include "_header1.html"; ?>
Rozmowa z Jerzym Wysockim, prezesem Polskiej Izby Ubezpieczeń
Czy widzi Pan w Polsce zagrożenia, które wiążą się z tym, co obecnie dzieje się na świecie ? Czy mogą wyniknąć z tego komplikacje, recesja w gospodarce ? Jak może się to odbić na rynku ubezpieczeń ?
Są dwie podstawowe kwestie. Kwestia przechodzenia z okresu wzrostu do
okresu stagnacji
i z okresu stagnacji do okresu recesji, czyli pewne zjawiska kryzysu
i nie ukrywam, że tego typu światowe symptomy mają i będą miały duży wpływ
na warunki funkcjonowania polskiej gospodarki, a tym samym rynku ubezpieczeń.
Bo trzeba sobie jasno powiedzieć, że system ubezpieczeniowy jest jednym
z elementów systemu finansowego, który nieodłącznie związany jest z procesami
gospodarczymi w każdym państwie, a w warunkach postępującej globalizacji
decyzje czy zdarzenia w jednym miejscu na kuli ziemskiej bardzo często
mają swój związek przyczynowy w innych państwach, albo są łańcuchem zdarzeń,
który swój początek ma gdzieś tam daleko...
Przykłady takich zjawisk mamy w stosunku do zdarzeń, które miały miejsce
w naszym kraju
i nie ukrywam, że w tym względzie mam jak najwięcej obaw.
Nie tak dawno, bo tydzień temu miałem okazję uczestniczyć w dwóch znaczących konferencjach. W światowej konferencji samorządów ubezpieczeniowych, czyli organizacji samorządowych, na której byli obecni przedstawiciele, szefowie licznych krajów wszystkich kontynentów i gdzie poza kwestiami związanymi z problemami współpracy między samorządami a nadzorami ubezpieczeniowymi, podstawowym elementem dyskusji był wpływ postępującej recesji na rynek.
Druga to była doroczna konferencja światowego, międzynarodowego stowarzyszenia nadzoru ubezpieczeniowego, którego Polska jest jednym z nielicznych członków obserwatorów. Tam też była mowa na ten sam temat. To coś znaczy i ja bym do tego właśnie przykładał największą wagę.
Bo jeżeli najbogatsze państwa świata, które są rodzajem ostoi, swoistą opoką światowego systemu gospodarczego, nie będą mogły sobie poradzić, to nieporównywalnie większe problemy czekają pozostałe kraje, w tym Polskę, która jest krajem na dorobku, który bardziej musi budować i odkładać, a nie korzystać z już odłożonych pieniędzy, czy innych zasobów.
Jesteśmy w takiej, a nie innej sytuacji gospodarczej i społecznej, w tym, a nie innym miejscu Europy i w tym, a nie innym czasie się to dzieje. Wszystko razem ma charakter obiektywny, ponadpolityczny, ponadkoalicyjny.
Drugi, ogromnie ważny element, to tragiczne wydarzenia w Stanach Zjednoczonych, którym usiłuje się przypisać większość symptomów recesji i kryzysu.
Ja nie podzielam tego poglądu. Jeżeli chodzi o kwestie światowego systemu
ekonomicznego, to nie odbywa się to bez wpływu tego typu zdarzeń, ale nie
jest to wpływ znaczący.
W ubezpieczeniach byłaby to np. równowartość dwóch silnych huraganów
na Karaibach, jeżeli chodzi o straty materialne.
Dodajmy do tego, że firmy, które są głównie w tę sprawę zaangażowane od strony ubezpieczenia majątku i od strony ubezpieczeń na życie, nie powinny zbankrutować. Oczywiście, pamiętać należy o ubezpieczeniach odpowiedzialności cywilnej i tu są największe kwoty do wypłacenia, co na pewno będzie miało wpływ na wyniki finansowe tych firm, ale są to straty do odrobienia i wydarzenia te nie powinny wpłynąć obecnie w jakiś drastyczny sposób na to, że jakiemuś zakładowi ubezpieczeń, operującemu praktycznie na całym świecie, grozi z tego powodu zachwianie płynności i upadłość.
Tym bardziej nie ma to aż tak potężnego znaczenia, jeżeli chodzi o polski rynek ubezpieczeniowy, bo się na niego bezpośrednio nie przekłada. Oczywiście, jakieś znaczenie ma, istnieje chociażby sama kwestia ubezpieczenia samolotów to dotyczy całego świata.
Jeżeli bowiem istnieje tego typu sprawdzone ryzyko, gdzie wypłata odszkodowań byłaby monstrualna, dwa miliardy dolarów na jedno zdarzenie, to rzecz jasna, istnieją dwa warianty albo trzeba zapłacić wyższą składkę, albo się nie ubezpieczać. Składki w wysokości stokrotnie większej od dotychczasowych oczywiście uderzają w firmy przewozowe bardzo drastycznie i to jest tego typu konsekwencja.
Coraz głośniej się już mówi, że przełoży się to także na koszty reasekuracji. Nie ma bowiem na świecie takiego towarzystwa, które było by w stanie przyjąć na siebie nawet gdyby materialnie było by je na to stać tego typu potężnych ryzyk jak wieżowce, lotniska, kompleksy przemysłowe czy jakieś inne. Jest to takie ryzyko, że rozkłada się po całym świecie, nawet jeśli zdarzenie, mające miejsce w jednym zakątku kuli ziemskiej dotyczy tylko w jakimś ułamku procenta tej firmy ubezpieczeniowej czy reasekuracyjnej, która w rozłożeniu tego ryzyka uczestniczy.
I trzeba popatrzeć na dwie sprawy : na straty, jakie poniosło państwo, jakie ponieśli ubezpieczyciele i właściciele tych wieżowców, w porównaniu z monstrualnym spadkiem wartości na giełdzie nowojorskiej, gdzie w grę wchodzą nie miliardy, a biliony dolarów. Zdarzenie, samo w sobie, było czymś niewielkim, ale giełda jest odbiciem nie tylko emocji, lecz również recesji czy warunków gospodarki i systemu finansowego w całym świecie. Wypadki amerykańskie mogłyby być katalizatorem niektórych wydarzeń, ale na pewno nie ich przyczyną.
Czy spadek indeksów giełdowych w Stanach Zjednoczonych, w Europie, także w Warszawie odbije się na portfelach przeciętnych Polaków ? Czy może wręcz zahamować rozwój ubezpieczeń w Polsce ?
Po pierwsze, nie pozostaje to bez wpływu, a nawet ma wpływ znaczący
na możliwości
i warunki rozwoju ubezpieczeń na życie i ubezpieczeń majątkowych. Na
sytuację ekonomiczną należy przy tym nałożyć stosunkowo niezbyt wysoki
poziom świadomości ubezpieczeniowej w porównaniu z wysoko rozwiniętymi
państwami, gdzie znacznie zasobniejszym portfelom towarzyszy nieporównywalnie
wyższa potrzeba zawierania tego typu umów.
Ale sytuacja ekonomiczna jest najważniejsza gdy kończą się pieniądze na życie i szuka się środków na zaspokojenie podstawowych, bieżących potrzeb, sięga się do zasobów złożonych przede wszystkim, czego prostą konsekwencją jest odstępowanie od umów na życie.
Stagnacja, czy nawet recesja może nie tyle wpłynąć na załamanie się
rynku, tak długo jak gospodarka nie ulegnie załamaniu, ale rynek na nią
niewątpliwie reaguje. Chcę wierzyć,
a moja wiara nie wynika z takich przesłanek behawiorystycznych, emocjonalnych,
ale raczej racjonalnych że wszystko ma swój początek i swój koniec. Pytanie
brzmi, czy my już doszliśmy do dna i będziemy się teraz odbijać, czy jeszcze
się będziemy do tego dna zbliżać ? Będzie to zależało od siły nowego Parlamentu,
od nowego rządu, jego determinacji i od zrozumienia sytuacji przez samych
obywateli.
Czy wprowadzenie opodatkowania lokat bankowych (przepis ten istnieje w krajach Unii Europejskiej, a Polska, dążąc do UE, chce ten przepis do roku 2003 wprowadzić) pomoże jako kolejny argument w rozmowach przy zawieraniu umów ubezpieczenia ?
Po pierwsze, nie ma takiej ustawy. Po drugie, jest to na razie wyłącznie jedna z propozycji dróg poszukujących uzyskanie dodatkowych środków do budżetu. Znajdowała się w projekcie ministra Bauca. Czy i w jakim zakresie zostanie ten system wprowadzony, trudno powiedzieć, bo jak zawsze, każdy kij ma dwa końce.
Jeden koniec kija to jest znalezienie środków do budżetu i to jest bardzo dobre. Ale drugi koniec kija to jest zniechęcanie do oszczędzania, które, jeśli naprawdę chcemy przyśpieszenia gospodarczego, musi się zwiększyć, bo do tego niezbędna jest tzw. podaż pieniądza na rynku. Jeżeli bowiem ktoś chce coś sprzedać, to musi się znaleźć chętny, by to kupić. A kupi ten, kto ma pieniądze.
To nie może być instrument na rok, czy pół roku, ważna jest też skala
czy to będzie 5, 10 czy 15%, i także, czy będzie to uzależnione od instrumentu,
w którym te pieniądze się lokuje.
Bo jeżeli z kolei rząd będzie musiał sam sobie opodatkować dochody
z bonów skarbowych lub obligacji Skarbu Państwa, to musi się liczyć z tym,
że potencjalni nabywcy będą poszukiwali innych instrumentów, a on ma dziurę
do załatania i co pójdzie do banku po kredyt ? Co by nie powiedzieć,
kredyt jest zawsze oprocentowany wyżej niż papiery wartościowe, emitowane
przez bank narodowy czy inny.
I trzeci element, że prawdopodobnie poszukiwania instrumentów oszczędzania
nie opodatkowanych będą motywowały do zawierania ubezpieczeń, zwłaszcza
ubezpieczeń na życie, które generują możliwość pozyskania pieniędzy np.
na dożycie, czy na dożycie
z funduszem inwestycyjnym.
Jest jeden warunek trudna sytuacja na rynku finansowym nie rokuje w szybkim okresie czasu powiększenia efektywności lokat. Jeśli, powiedzmy sobie, nie będzie hossy na giełdzie, a raczej jej nie będzie, jeżeli nie zmniejszy się inflacja, to nawet efektywność tej lokaty dla inwestora-ciułacza będzie problematyczna. Ale w systemie finansowym państwa jest to problem niezmiernie skomplikowany, grożący wielowątkowymi konsekwencjami.
Przemysł, gospodarka potrzebują takiego kredytu. Podjęcie właściwej decyzji wymaga nie tylko dużej wiedzy praktycznej, ale i ogromnej wyobraźni co do ewentualnych konsekwencji. Dla rynku ubezpieczeniowego może okazać się to korzystne. Ale powtarzam może.
Dziękuję za rozmowę. include "_footer1.html"; ?>