| |

Marcin Jaworski "Gazeta Ubezpieczeniowa" wrzesień 2000 r.
UBEZPIECZENIE WYCOFANIA PRODUKTU Z RYNKU
Towar z półek
Wkrótce mali i średni przedsiębiorcy mogą spotkać się z tym, że ich większy kontrahent będzie chciał obciążyć ich składką
za ubezpieczenie wycofania produktu z rynku - mówi Piotr Wójcik, dyrektor departamentu ubezpieczeń OC w Gerling Polska.
Jaki nowe ubezpieczalne ryzyka nakłada na producentów nowa ustawa o bezpieczeństwie produktu?
Ustawa określa szereg obowiązków, o części których mówiła już ustawa o ochronie konsumentów i odpowiedzialności za
szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, które mogą być objęte ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej
za produkt. Nowym istotnym ryzykiem jest obowiązek wycofania produktu na swój koszt, jeśli okaże się, że jest on
niebezpieczny. Koszty związane z tym procesem mogą być pokryte przez ubezpieczyciela, oczywiście wyłączając
wartość samego produktu.
Co wynika z ustawy dla ubezpieczycieli?
Odpowiedzialność została zaostrzona, stąd należy spodziewać się zwiększonej ilości roszczeń z tego tytułu. Przy czym o ile zarówno
rynek ubezpieczeniowy, jak i sami klienci są przygotowani do zawierania ubezpieczenia OC produktu, to z ubezpieczeniem wycofania
produktu z rynku jest dużo trudniej. Z jednej strony niewielka część towarzystw jest w stanie podjąć się takiego ubezpieczenia.
Nie mają takich doświadczeń, a wzorce czy procedury pochodzące od firmy matki czy reasekuratorów nie do końca mogą odpowiadać
polskiej specyfice. Wszystko trzeba przećwiczyć samemu, a szczególnie likwidację szkód. Z drugiej, niezbędnym elementem
przyjęcia ryzyka do ubezpieczenia jest posiadanie przez firmę planu ściągnięcia produktu z rynku. Większość producentów
nie ma takiego planu, bo jest to przedsięwzięcie dosyć kosztowne.
Co musi znajdować się w takim programie i dlaczego jest on tak kosztowny?
Ponieważ to niesłychanie trudne zadanie, żeby pogodzić konieczność poinformowania o wycofaniu produktu, a jednocześnie nie
zniszczyć wizerunku marki. To robota dla działu public relations. Poza tym jest to olbrzymie zadanie logistyczne. Najpierw
trzeba zlokalizować klientów, a potem zapewnić wymianę produktu czy jego naprawę. Jeśli przedmiotem recall są na
przykład baterie, powstaje też problem utylizacji.
Złożoność planu zależy przede wszystkim od charakteru produkcji. Zupełnie inny program będzie miał producent obrabiarek,
który ma listę odbiorców konkretnych maszyn i wystarczy z nimi się kontaktować. Dla producentów wyrobów masowych np. odkurzaczy,
koszt takiej akcji będzie wielokrotnie wyższy, bo wiąże się ona z dotarciem do szerokiego kręgu odbiorców. Jeśli mamy do czynienia
z firmą globalną, działającą na wielu rynkach to może być akcja o światowym zasięgu.
Od jakiej skali działalności jest możliwość ubezpieczenia? Czy jest to też oferta dla małych i średnich przedsiębiorstw, czy tylko dla dużych korporacji?
Najczęściej stosowane jest takie rozwiązanie, że umowę ubezpieczenia zawiera duży producent, a częścią kosztów składki obciąża swoich kooperantów.
Tak jest na przykład w branży lotniczej, często w branży motoryzacyjnej. W innym wypadku możliwie jest ubezpieczenie samodzielne. Rozmiar
firmy nie ma nic do rzeczy, ważne jest do czego jest dany produkt.
Koszt ubezpieczenia zależy przede wszystkim od obrotu, podstawa wymiaru składki będzie różna przy tym samym limicie,
sumie ubezpieczenia. Polisa dla producenta hamulców i producenta samochodów, opiewająca na taką samą sumę ubezpieczenia,
będzie dla tego pierwszego znacznie tańsza. Jest to zresztą logiczne, w przypadku producenta samochodów ilość elementów które
mogą zawieść, jest niezliczona. Ryzyko producenta hamulców jest mniejsze, bo ograniczone tylko do jednego elementu.
Czy jeśli wyroby danego producenta są wycofywane w jednym kraju to oznacza to, że muszą być wycofane na całym świecie?
Tu nie ma automatyzmu. W każdym kraju istnieją odpowiedniki naszego urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów i one oczywiście mają jurysdykcję na swoim terytorium.
Natomiast jeśli dojdzie do sytuacji, ze polski producent zostanie zmuszony do wycofania produktu z innego rynku, nowa ustawa nakłada na niego obowiązek
poinformowania polskich organów nadzoru, że jego produkt okazał się niebezpieczny, na innym rynku.
To co stanie się później to zależy od konkretnego przypadku. Może się zdarzyć, że zanieczyszczona była na przykład partia przeznaczona
wyłącznie na eksport. Wtedy wycofanie wyrobu z tamtego rynku załatwia sprawę. Jeśli rzecz dotyczyła partii towaru kierowanej
również na rynek polski, może pojawić się nawet kwestia odpowiedzialności karnej zarządu. Prokurator może postawić zarzut,
że wiedząc o wadach produktu, nic nie zrobił aby wycofać go z obrotu.
W ustawie przewidziane jest wprowadzenie kilku aktów wykonawczych, czy bez nich ten akt będzie nie możliwy do stosowania?
Zapisy tej ustawy już można stosować bez tych aktów wykonawczych. Aparat do jej egzekwowania istnieje, na przykład organy dozoru technicznego,
które zajmują się dopuszczaniem do ruchu różnego rodzaju urządzeń niebezpiecznych np. kotłów. Poza tym prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i konsumentów
może posłużyć się Inspekcją Handlową. Pozostaje kwestia przeszkolenia inspektorów i stosowania przepisów w praktyce.
Szczególnie ważną kwestią dla ubezpieczycieli jest utworzenie systemu informowania o produktach niebezpiecznych i systemu monitorowania
wypadków konsumenckich, dzięki którym będzie można dowiedzieć się co się dzieje na rynku.
Marcin Jaworski "Gazeta Ubezpieczeniowa" wrzesień 2000 r.

|
|