| |
Tomasz Brzeziński "PARKIET" czerwiec 2002
POLSCY BROKERZY IDĄ DO UNII
Czy autorzy projektu ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym byli zapatrzeni w przeszłość ?
Z Tomaszem Mintoft-Czyżem, prezesem Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych rozmawia Tomasz Brzeziński
Przewodnim hasłem ostatniego, V Kongresu Brokerów w Mikołajkach, było miejsce brokera w Unii Europejskiej. Jak polscy brokerzy prezentują się na tle swoich "starszych" kolegów, operujących na dojrzałych rynkach? Czy poziom świadczonych usług można uznać za europejski?
Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Podobnie jak nasze środowisko nie jest jednorodne. Są brokerzy, którzy świadczą usługi na bardzo dobrym poziomie, jak i ci, do których działalności można mieć zastrzeżenia. Zapewniam, że pierwsza grupa nie miałaby czego się wstydzić, gdyby przyszło im konkurować z brokerami, działającymi na rozwiniętych, europejskich rynkach.
No dobrze, a co z resztą? Statystyki pokazują, że mimo, iż co roku do zawodu próbuje przystąpić podobna liczba kandydatów, to systematycznie spada grono osób, uzyskujących brokerski certyfikat.
Rzeczywiście, taka sytuacja ma miejsce. Wiąże się to prawdopodobnie z tym, że kandydatami są osoby, które nie posiadają wystarczającego przygotowania zawodowego. Dlatego też opowiadamy się, jako stowarzyszenie, za wprowadzeniem ustawowych wymogów, dzięki którym uzyskamy gwarancje, że osoby przystępujące do wykonywania czynności brokera posiadają zarówno doświadczenie w dziedzinie ubezpieczeń, jak i stosowne kwalifikacje intelektualne. Według nas, kandydaci do zawodu brokera powinni legitymować się co najmniej trzyletnim doświadczeniem pracy w ubezpieczeniach, na merytorycznych stanowiskach. W odniesieniu do osób, nie posiadających wyższego wykształcenia, okres pracy w ubezpieczeniach nie powinien być krótszy, niż 5 lat. Dodatkowym postulatem w zakresie kwalifikacji zawodowych jest poddanie osób, wykonujących czynności brokera, obowiązkowi "ciągłej edukacji".
Oczywiście, ustawiczna edukacja poprawi status społeczny brokerów, zwiększając zaufanie klientów. Ale jak sprawdzić, czy brokerzy rzeczywiście stosują się do tego zapisu?
Takie wymogi mają zastosowanie w krajowych regulacjach państw członkowskich Unii Europejskiej (np. Holandii) i znakomicie sprawdzają się w praktyce. Spytam przewrotnie:
a czy lepiej byłoby, gdyby takiego wymogu nie stosować wobec polskich brokerów? Chcę podkreślić, że nasz postulat nie ma na celu sztucznego podniesienia rangi zawodu brokerskiego. Takie rozwiązanie naprawdę poprawi jakość i konkurencyjność (w odniesieniu do oferty zagranicznych firm) usług, świadczonych przez krajowych brokerów, przez co lepiej będzie służyć interesom polskich konsumentów.
Pozycji konkurencyjnej, w przyszłej rywalizacji z brokerami z Unii, nie ułatwi, zdaje się, nowa ustawa o pośrednictwie ubezpieczeniowym. Stowarzyszenie zgłosiło już szereg zastrzeżeń do projektu, który w niedługim czasie trafi pod obrady Sejmu.
Przygotowany przez ministerstwo finansów projekt ustawy obarczony jest, moim zdaniem, grzechem pierworodnym, polegającym na błędnym, bo podmiotowym, a nie przedmiotowym podejściu do zagadnień pośrednictwa. Już pięć lat temu na I Kongresie Brokerów, zaproszony przez nas unijny ekspert - dr Hans Scheffer - przedstawił koncepcję zrywającą z podmiotowym podejściem do definicji pośrednictwa.
Nowość tego konceptu wynika z kategoryzacji czynności pośredników, przy całkowitym zerwaniu z próbą określenia, kim oni są: brokerem, agentem zależnym czy niezależnym, konsultantem, urzędnikiem poczty czy banku, etc. Koncepcja zależności i niezależności, sformułowana w Rekomendacji Unii Europejskiej w 1991 r., przysporzyła wprawdzie szereg problemów i w efekcie ją zarzucono, ale tylko pozornie, bowiem czynnościowa definicja pośrednictwa pozostała.
Dyrektywa IV generacji mówi już wyłącznie o czynnościach pośrednictwa i nie rozgranicza w ogóle pomiędzy działalnością brokera, agenta, czy multiagenta. W świetle nowych przepisów taki podział nie ma żadnego znaczenia. Nowe prawo unijne mówi: "jeśli wykonujesz określone czynności, to jesteś pośrednikiem ubezpieczeniowym i w związku z tym podlegasz konkretnemu reżimowi prawnemu. Musisz posiadać odpowiednie kwalifikacje, wykupić polisę odpowiedzialności cywilnej zawodowej, o wysokiej sumie gwarancyjnej (1 mln euro - przyp. redakcji), posiadać, niezależnie od polisy OC, gwarancje finansowe (jest to osobna kategoria zabezpieczeń interesów konsumenckich, pominięta notabene w rządowym projekcie ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym), czy wreszcie dostarczyć klientowi określony zasób informacji na temat produktu, w którego sprzedaży pośredniczysz" (o czym mówi się w naszym projekcie bardzo skromnie). Wygląda na to, że autorzy projektu zapatrzyli się w rozwiązania, zapisane w Dyrektywie z 1976 r., które zupełnie nie przystają do dzisiejszych warunków rynkowych.
Jednym słowem oznacza to, że jeśli projekt ustawy przejdzie w proponowanej przez rząd formie, to zarejestrowani w Polsce brokerzy będą poddani większym ograniczeniom, niż ich koledzy z Unii Europejskiej?
Tak. Przyjęcie proponowanych przez rząd rozwiązań może mieć negatywne dla polskich pośredników, praktyczne konsekwencje, w momencie otwarcia naszego rynku finansowego na konkurencję ze strony podmiotów, zarejestrowanych w Unii Europejskiej. Niestety, ma pan rację, polscy brokerzy będą podlegali dalej idącym ograniczeniom, niż pośrednicy, zarejestrowani w krajach UE, co na pewno nie ułatwi nam życia. Proszę pamiętać, że po przystąpieniu Polski do Unii, będzie obowiązywać zasada jednej licencji. Zagraniczni pośrednicy nie będą musieli rozgraniczać, czy prowadzą usługi o charakterze brokerskim, czy agencyjnym, nie będą mieli problemów z tym, że są we władzach takiej, czy innej spółki, czy też, że będąc agentem, posiadają akcje firmy brokerskiej. Ten problem nie będzie ich w ogóle dotyczył.
Zastanawiam się, czym kierowało się ministerstwo finansów, przygotowujące taki projekt ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym?
Naprawdę nie wiem, dlaczego przygotowując nowy projekt, zdecydowano się zrobić krok wstecz i przyjąć rozwiązania z końca lat 70-tych. Projekt ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym został zatwierdzony przez Urząd Komisji Integracji Europejskiej, badający zgodność naszego prawa z obowiązującym w UE. Oczywiście, można uznać, że obecnie ciągle obowiązuje dyrektywa z 1976 r., a więc pod względem formalnym wszystko jest w porządku. Ale to nie jest szczęśliwe rozwiązanie, bo za kilka lat, po naszym wejściu do Unii, będziemy po raz kolejny musieli nowelizować prawo ubezpieczeniowe.
A jakie szczegółowe zarzuty ma Pan wobec projektu ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym?
Wydaje się, że grzech pierworodny musimy sobie darować, bo widać, że zostanie popełniony. Jednak błędne założenia implikują konkretne efekty w postaci zapisów ustawowych. Jedną z takich raf nie do przebycia są tzw. "multiagenci" (agenci pracujący na rzecz kilku zakładów ubezpieczeń - przyp. red). W proponowanym projekcie, de facto, nie mają oni racji bytu, bo muszą wybrać: albo reprezentują zakład ubezpieczeń, albo służą klientowi. Oczywiście,
z teoretycznego punktu widzenia jest to konstrukcja poprawna, spójna z przyjętą w projekcie ustawy podmiotową koncepcją pośrednictwa. Jednak w praktyce jest ona trudna do przeprowadzenia.
Tu, być może, narażę się swoim kolegom, ale uważam, że nasz młody rynek ciągle potrzebuje multiagentów. Przecież ciągle istnieją zakłady ubezpieczeń, które nie mogą przeznaczyć wystarczających środków na budowę własnych sieci agentów zależnych. I trudno wyobrazić sobie sytuację, że zmienią one swój sposób funkcjonowania z dnia na dzień - co w tym przypadku należy rozumieć: w pierwszych latach swojej działalności. Jednak w przypadku ustawowego usankcjonowania działalności multiagentów, ustawodawca nie jest uwolniony od obowiązku zapewnienia równej płaszczyzny, dla działań konkurencyjnych, wszystkim podmiotom, zajmującym się pośrednictwem ubezpieczeniowym.
Brokerzy zostali, i słusznie, obłożeni szeregiem wymagań kwalifikacyjnych i finansowych, jednak takich wymagań nie stosuje się wobec multiagentów. Moim zdaniem, kompromisowym rozwiązaniem byłoby zrównanie obowiązków brokerów i multiagentów, przynamniej w obszarze regulacji odpowiedzialności cywilnej tych grup pośredników. Ten temat może najbardziej dobitnie wskazuje na negatywne konsekwencje przyjęcia podmiotowej koncepcji pośrednictwa!
Na rynku słychać jednak głosy, że brokerzy, postulując podwyższenie wymagań wobec multiagentów, chcą ich wyeliminować z rynku. Wszak zdarza się, że broker obok usług doradczych, prowadzi również działalność agencyjną, związaną z obsługą programów ubezpieczeniowych. Rządowy projekt kładzie kres takim praktykom, czy słusznie?
Ten zarzut jest bezpodstawny. Przedstawione w projekcie ustawy ograniczenia, dotyczące powiązań personalnych w zarządach spółek brokerskich i agencyjnych, oraz powiązań kapitałowych między takimi spółkami, są nietrafne zarówno z punktu widzenia praktyki rynku, jak i z punktu widzenia możliwości ich wprowadzenia w życie.
Zakaz łączenia czynności brokerskich z agencyjnymi, w ręku tej samej osoby fizycznej, można uznać za uzasadniony w sytuacji, gdy składa ona, bądź przyjmuje, oświadczenia woli (uniknięcie konfliktu interesów). Jednak w odniesieniu do spółek prawa cywilnego - a takimi są firmy brokerskie - sprawa ma się odmiennie. Broker najpierw projektuje i negocjuje kontrakt ubezpieczenia, który następnie wchodzi w fazę wykonawczą, wymagającą wielu czynności faktycznych w zakresie administracji, kontroli czy likwidacji szkód.
To prawda, że zajmują się tym na ogół firmy powiązane, zarówno personalnie jak i kapitałowo, ale dzięki takiemu rozwiązaniu pośrednik jest w stanie zapewnić jednolitość programu i dostarczyć klientowi spójną w treści i wysoką jakościowo usługę. A to przecież jest, czy też powinno być, istotą funkcjonowania rynku pośrednictwa ubezpieczeniowego.
Dziękuję za rozmowę.
Tomasz Brzeziński "PARKIET" czerwiec 2002

|
|