POMOCNA DŁOŃ GAZETY

(komentarz do listu) - "GAZETA UBEZPIECZENIOWA" - wrzesień 2001

    Szanowna Pani Redaktor!

Przeczytałam w nr.34 "Gazety Ubezpieczeniowej", której jestem stałą czytelniczką, list autorstwa Pana o pseudonimie Ber ("W tajemnicy (poliszynela) napisane"). Nie mogąc powstrzymać się od komentarza, pozwalam sobie na odpowiedź.

List ten przeczytałam dwukrotnie i nadziwić się nie mogę temu, co jest w nim napisane. Po prostu nie do wiary! Doprawdy nie wiem, skąd tak nieprzyjemne doświadczenia autora we współpracy z ubezpieczycielami, a w szczególności z Dyrektorami Zakładów Ubezpieczeń (ZU).

Jestem Dyrektorem Oddziału jednego z ZU majątkowych. Współpracuję na co dzień z Brokerami i chciałabym wyrazić swoją opinię z tej tzw. drugiej strony barykady.

Na rynku, na którym działam, brokerów jest dużo, niemniej jednak liderów jest, powiedzmy czterech i to oni ustalają reguły gry - chcąc z nimi współpracować musiałabym zgodzić się na ich propozycje, oczywiście nie do odrzucenia, kurtażu w wysokości 32% za ubezpieczenia grup 08 i 09! Zdarzają się też sytuacje, w których Broker informuje, że 32% prowizji będzie dla niego, a kolejne 15% dla "pani Zosi" - sprawa postawiona jasno i klarownie. Trudno, tracę składkę, ponieważ mam swoje zasady i w takie układy nie wchodzę.

Zdarzył mi się przypadek, kiedy dostaliśmy konkretne zapytanie od dużej firmy X o przedstawienie oferty na kompleksowe ubezpieczenie (majątkowe i finansowe). Ustaliliśmy szczegóły, pracowaliśmy nad dodatkowymi klauzulami. Pracownik z działu ubezpieczeń, który był odpowiedzialny za ofertę, na prośbę Klienta jeździł do niego kilkakrotnie i wymieniał potrzebne dokumenty - w końcu jesteśmy dla Klienta.

Wszystko - wydawałoby się - było dograne. Okazało się, że czekała nas nieprzyjemna niespodzianka. W czasie, kiedy pracownik drukował ostateczną wersję propozycji, na faks przyszło odręcznie ("na kolanie") napisane zapytanie ofertowe od Brokera, dotyczące wspomnianej firmy X (oczywiście bez żadnych szczegółowych danych i niezbędnych dokumentów, natomiast z wymienioną stawką kurtażu!). Ciekawa sprawa - kilka dni naszej wytężonej pracy, a w finałowym momencie pojawia się Broker, i to od razu po kurtaż.

W swojej pracy spotkałam się też z brokerami potrafiącymi przedstawić szczegółową listę "najpotrzebniejszych" rzeczy - np. magnetofon i to koniecznie z odtwarzaczem CD, czy skórzana torba Piqardo w konkretnym kolorze itp., które to "upominki" mogą pomóc w podjęciu decyzji o współpracy między nami, tj. ubezpieczycielami, nimi - Brokerami, a Klientami.

Najprzedziwniejsze historie mają też miejsce przy likwidacji szkód - do czasu, kiedy to my (a z reguły ten czas jest bardzo krótki) kontaktujemy się z klientem, wszystko jest w porządku. Gdy tylko "do pomocy" zabiera się Broker - już tracimy porozumienie z klientem. Nagle pojawiają się konflikty na wszystkich możliwych frontach. Jesteśmy pozbawiani kontaktu z klientem, bo "to przecież Broker obsługuje Klienta" itd.

Na szczególne zastanowienie zasługuje fakt rozsyłania zapytań ofertowych przez Brokerów do kilku ZU, a w końcowym efekcie lokowania ubezpieczeń zawsze w jednym i tym samym "zaprzyjaźnionym" ZU (chociaż niejednokrotnie stawki u konkurencji są o wiele niższe).

Niech mi Pan wierzy, Panie Ber, że podobnych przykładów mogłabym mnożyć. I jak do tego wszystkiego ma się etyka brokera ? Jak widać, żadna ze stron nie jest kryształowa. I tak, jak w piosence : "kto jest bez winy, niechaj pierwszy kamień rzuci..."

Osobiście mam czyste i sumienie i ręce. Nie korzystałam nigdy z pieniędzy "za doprowadzenie Klienta", nie zbieram żadnych innych finansowych gratyfikacji za wykonaną cudzą pracę, tj. Brokera. Mam swoje zasady : gram fair play i tego samego oczekuję od współpracujących ze mną osób.

Nie jest zatem regułą łamanie zasad czy brak dobrych obyczajów handlowych. Chodzi o samego człowieka. Tak naprawdę tylko od tego, jaką my mamy etykę i moralność, zależy współpraca między nami.

Tak czy owak, Pana list wzbudził we mnie dwojakiego rodzaju emocje. Z jednej strony byłam oburzona, że tak negatywnie wypowiedział się Pan na temat ubezpieczycieli, szufladkując nas wszystkich do jednej przegródki. Z drugiej jednak strony, natchnął mnie Pan optymizmem, że jednak wśród Brokerów są też i tacy jak Pan, których życzyłabym sobie spotykać na swojej drodze.

Tym samym zachęcam Pana do współpracy ze mną. Jestem przekonana, że w krótkim czasie odzyskałby Pan swoją wiarę w istnienie naprawdę normalnego świata biznesu!

  (nazwisko i adres do wiadomości redakcji i Pana Ber)