| |
Tomasz Przybylski "GAZETA UBEZPIECZENIOWA" grudzień 2001
ŚWIAT WEDŁUG REASEKURACJI
W świetle tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce 11 września 2001 roku w Nowym Jorku, nie sposób nie zauważyć, że po pierwszym szoku nadszedł moment, w którym zaczęto liczyć pieniądze. W różnych mediach zaczęły się pojawiać informacje o skutkach, jakie wydarzenia te będą miały, lub już mają, dla światowego rynku ubezpieczeń i reasekuracji.
Niektórzy przedstawiciele towarzystw ubezpieczeniowych wskazywali na fakt, że ich klienci wprawdzie nie są bezpośrednio związani z rynkiem reasekuracyjnym, ale funkcjonują w skomplikowanym systemie naczyń połączonych. Nie można jednak popełniać błędu wyrażając opinię, że wypadki, jakich cały świat był świadkiem, nie wpłyną na bieżące stawki ubezpieczeniowe.
Jest nadzieja, że reasekuratorzy zdołają utrzymać poziom swojej wypłacalności. Porównując jednak tę sytuację z początkiem lat dziewięćdziesiątych XX wieku, należy się liczyć z tym, że czekają nas trudne czasy, zarówno w odniesieniu do klienta, jak i do samego towarzystwa, w relacji do rynku reasekuracyjnego.
Pamiętajmy bowiem, iż rynek o miękkim charakterze skończył się i nie ma już możliwości powrotu do niego. Rynek taki oznaczał m. in. wielkie zaufanie do cedenta, niskie ceny, swego rodzaju pobłażliwość dla bardziej miękkich kryteriów akceptowania ryzyka,
a być może, przede wszystkim, wiarę we właściwe oszacowanie ryzyka.
Jakie straty, a jakie rezerwy?
Oświadczenie najwyższych przedstawicieli administracji Stanów Zjednoczonych, uznające atak terrorystyczny z 11 września za akt wojny, może wpłynąć na zobowiązania reasekuratorów i ubezpieczycieli z tytułu szkód wywołanych atakiem. Jednak nie będzie można zahamować tendencji do wzrostu cen ubezpieczeń lotniczych, ubezpieczeń zdrowotnych i wypadkowych, ubezpieczeń na życie, jak również ubezpieczeń wielkich budynków biurowych.
Na nic zdadzą się zatem niezwykle wyrafinowane techniki, obniżające wysokość niezbędnego pokrycia reasekuracyjnego. Mowa tu o formułach, dzięki którym reasekurator i cedent - abstrahując od stosowanej formy reasekuracji - mogą obniżać udzielane lub poszukiwane pojemności reasekuracyjne. Dotyczy to koncepcji opartej na maksymalnej, przewidywanej szkodzie (PML - possible maximum loss) oraz wszelkich jej mutacji.
W najwyższym skrócie, koncepcja ta i jej mutacje odwołują się do oceny dokonywanej przez underwritera, jaka może być największa - możliwa - szkoda w danym ryzyku. O ile można założyć, że ryzyko takie jak World Trade Center, z punktu widzenia underwritera ryzyk ogniowych, było ograniczone do jednej z dwóch bliźniaczych wież i części okolicznych budynków, to pokrycie reasekuracyjne, jakie mogło być udzielone, opiewało na wartość PML, nie zaś, jak można byłoby się spodziewać, na wartość wszystkich budynków, należących do kompleksu WTC łącznie. Praktyka ta jest często stosowana w reasekuracji. Umożliwia ona ograniczenie udzielanej pojemności i redukuje żądania co do pojemności umów reasekuracyjnych ze strony cedentów. Praktyka taka funkcjonuje również na rynku polskim.
Należy tu zauważyć, że cedent, zwracając się do reasekuratora o zmianę sposobu wyrażania pojemności danej umowy reasekuracyjnej z koncepcji sumy ubezpieczenia (która też ma szereg mutacji) na koncepcję PML, dokonuje tego niejako na własne ryzyko. Udział reasekuratora bowiem jest ograniczony z tym przypadku do faktycznej pojemności umowy reasekuracyjnej, a ewentualne odszkodowanie rozpatrywane w kontekście tej umowy będzie wypłacane proporcjonalnie, zgodnie z identyczną zasadą proporcjonalności.
Jeżeli bowiem założymy, że ryzyko WTC, według koncepcji nowej wartości odtworzeniowej, nie było ubezpieczane w całości, a zarówno reasekuratorzy jak i ubezpieczyciele, zaangażowani w to ryzyko "oszczędzali" pojemność, stosując jedną z mutacji wyżej wymienionej koncepcji PML, z pewnością się okaże, że wypłacenie odszkodowania majątkowego nie będzie łatwe i prawdopodobnie nie będzie rekompensowało całości szkody.
Po zamachu na WTC ubezpieczyciele nie otrzymają teraz żądanych pojemności reasekuracyjnych, a każde wielkie ryzyko - bez względu na fakt, który raz z rzędu ubezpieczane - będzie poddane dokładnemu przeglądowi, co zwiększy koszty ubezpieczenia
i reasekuracji.
W końcu znalezienie pokrycia reasekuracyjnego na wielkie obiekty biurowe będzie niesłychanie trudne. Ponadto, już należy przewidywać, że stosowne postanowienia ubezpieczeń od ognia i innych zdarzeń losowych, czyli w języku angielskim FLEXA -
Fire, Lightning, EXplosion and Aircraft collapse - to jest "ogień, piorun, eksplozja i upadek statku powietrznego" zostaną wzbogacone o dodatkowe zastrzeżenia.
Skutki roszczeń
Analizując skutki tragedii w WTC należy zauważyć, że bardzo istotny wpływ na kondycję rynku ubezpieczeniowego i reasekuracyjnego mogą mieć odszkodowania, wypłacane z ubezpieczenia Następstw Nieszczęśliwych Wypadków. Można przewidzieć, jakie globalne skutki będą miały roszczenia przeciw towarzystwom ubezpieczeniowym z tytułu tego właśnie ubezpieczenia.
Do tego dochodzą negocjacje z towarzystwami ubezpieczeniowymi i liniami lotniczymi o wysokość roszczeń z tytułu odpowiedzialności cywilnej przewoźnika lotniczego. Co prawda rządy państw już dają gwarancje ubezpieczeniowe liniom lotniczym na wypadek podobnego użycia samolotów pasażerskich, ale nie zamyka to sprawy roszczeń, jakie się niedługo pojawią.
Business Interuption to powszechnie oferowane dodatkowe ubezpieczenie do standardowych ubezpieczeń ogniowych, polegające, w dużym skrócie, na zwrocie kosztów poniesionych na odtworzenie możliwości produkcyjnych, operacyjnych przedsiębiorstwa, czasem występując w nieco węższym zakresie jako Loss of profit, czyli utrata zysków.
Można oczekiwać, że firmy, które miały swoje siedziby w WTC, miały takie pokrycie wykupione i było ono skutecznie reasekurowane. Oznacza to, że w niedalekiej przyszłości wykupienie takiego pokrycia będzie niezwykle kosztowne i bez znaczenia jest fakt, czy będzie ono dotyczyć międzynarodowego koncernu czy też drobnej wytwórni.
Wyższe stawki
To wszystko będzie wpływało na koszt ubezpieczeń w najbliższej przyszłości nie tylko w świecie, ale i w Polsce. Któż z ubezpieczycieli nie wykorzysta tego faktu lub też nie będzie skłoniony przez reasekuratorów do podniesienia stawek ubezpieczeniowych przy rosnących kosztach reasekuracji?
Niektórzy prominenci rynku ubezpieczeniowego w Polsce dowodzą, że nasz rynek nie będzie dotknięty skutkami zamachu na USA, argumentując zmniejszonym wolumenem składki reasekuracyjnej, jaka jest przekazywana przez polski rynek ubezpieczeniowy na rynek reasekuracyjny. Taką zmianę zawdzięczamy głównie temu, że nasz rynek jest zdominowany przez towarzystwa z obcym kapitałem, które nie muszą tak mocno się reasekurować.
Wynika to z ich potęgi finansowej, bardzo odbiegającej od standardów z poprzedniego dziesięciolecia.
Te polskie towarzystwa, które cieszą się teraz największym wsparciem wielkiego zagranicznego kapitału, mocniej niż ktokolwiek w Polsce zaangażowane są w szkody WTC. Teraz, gdy nasz rynek jest już dostatecznie spenetrowany i ciągle mający opinię rynku za mało wydającego na ubezpieczenia, możemy oczekiwać istotnego wzrostu stawek od wszystkich ryzyk.
Ci, którzy poniosą straty z wiązane z zamachem na USA, będą szukali możliwości ich wyrównania na naszym i nam podobnych rynkach.
Tomasz Przybylski "GAZETA UBEZPIECZENIOWA" grudzień 2001
|
|