| |
Jolanta Koral "GAZETA UBEZPIECZENIOWA" maj 2002
ŚWIADOMA DZIAŁALNOŚĆ
Rozmowa z Tomaszem Mintoftem - Czyżem, prezesem Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych
Stowarzyszenie Brokerów obchodzi w maju swoje dziesięciolecie. Czy Stowarzyszenie miało istotny wpływ na to, co działo się w sferze pośrednictwa ubezpieczeniowego?
- Od pierwszego roku swojej działalności Stowarzyszenie jest członkiem BIPAR - organizacji zrzeszającej krajowe organizacje pośredników ubezpieczeniowych z 27 krajów, w tym z wszystkich krajów członkowskich UE. Przedstawiciel polskich brokerów jest członkiem komitetu zarządzającego tej organizacji. Mamy też swego delegata w światowej organizacji pośredników ubezpieczeniowych, zrzeszającej stowarzyszenia o charakterze kontynentalnym: z obu Ameryk, Azji, Afryki, Europy. Niedawno zwróciła się do nas o pomoc tworząca się organizacja brokerów Macedonii. Przekazaliśmy im nasz kodeks etyki, zasady dobrej praktyki, wszelkie niezbędne materiały. Jak widać, zawiązuje się także ważna regionalna współpraca brokerska.
Ostatnie dziesięć lat mieściło się zarazem niemal dokładnie w pierwszej dekadzie powstawania i rozwoju polskiego rynku ubezpieczeń, która nastąpiła po wieloletnim okresie ubezpieczeniowego monopolu. Do sukcesów Stowarzyszenia w tym okresie zaliczam fakt, że projekty aktów prawnych, dotyczących ubezpieczeń, były z nami konsultowane. A jesteśmy raczej mało licznym środowiskiem: osób, które zdały egzamin brokerski i mają prawo wykonywania tego zawodu jest obecnie w Polsce około. 2 tys. Aktywnych brokerów mniej, ok. 1500-1600 osób, z czego blisko 600 osób to członkowie Stowarzyszenia. Jak widać, jeżeli oceniać zaangażowanie potencjalnych członków wśród dobrowolnych organizacji zawodowych, nie lokujemy się na szarym końcu...
Udało nam się skonsolidować to środowisko, mimo że pośrednicy ubezpieczeniowi są chyba jedną z najbardziej konkurencyjnie działających grup zawodowych. Potrafiliśmy zdefiniować wspólne cele i działamy świadomie na rzecz promocji zawodu przez doskonalenie kwalifikacji, wprowadzanie zasad etyki biznesu i zasad dobrej współpracy z zakładami ubezpieczeń. Jedną z istotnych form realizacji naszych zadań jest majowy - piąty już - Kongres Brokerów. W tym roku przebiega on pod bardzo ważnym hasłem - "Broker w Unii Europejskiej".
Jednak sądząc po tym, że wasze środowisko od dawna zgłasza postulaty zmiany przepisów prawa, chyba rzadko są one brane pod uwagę przez ustawodawców?
Zmiana prawa, zasad działania i sposobu myślenia nie jest rzeczą prostą i dokonującą się w ciągu jednego roku. Mamy jednak swoje osiągnięcia, np. w dyskusji o projekcie ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym, niektóre nasze bardzo ważne postulaty już zostały wpisane do projektu.
Dyrektywa Unii Europejskiej IV Generacji ma stworzyć ramy do swobodnego przepływu usług pośrednictwa ubezpieczeniowego w krajach członkowskich. Postuluje ona, by wszyscy pośrednicy ubezpieczeniowi mieli odpowiednie kwalifikacje. Jak jest z kwalifikacjami polskich brokerów? Czy różnią się od kolegów z krajów Unii?
Przede wszystkim brokerzy to u nas znacznie mniejsza grupa zawodowa niż w krajach członkowskich, bardzo młoda i pozbawiona wieloletnich czy wielowiekowych tradycji. Jednak i w Unii środowiska brokerów i ich rola są bardzo zróżnicowane. Np. w Szwecji brokerzy "zaistnieli" zaledwie o kilkanaście lat wcześniej niż w Polsce. Borykają się oni z podobnymi problemami co w Polsce, m.in. z "konkurencją" ze strony zakładów ubezpieczeń.
A i tamtejsi konsumenci też nie są przyzwyczajeni, by szukać fachowej pomocy u brokera. Profesjonalizm naszych brokerów jest zróżnicowany. W każdym zawodzie zdarzają się przecież partacze. Dla dobra klienta i podnoszenia społecznego prestiżu tego zawodu musimy stale podnosić kwalifikacje. Chcemy, by ustawa o pośrednictwie ubezpieczeniowym stworzyła warunki do przyspieszenia tego procesu.
W większości stanów USA i Kanadzie permanentne podnoszenie kwalifikacji jest obligatoryjne. Największe stowarzyszenie brokerów Holandii - N.V.A. - nie wpisze brokera na listę swoich członków, jeśli ten nie podda się reżimowi ciągłej edukacji. Nie chcemy ograniczać dostępu do zawodu brokera, ale jest w interesie wszystkich brokerów, aby zawód ten pełniły wyłącznie osoby rzetelnie przygotowane.
Niektóre z postulowanych przez Stowarzyszenie Brokerów zmiany zostały wprowadzone do projektu ustawy: kandydat do zawodu brokera winien się legitymować co najmniej trzyletnim doświadczeniem pracy w ubezpieczeniach na merytorycznym stanowisku. Nasz dalej idący postulat, aby - przy wyższym wykształceniu - kandydat legitymował się trzyletnim, zaś osoby ze średnim wykształceniem - pięcioletnim stażem pracy, nie zyskał jak dotąd akceptacji autorów projektu ustawy. Nasze Stowarzyszenie opracowało także program dobrowolnego systemu edukacji brokerów ubezpieczeniowych, który zostanie uruchomiony jesienią.
Przypominam, że zgodnie z konstytucyjną zasadą ochrony praw nabytych, nowe przepisy będą dotyczyć tylko nowo wstępujących do zawodu brokera.
Czy w krajach postkomunistycznych rola brokera jest większa niż w Polsce?
Nasz rynek jest większy i zupełnie inny. Wydaje mi się, że nasi brokerzy są bardziej aktywni niż brokerzy w Czechach czy na Węgrzech, choć tamte rynki rozwijają się zupełnie inaczej. Np. na Węgrzech na początku lat 90. praktycznie znikły krajowe zakłady ubezpieczeń, podczas gdy u nas są i mają bardzo poważny udział w rynku. Być może fakt ten wpływa ujemnie na skuteczność działań naszych brokerów, wymuszając w zamian większą aktywność.
Czy wolny przepływ usług ubezpieczeniowych po przystąpieniu do Unii rozwinie nasz rynek pośrednictwa ubezpieczeniowego, czy przeciwnie - może stanowić dla niego zagrożenie?
To nie jest proces automatyczny. Nie obawiałbym się konkurencji z zewnątrz. Kto miał tu przyjechać i działać, już to zrobił, nie czekając na stowarzyszenie z Unią. Zachodni brokerzy nie będą nam zabierać chleba, bo nawet najlepsza wiedza nie zastąpi znajomości specyfiki rynku. Trudniej brokerowi z zewnątrz przystosować się do naszych warunków i języka niż naszemu brokerowi działać na zachodnich rynkach. Stowarzyszenie z Unią, tak jak w przypadku innych zawodów, stworzy pewne możliwości dla Polaków.
Jeśli w ogóle można mówić o zagrożeniu dla pośredników ubezpieczeniowych, to tylko takim, że świat się zmienia, pojawiają się nowe kanały dystrybucji. Gdy otworzą się granice, przede wszystkim granice komunikacji, może się okazać, że proste ubezpieczenie komunikacyjne będzie można kupić znacznie taniej przez Internet od ubezpieczyciela działającego np. w Portugalii czy Wielkiej Brytanii. Niewątpliwie stowarzyszenie z Unią wymusi na nas szybsze wkroczenie w wiek informatyki i technik zarządzania.
W zarządach niektórych wielkich firm zachodnich pracują polscy menedżerowie. Czy w firmach brokerskich także?
Firmy brokerskie w Polsce - nawet te "zachodnie" - nie mogą być określane mianem wielkich. Brak obcych menedżerów w firmach brokerskich tłumaczę jednak specyfiką naszego zawodu, naszym uzależnieniem od lokalnej specyfiki i koniecznością stałego kontaktu z personelem klientów - zasadniczo personelem polskim. Choć sam przez lata pracowałem jako broker w USA, nie uważam się za "obcego" menedżera.
Stowarzyszenie Brokerów krytycznie ocenia projekt ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym, zwłaszcza w świetle koncepcji zawartych w projekcie dyrektywy Unii Europejskiej. Dlaczego?
Stowarzyszenie bardzo uważnie przygląda się, jak cele Dyrektywy potraktowali nasi ustawodawcy. Prawo może bardzo skutecznie przeszkodzić rozwojowi i prawidłowemu funkcjonowaniu rynku ubezpieczeń. Mamy zastrzeżenia zarówno do koncepcji projektu, jak i szczegółowych rozwiązań.
Przyjęcie w projekcie tradycyjnej koncepcji podmiotowej usług pośrednictwa ubezpieczeniowego jest chyba błędem, zwłaszcza że Dyrektywa Unii Europejskiej przyjmuje koncepcję przedmiotową. To ma kolosalne znaczenie dla całego ujęcia pośrednictwa, ponieważ koncepcja przedmiotowa zrywa z podziałem na brokerów i agentów, wszyscy pośrednicy traktowani są jednakowo i poddani jednakowym standardom obowiązków i odpowiedzialności. Przecież głównym celem Dyrektywy jest zapewnienie ochrony konsumenta. A jak lepiej można ją realizować, niż przez wprowadzenie jednolitych reguł dotyczących kwalifikacji zawodowych, rejestracji, odpowiedzialności cywilnej i gwarancji finansowych oraz informacji, którą pośrednik jest zobowiązany przedstawić klientowi i zakładowi ubezpieczeń?
Nie zapominajmy też o tym, że Dyrektywa szczególnie mocno akcentuje potrzebę spójności wszystkich ustawodawstw krajowych członków Unii. W razie przyjęcia koncepcji podmiotowej nasze ustawodawstwo byłoby niespójne z prawem unijnym.
Druga ważna dziedzina, której dotyczy Dyrektywa, to zapewnienie warunków swobodnego przepływu usług, tak by były porównywalne w krajach członkowskich i stworzenie w miarę równej płaszczyzny konkurencyjnej dla pośredników, np. w zakresie kwalifikacji zawodowych. Dyrektywa nie precyzuje ani nie narzuca określonych standardów, ale zobowiązuje ustawodawców krajów członkowskich do zapewnienia w wewnętrznych przepisach określenia poziomu właściwych kwalifikacji dla wszystkich pośredników.
A to oznacza, że agenci i brokerzy muszą mieć jednakową płaszczyznę konkurencji. Dotyczy to także zakładów ubezpieczeń. Prawo nie może prowadzić do dyskryminacji, ani sytuacji patologicznych.
A dotychczasowe prawo prowadzi do dyskryminacji brokerów?
Zarówno obecne przepisy, jak proponowane w projekcie ustawy - choć w mniejszym stopniu - faworyzują multiagentów w zakresie wymagań kwalifikacyjnych i OC. Dlatego cieszymy się, że wymóg ubezpieczenia zawodowej OC dla multiagentów - wprawdzie nieco inaczej ujęty niż dla brokerów - znalazł się w projekcie.
Weźmy także zapis w projekcie mówiący, że "broker ubezpieczeniowy w związku z wykonywaniem działalności brokerskiej nie może przysparzać zleceniodawcy lub zakładowi ubezpieczeń korzyści wykraczających poza istotne czynności", czyli inaczej mówiąc: brokerze, posługuj się swoimi umiejętnościami, ale nie płać innym za to, żeby ci dali zlecenia! To bardzo dobry zapis, ale pod warunkiem, że dotyczy wszystkich innych aktorów na rynku ubezpieczeń, a przede wszystkim zakładów ubezpieczeń. Nadal częste są przypadki, w których zakłady, z krzywdą dla pośrednika, działają wbrew zasadom etyki i normom uczciwej konkurencji. Sytuacje takie podpadają pod dyspozycję powyższego zapisu.
Aby takich patologicznych sytuacji uniknąć, chcemy np. umieszczenia w projekcie zapisu regulującego wyraźnie kwestię prawa brokera do wynagrodzenia. Często jest tak, że gdy broker wykona dla klienta trudną i kosztowną pracę, ten zawiera umowę bezpośrednio z zakładem ubezpieczeń, który obniża mu składkę, bo oszczędza na kurtażu brokera! Jest to niedopuszczalne zarówno ze strony klienta, jak zakładu ubezpieczeń.
Krytykujecie też zapis zakazujący łączenie stanowisk w firmach brokerskich i agencyjnych.
Jest to ograniczenie swobody działania podmiotów na rynku. Zapis zakazujący łączenia stanowisk w zarządach firm brokerskich i agencyjnych oraz udziałów kapitałowych w tych firmach jest także sprzeczny z praktyką w krajach Unii. To dyskryminuje naszych brokerów wobec unijnych kolegów.
Takie rozgraniczenie działalności brokera i agenta jest doktrynalne i w praktyce niewykonalne, a więc szkodliwe. Mogę przytoczyć co najmniej kilka działań brokera, które w swej istocie są działaniami agenta. Na przykład gdy mam upoważnienie od zakładu ubezpieczeń do odbioru składki od klienta, czynię to przecież w imieniu zakładu ubezpieczeń, a nie własnym! Robię więc to samo, co pełnomocnik zakładu ubezpieczeń.
Drugi przykład: mam umowę ubezpieczenia dla cargo. Jako broker reprezentowałem klienta, znalazłem dla niego najlepszą umowę, najlepszego ubezpieczyciela, biegnie umowa. Co się wtedy dzieje? Każdy angielski czy holenderski broker otrzymuje pakiet polis i certyfikatów ubezpieczenia od wybranego zakładu ubezpieczeń i z jego upoważnienia i w jego imieniu wystawia te dokumenty. To także działalność typowo agencyjna. Broker angielski ma takie uprawnienia, polski broker pod rządami projektu ustawy - nie. Takie przykłady można by mnożyć.
Na ile długotrwała recesja na polskim rynku ubezpieczeń miała wpływ na kondycję pośredników ubezpieczeniowych, także brokerów?
Bardzo wyraźny wpływ, zwłaszcza dla mniejszych firm. Nie jesteśmy przecież wyizolowani ze świata biznesu. Ubezpieczenie jest przez klientów postrzegane na szarym końcu listy potrzeb, ponieważ jest najmniej uchwytnym elementem funkcjonowania firmy. Kupując ubezpieczenie - kupujemy gwarancję, a nie coś, co można dotknąć czy zmierzyć.
Na kryzys w ubezpieczeniach miał też oczywiście wpływ zamach z 11 września, chociaż nie miał on bezpośredniego przełożenia na ubezpieczenia, które wykupuje przeciętny Polak. Natomiast wielkie korporacje, filie zagranicznych firm, często muszą płacić kilka razy więcej za tę samą usługę. Podwyżka stawek i składek spowodowała rezygnację z ubezpieczeń przez wielu klientów. Nasze środowisko najmocniej odczuwa recesję w ubezpieczeniach grupowych na życie, tu panuje zastój.
Dotknęła nas także recesja na rynku komunikacyjnym, zahamowanie sprzedaży samochodów. Choć nasze zaangażowanie w komunikację jest ograniczone do większych podmiotów i nie partycypujemy w ubezpieczeniach indywidualnych, wpływ recesji na nasze portfele jest bardzo znaczny.
W gospodarce już coś "drgnęło". Kiedy zacznie się ożywienie w ubezpieczeniach i pośrednictwie ubezpieczeniowym?
Trzeba będzie na to jeszcze jakiś czas poczekać. Z mojego doświadczenia wynika, że jeżeli następuje recesja gospodarcza, to ubezpieczenia odczuwają jej skutki z pewnym opóźnieniem, ale za to gdy ożywienie gospodarcze powraca, w ubezpieczeniach ciągle jeszcze trwa zastój. Ubezpieczenia to niespiesznie reagujący rynek.
Jolanta Koral "GAZETA UBEZPIECZENIOWA" maj 2002

|
|