komentarz Pawła Sikory - "Dziennik Ubezpieczeniowy" - 16.11.2010

Rząd czy samorząd

Czy można zastąpić państwo w nadzorowaniu pośrednictwa ubezpieczeń? Jestem zdania, że nie tylko można, ale nawet trzeba. - Paweł Sikora

Po co człowiekowi są zęby mądrości? Otóż po to, żeby się czasem ugryzł w głupi język! Właśnie tydzień temu pozbyłem się ostatniej pary i czuję, że konsekwencje ich braku wkrótce znowu mnie dopadną. Tym razem narażę się braci brokerskiej, która gremialnie krytykuje pomysł obowiązkowej przynależności do samorządu brokerskiego, forsowany ostatnio przez SPBUiR (patrz: Broker zaufany). Przypomnijmy, że na konferencję naukową "Broker, jako zawód zaufania publicznego" do SGH zaproszono 12 października br. największe autorytety ubezpieczeniowe tego kraju. Profesorowie i inne ważne osoby mieli skłonić brokerów do obowiązkowej przynależności w stowarzyszeniu. Ich argumenty nie bardzo były chyba przekonywujące skoro już w kuluarach część zaproszonych podobno wyrażała swój otwarty sprzeciw wobec planów narzucenia komukolwiek jakiegokolwiek obowiązku stowarzyszania się. Wiadomo, wolność to nasza polska obsesja.

Szanownym Profesorom się nie udało, więc może akurat mnie uda się przekonać Państwa brokerów przynajmniej do przemyślenia sprawy obowiązkowego samorządu. Nie jest ona bowiem tak prosta i oczywista jak wielu się wydaje.

Pomóż sobie sam

Rynki znają różne poziomy regulacji. Można je nawet posegregować od najbardziej uregulowanych, aż do zupełnie pozbawionych regulacji. System nadzoru nad pośrednictwem ubezpieczeniowym istniejący w naszym kraju plasuje się na samej górze powyższej drabiny. Czyli, jest w całości sterowany przez państwo, działające tu przez regulatora rynku finansowego. Zmiana czegokolwiek nie jest możliwa inaczej, jak tylko poprzez akt ustawodawcy. Podstawowa dla rynku europejskiego dyrektywa dotycząca pośrednictwa 2002/92/WE wcale nie preferuje takiego systemu, wręcz odwrotnie w wielu sytuacjach proponuje, aby pewne funkcje nadzorcze były wykonywane przez reprezentatywny samorząd (np. rejestr pośredników). Zwyczajnie na zachodzie Europy nikomu nawet do głowy by nie przyszło, że ktoś może nie mieć najmniejszej ochoty rządzić się sam. Brak reprezentatywnego samorządu podczas jej wdrażania w naszym kraju (w 2003 r.), a co gorsza również brak zgody pośredników na jego funkcjonowanie spowodował, że twórcy ustawy o pośrednictwie nawet nie rozważali wariantu polegającego na włączeniu go w nadzór. Co więcej, wtedy właśnie pojawiły się nagle konkurencyjne stowarzyszenia zrzeszające pośredników, co jeszcze bardziej osłabiło tych, którzy już ileś tam lat na rynku funkcjonowali.

Urzędnik wie lepiej

Przypomnijmy, jakie były efekty wprowadzenia arbitralnej decyzji państwa w postaci ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym (po za tym, że autor dostał etat felietonisty w Dzienniku). Bodajże najważniejszym (a na pewno i najkosztowniejszym) było wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia OC pośrednika przy sumie gwarancyjnej na poziomie 1,5 mln euro. Ubezpieczalnie (z zwłaszcza monopolista) zaczęły straszyć pośredników składką na jakimś dramatycznie wysokim poziomie. Wielu agentów i drobnych brokerów zrezygnowało wtedy z multiagencyjności lub z wykonywania zawodu. Czy nie było innego rozwiązania, dodajmy niesprzecznego z dyrektywą? Otóż było ich wiele: zamiast OC pośrednika można było wprowadzić inne gwarancje finansowe wypłacalności pośrednika, Niemcy dokonali regulacji swojego rynku pośrednictwa dopiero trzy lata później i to też tylko częściowo, wiele krajów Unii ciągle nie ma sum gwarancyjnych w wymaganych wysokościach. Tymczasem w naszym kraju pośrednicy od 6 lat płacą nikomu niepotrzebny haracz. Dlaczego? Bo tak chciał jakiś urzędnik, który w uzasadnieniu ustawy napisał, że "nie ma ona żadnego wpływu na rynek". A co może w przyszłości wpaść jeszcze do głowy szanownym posłom w celu przypodobania się wyborcom? Może pozbawienie pośrednika prowizji czy kurtażu?

Zarobiony jestem!

Czy można zastąpić państwo w nadzorowaniu pośrednictwa ubezpieczeń? Jestem zdania, że nie tylko można, ale nawet trzeba. Jedyną dopuszczalną prawem alternatywą dla absolutnej władzy urzędników tego państwa jest reprezentatywny samorząd. Gdyby to jemu powierzono takie sprawy jak rejestr pośredników, kontrola ich wypłacalności, sprawdzenie wymogów formalnych w uzyskaniu licencji, czy też kontrola poziomu wiedzy, moglibyśmy mieć realne możliwości zmiany czegoś, co nam się nie podoba, albo nie funkcjonuje właściwie. Samorząd poddaje się mechanizmom demokracji, co nie ma miejsca w przypadku administracji państwowej. Jak dyskutować z urzędnikiem, który tak właśnie ma napisane w ustawie i rozporządzeniu, a tak w ogóle... to mu się nic nie chce, bo mu za mało płacą? Takich sytuacji nie ma prawa być w samorządzie i dobrze o tym wiedzą ci, którzy obalali nieudolną władzę w różnych stowarzyszeniach i izbach.

Jak sobie pościelisz

Obowiązkowa przynależność do czegokolwiek podobno bardzo źle się kojarzy brokerom. Może, więc powinni się wypisać z państwa? Jakoś jednak nie słyszałem, aby ktoś protestował przeciwko obowiązkowej kontroli ze strony KNF-u. W sumie to bardzo wygodnie zwalić wszystko na głupi rząd, parlament i urzędników. Samemu zaś wziąć odpowiedzialność za siebie i środowisko to już problem. Czy lepiej jest być kopanym przez (za przeproszeniem) durnia urzędnika, który nie rozumie, o czym mówi, czy może wspólnie z innymi takimi jak my, stworzyć jakiś sensowny system i poddać mu się z całą świadomością miłych i niemiłych konsekwencji? Osobiście jestem zwolennikiem tego drugiego rozwiązania.

Można się oczywiście spierać, czy musi to być tylko jeden jedyny samorząd, czy powinna istnieć jakaś alternatywa. Wielość podmiotów samorządowych spowoduje ich osłabienie i problem braku reprezentatywności, lecz z drugiej strony oddali je od urzędniczych manier i sposobu myślenia, które tak nam się nie podobają. Stanowczo sprzeciwiam się zaś temu, żeby ktoś działał w zawodzie publicznego zaufania zupełnie poza jakąkolwiek kontrolą. Choćby z tego powodu, że klienci pośrednika są coraz bardziej wymagający i chcą wierzyć, że ten ich wymogom sprosta. Nie ma zaś chyba gorszej rzeczy jak konkurencja polegająca na rzucaniu obietnic znalezienia ubezpieczenia od wszystkiego, na dodatek za darmo. Problem partactwa zawsze będzie argumentem przeciwko nadmiernej swobodzie i próżno tu czekać na niewidzialną rękę rynku. Zła moneta, jak wiadomo... wypiera dobrą.

Innym argumentem przeciwko tworzeniu nowych obowiązkowych korporacji samorządowych jest sposób działania tych, które już w takiej czy w innej formie funkcjonują. Niejednokrotnie podnosi się, że przecież tak mało dla nas robią, że właściwie tylko zbierają składki (na marginesie - składka obowiązkowa jest już kosztem uzyskania przychodu), że w takim to a takim przypadku zupełnie zawiedli, bądź podjęli złą decyzję. To wszystko być może i prawda, jednak są to argumenty nie przeciwko temu, czy obowiązkowy samorząd powinien powstać, lecz jak powinien funkcjonować, a to już zupełnie inna historia, o której można by napisać nie jeden, a parę setek felietonów.


Paweł Sikora
Prawnik, ubezpieczeniowiec, doktorant na wydziale prawa UŚ, doradca zarządów firm grupy President Electronics Poland.

* * *