowego. Normy unijne mówią o nadzorze finansowym, a w ustawie są postanowienia zdecydowanie wykraczające poza nadzór finansowy, wchodząc w dziedzinę nadzoru materialnego. Wprowadza się uprawnienie nadzoru do zgłoszenia sprzeciwu, uniemożliwiającego powołanie prezesa lub członka zarządu towarzystwa ubezpieczeniowego. Wśród przesłanek, stanowiących powód sprzeciwu, jest możliwość woluntarystycznej oceny, co do braku rękojmi do zajmowania wymienionych stanowisk. Na decyzję taką nie przysługuje odwołanie w toku instancji, można natomiast złożyć skargę do NSA. Praktycznie eliminuje to wybranego przez akcjonariuszy kandydata
z prac w zarządzie. Takie rozwiązanie w państwach Unii jest wręcz niedopuszczalne.
Poza tym kuriozalna jest sama formuła nadzoru. Minister finansów, pod hasłem przekazania swoich uprawnień organowi nadzoru, praktycznie przejmuje wszelkie prerogatywy dotychczasowego PUNU. Świadczy o tym skład organu nadzoru, którego przewodniczącym ma być kandydat, powoływany przez Prezesa Rady Ministrów na wniosek ministra finansów. Minister finansów lub wskazany przez niego sekretarz, lub podsekretarz stanu, będzie
z urzędu zastępcą przewodniczącego. Ponadto w skład organu nadzoru ma wejść jeszcze jeden przedstawiciel ministra finansów. Jednocześnie w nadzorze mają się znaleźć przedstawiciele sektorów, które są konkurencyjne w stosunku do sektora ubezpieczeniowego.
Są to : prezes Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, przewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, prezes Narodowego Banku Polskiego lub jego przedstawiciel, oraz prezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego,
który zresztą sam pozostaje pod nadzorem organu nadzoru ubezpieczeń.
Zakładano uspołecznienie nadzoru, tymczasem przyjęty model wskazuje, że będzie on nadzorem upolitycznionym. Nadzór miał być skuteczny. Czy większą skuteczność nadzoru spowoduje przeniesienie odpowiedzialności na komisję, której członkowie reprezentują interesy swoich branż?
Dotychczas trudno było ustalić, na czy polega wina nadzoru w upadłości zakładów, teraz już w ogóle nie będzie można tego stwierdzić. Nadzór miał być profesjonalny, na czym jednak ma polegać profesjonalizm sektora bankowego i kapitałowego w ubezpieczeniach? Tego rodzaju przykładów, które są albo nadregulacją, albo sprzeczne z regulacjami Unii, jest dużo więcej.
Należy mieć nadzieję, że sprzeczności te zostaną usunięte w ramach prac Komisji Nadzwyczajnej, a nowe prawo będzie stwarzało lepsze, niż dotychczas, warunki rozwoju biznesu ubezpieczeniowego, jakości obsługi ubezpieczonych i gwarancji pełnego bezpieczeństwa wywiązywania się z zawartych przez klienta umów.
Monika Skarbek "ASEKURACJA & RE" wrzesień 2000

|
|