Paweł Sukiennik
"Dziennik Ubezpieczeniowy"
listopad - grudzień 2003


ODPOWIEDZIALNOŚĆ ODSZKODOWAWCZA BROKERA UBEZPIECZENIOWEGO (1- 5)


Omawianie zagadnienia odpowiedzialności odszkodowawczej brokera ubezpieczeniowego rozpocznę od wyznaczenia zasięgu podmiotowego tej odpowiedzialności i wskazania podstaw prawnych ewentualnych roszczeń.
Otóż broker, jako osoba stojąca pomiędzy zakładem ubezpieczeń a klientem tego zakładu, narażony jest na zarzuty, pretensje i roszczenia obu tych podmiotów, przy czym zdecydowanie na pierwszy plan wysuwa się przy tym jego odpowiedzialność wobec klienta (zleceniodawcy). Nie można także zapominać o odpowiedzialności brokera (a zwłaszcza firmy brokerskiej) wobec osób trzecich, nie stanowiących jego kontrahentów - wobec nich odpowiada on jednak jako przedsiębiorca, a nie broker.

Interesująco przedstawia się kwestia regulacji prawnej i - co za tym idzie - podstaw prawnych ewentualnych roszczeń wobec brokera, składanych przez każdy z wymienionych podmiotów.
Nie ulega wątpliwości, że podstawowym źródłem odpowiedzialności wobec zleceniodawcy będzie umowa brokerska, pomimo że często nie jest zawierana na piśmie. Osadzona jest ona w ramach prawnych, stworzonych dla umów podobnych do zlecenia (art. 750 k.c.), z mniejszą lub większą liczbą elementów zobowiązania rezultatu, oraz odpowiedzialności za skutki niewykonania zobowiązań (art. 471 i nast. k.c.). Niewątpliwie duże znaczenie posiada także zaostrzenie standardu staranności, jakiej musi dokładać broker, wykonując swe czynności, wykonuje on je bowiem zawodowo (art. 355.1. k.c.).

Nieco więcej trudności stwarza wskazanie podstawowego, "pierwszoplanowego" reżimu prawnego odpowiedzialności brokera wobec zakładu ubezpieczeń. Pomimo restrykcji prawnych (istniejących już pod rządem obecnej, a zaostrzonych przez nową ustawę) co do rodzaju i zakresu umów, które mogą łączyć brokera z zakładem ubezpieczeń, należy istnienie takiego zobowiązania odnotować i uznać za występującą niemal w każdej sytuacji podstawę prawną ewentualnego roszczenia zakładu ubezpieczeń wobec brokera.

W świetle obowiązującej u nas regulacji prawnej i praktyki ubezpieczeniowej ograniczającej do minimum zakres możliwych zobowiązań brokera wobec zakładu ubezpieczeń należy jednak stwierdzić, że z formalnego punktu widzenia, odpowiedzialność brokera wobec tego podmiotu będzie z reguły odpowiedzialnością deliktową, pozostającą w zbiegu z kontraktową, a ta ostatnia w zasadzie nigdy nie będzie samoistna. Największe więc znaczenie dla oceny zasadności roszczenia, wskazania zasady odpowiedzialności i rozkładu ciężaru dowodu będą miały przepisy o czynach niedozwolonych (art. 415 i nast. k.c.), w szczególności definiujący sytuację zbiegu roszczeń art. 443 k.c. Należy także z całą mocą stwierdzić, że w relacji roszczeniowej zakładu ubezpieczeń do brokera będzie miał także zastosowanie podwyższony standard wymaganej od brokera staranności zawodowej (art. 355.1. k.c.). Odpowiedzialność brokera, jako przedsiębiorcy, z punktu widzenia podstaw prawnych roszczeń osób nie związanych z nim kontraktem "typu brokerskiego", albo żadną umową, nie różni się od odpowiedzialności innych przedsiębiorców. W zależności od okoliczności zdarzenia zastosowanie będzie miała więc albo odpowiedzialność na tzw. "zasadach ogólnych" (art. 415 k.c.), albo szczególny przepis o czynach niedozwolonych, a w przypadku zbiegu odpowiedzialności deliktowej z kontraktową - także art. 443 k.c. Należy przy tym podkreślić, ze w relacji do "klasycznych" osób trzecich (tzw. osób postronnych) zazwyczaj nie będzie miał zastosowania podwyższony standard staranności zawodowej (art. 355.1. k.c.), ten bowiem należy stosować do dwóch pierwszych - zdefiniowanych podmiotowo - rodzajów odpowiedzialności brokera.

Głównym jednak obszarem, w którym ze statystycznego punktu widzenia realizują się roszczenia wobec brokera, jest odpowiedzialność brokera wobec klienta, wynikająca z umowy brokerskiej. Kształt prawny tej umowy nie da się w całości zmieścić w ramach tzw. umów na warunkach zlecenia (art. 750 k.c.). Trafnie ujął to Marcin Z. Broda, stwierdzając, że "broker musi w swoich czynnościach dokładać należytej staranności, aby osiągnąć ten rezultat" ("Standardy praktyki brokerskiej", s. 71). Autor uznaje przy tym za podstawowy rezultat, do którego broker zobowiązany jest dążyć, uzyskanie przez klienta odszkodowania z umowy ubezpieczenia.

Moim zdaniem można pójść dalej tym tropem, wskazując na inne elementy zobowiązania rezultatu w umowie brokerskiej, niektóre leżące blisko, lub nawet w obrębie tzw. essentialia negotii tej umowy. Uważam, że zwłaszcza umowa z tzw. "prawem podpisu" rodzi zrozumiałe oczekiwania klienta co do osiągnięcia przez brokera określonych skutków jego pracy. Cytowany Autor trafnie uznaje np. za słuszne ("Standardy...", s. 75) oczekiwanie klienta, by broker odpowiadał za wybór niezbędnego w jego przypadku zakresu ubezpieczenia. W umowie z tzw. "prawem podpisu" oznacza to więc prawie pełną (bez płatności składki) odpowiedzialność brokera za następujące "rezultaty": zawarcie, zmiany i odnawianie umów ubezpieczenia, które składają się na ten zakres. Właśnie wyznaczenie tego zakresu, a więc innymi słowy sprecyzowanie obowiązków brokera, jest podstawowym celem umowy brokerskiej, która, przypomnijmy, stanowi podstawowe źródło odpowiedzialności brokera.

Odpowiedzialność odszkodowawcza brokera ubezpieczeniowego (2)

Szacowny obywatel Zjednoczonego Królestwa, p. Warren, planował spędzenie wakacji we Francji, podróżując swoim sportowym "Triumfem", ubezpieczonym przez Legal & General na bazie "wyłącznie w dyspozycji posiadacza". W związku z taką, a nie inną konstrukcją polisy chciał dołączyć do niej p. Wrighta, jako drugiego ubezpieczonego kierowcę na czas letniej podróży. Otrzymał stosowne rozszerzenie ochrony, gdyż jego ubezpieczyciel przyjął, że p. Wright dotychczas nie był szkodowym klientem.

Nieopodal Nicei p. Wright dał się jednak ponieść mechanicznym rumakom i spowodował poważny wypadek z ofiarami w ludziach, doszczętnie rozbijając przy tym auto przyjaciela. Jako że Legal & General wystawił wcześniej Zieloną Kartę, musiał pokryć udowodnione roszczenia poszkodowanych, zachowując jednak prawo regresu w stosunku do p. Warrena - było bowiem oczywiste, że po jego stronie nastąpiło ewidentne złamanie zasady najwyższego zaufania, gdyż ubezpieczycielowi nie podano przy zawieraniu umowy informacji o wcześniejszych licznych kolizjach drogowych, spowodowanych przez p. Wrighta, w tym jednym poważnym wypadku zakończonym czasowym odebraniem mu prawa jazdy.

Pan Warren jednak okazał się niełatwym adresatem roszczenia regresowego. Wniósł on równocześnie pozew przeciwko swojemu brokerowi, niejakiemu p. Suttonowi, udowadniając, że to on odpowiada za przekazanie ubezpieczycielowi nieprawdziwych informacji o ryzyku i powinien ponieść wszelkie roszczenia, wynikające z wypadku spowodowanego przez p. Wrighta. W trakcie postępowania wyjaśniającego okazało się bowiem, że broker przy zawieraniu umowy przekazał ubezpieczycielowi informację, iż p. Wright dotychczas nie spowodował żadnego wypadku drogowego, co stało się podstawą akceptacji ryzyka i udzielenia mu ochrony w polisie p. Warrena. Sędzia podzielił argumentację p. Warrena i uznał odpowiedzialność brokera.

Sprawa jednak się na tym nie zakończyła.
Profesjonalny - bądź co bądź - broker wniósł apelację. Skład sędziowski większością głosów odmówił zmiany orzeczenia sądu pierwszej instancji, chociaż jeden z sędziów zgłosił votum separatum, podzielając argumentację brokera. Sędzia ten stwierdzi, że p. Warren nie może uchylić się od odpowiedzialności, przerzucając winę na brokera, świadomie zachowując wcześniej dla siebie tak istotne informacje na temat ubezpieczanego ryzyka. W ocenie tego sędziego zarówno ubezpieczający, jak i jego broker, mają bowiem pełny i nie ograniczony faktem działania przez pełnomocnika obowiązek przekazania ubezpieczycielowi informacji istotnych dla oceny ryzyka, a ubezpieczający powinien nawet rozliczać brokera z wykonywania tego obowiązku. Aby ograniczyć swój obowiązek w tym względzie, p. Warren powinien był przekazać zatem stosowne dane brokerowi przed zawarciem umowy ubezpieczenia.

Jednak pogląd większościowy, wyrażony przez sąd apelacyjny głosił, że chociaż p. Warren rzeczywiście związany był wzajemną zasadą najwyższego zaufania względem ubezpieczyciela i był w obowiązku przekazania mu informacji o ryzyku, mógł również wykonać ten obowiązek poprzez przekazanie ich swojemu brokerowi. Obowiązkiem tego ostatniego zaś było uzyskanie najlepszej możliwej ochrony ubezpieczeniowej dla p. Wrighta, w tym celu składając niezbędne zapytania i wnioski, wymagane przez ubezpieczyciela. Sąd uznał za dowiedzione, że to wyłącznie broker dokonał zniekształcenia danych przekazanych ubezpieczycielowi, a ubezpieczyciel wystawił polisę bazując wyłącznie na tych nieprawdziwych informacjach. Dodatkowo uznano, że przekazanie fałszywych danych nastąpiło wskutek zaniechania brokera przy przekazywaniu informacji ubezpieczycielowi, a nie wskutek zaniechania p. Warrena przekazania brokerowi tego, co wiedział o kwalifikacjach swojego przyjaciela, jako kierowcy. W rezultacie ubezpieczyciel OC brokera musiał pokryć wszystkie roszczenia wynikające z wypadku.

Powyższa sprawa, rozstrzygnięta w roku 1976, obrazuje nam, jaka jest skala ryzyka wykonywania zawodu brokera. Chociaż nie da się wynikających z niej wniosków przenieść wprost na nasz, tak dalece jednak różny od brytyjskiego porządek prawny, ogólna zasada i zakres odpowiedzialności brokera nie różnią się specjalnie. O ile bowiem ubezpieczający swój samochód klient brokera nie musi przewidywać zawartości wniosku ubezpieczeniowego i myśleć za brokera o wszystkich znanych mu okolicznościach, które być może "przydadzą się" ubezpieczycielowi, broker nie może przechodzić do porządku dziennego nad informacjami niezbędnymi ubezpieczycielowi, a taka jest informacja o szkodowości klienta.

Błąd profesjonalisty - zaniechanie uzyskania tej informacji od klienta i przyjęcie założenia o braku szkód, zostanie zawsze uznany za istotniejszy od błędu klienta - nieprofesjonalisty, który po prostu odpowiada na pytania, zadane mu przez brokera. Umiejętność uchwycenia tych kluczowych momentów, przesądzających o późniejszej odpowiedzialności względem klienta lub ubezpieczyciela, zwłaszcza w stresie walki z czasem, połączonym z wkradającą się w pracę rutyną, może przesądzić o bezpieczeństwie finansowym brokera oraz jego rynkowej pozycji.

Odpowiedzialność odszkodowawcza brokera ubezpieczeniowego (3)

Pan McNealy, klient brokera West Lancashire, prowadził warsztat naprawczy sprzętu AGD, ale wykonywał też po godzinach zawód muzyka. Po zakupie samochodu udał się do brokera, aby ubezpieczyć swój nabytek. Broker zarekomendował mu ubezpieczyciela, który wówczas oferował bardzo korzystne stawki, ale nie przyjmował do ubezpieczenia pewnych ryzyk, których wykaz posiadał broker. Na liście nieubezpieczalnych ryzyk figurowały także pewne grupy zawodowe, w tym muzycy, nawet wykonujący zawód po godzinach.

Pan McNealy powiadomił brokera, że prowadzi warsztat naprawczy i umowa ubezpieczenia została zawarta. W dokumentach nie było śladu informacji, że ubezpieczający wykonuje inny zawód. Wkrótce potem wyjechał on w trasę koncertową i spowodował wypadek, w którym ucierpiała wokalistka zespołu - pasażerka samochodu prowadzonego przez p. McNealy.

Ubezpieczający początkowo skierował zawiadomienie o szkodzie do swojego ubezpieczyciela OC, ale gdy okazało się, że nie ponosi on odpowiedzialności ze względu na fakt niepodania do jego wiadomości drugiego, wykonywanego przez ubezpieczającego zawodu, dodatkowo zwrócił się on o pokrycie roszczeń, wynikających z wypadku, do swojego brokera. W całej sprawie oczywisty był od początku brak odpowiedzialności ubezpieczyciela. Sąd apelacyjny uznał, że skoro broker doskonale wiedział o istnieniu wykazu ryzyk nieubezpieczalnych i był w posiadaniu takiej listy, oraz że znajdowali się na niej muzycy, fakt, że dotyczyło to właśnie p. McNealy'ego powinien był zostać podany do wiadomości ubezpieczyciela.

Sąd uznał, że broker nie wykazał należytej staranności (duty of care) profesjonalisty - w tej sytuacji powinien był nie tylko po prostu zapytać klienta o wykonywany zawód, ale także odczytać przy nim całą listę wyłączonych z ochrony ryzyk, sprawdzając, czy któraś z pozycji nie dotyczy ubezpieczającego. Na tych podstawach sąd uznał, że broker nie uczynił wszystkiego, co było niezbędne w celu stwierdzenia, czy jego klient będzie należycie ubezpieczony i dlatego powinien ponieść pełną odpowiedzialność z tytułu naruszenia zasad wymaganej od niego staranności zawodowej.

Komentarze angielskie do tej sprawy nie były jednoznaczne. Podnoszono, że jeżeli broker wiedział, albo miał podstawy sądzić, że p. McNealy wykonywał dodatkowo zawód muzyka, decyzja sądu nie jest zaskakująca. Jeżeli jednak nie miał żadnej rozsądnej podstawy podejrzewać swojego klienta o wykonywanie tej drugiej działalności, orzeczenie sądu wydawało się fachowcom podobnie bezwzględne, jak w poprzednio omawianej sprawie p. Warrena.

Omówiony wyżej autentyczny przypadek, jeden z tysięcy zanotowanych na rynku brytyjskim, tak jak poprzednio skomentowany kazus p. Warrena, wypełnia treścią pojęcie "staranności zawodowej" brokera ubezpieczeniowego. Nieprzypadkowo umieściłem w Meandrach te opisy - aby uchwycić choćby ramy tego kluczowego dla omawianego zagadnienia pojęcia, nie ma innej drogi niż studiowanie kazusów. Z tego właśnie powodu największą wiedzę na temat odpowiedzialności brokera posiadają brytyjscy oraz amerykańscy sędziowie i adwokaci - liczba tam zanotowanych kazusów jest nieporównywalna do innych państwa świata. Czy możemy tamtejsze rozstrzygnięcia przenosić na naszą rzeczywistość prawną i rynkową?

Bardzo trudno o jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, o ile na przykład dwa omówione już przypadki można wprost odnieść do naszego porządku prawnego, o tyle inne kazusy, myślę, że co najmniej 30% wszystkich odnotowanych, są z pewnością specyficzne dla common law. U nas liczba ujawnionych przypadków odpowiedzialności cywilnej brokerów jest wciąż bardzo niska. Kilka spraw, nie opisanych zresztą w dostępnych mi publikatorach orzecznictwa sądowego, to zbyt mało, aby właściwie wyznaczyć granice tej odpowiedzialności.

Pewne prawdy pozostają jednak uniwersalne w skali całego świata - naczelną z nich jest stałe dążenie do podwyższania swojego profesjonalizmu, w każdy z możliwych sposobów, przede wszystkim poprzez naśladowanie najlepszych w branży wzorców. Tak właśnie wytworzyć się musi z czasem standard staranności zawodowej brokerów, wypełniając treścią także pojęcie jej naruszenia. Do tego czasu pozostaje brokerom doskonalić się i pozostawać w ciągłym kontakcie z rynkami wysoko rozwiniętymi pod względem standardów brokerskich, zwłaszcza brytyjskim i amerykańskim, pamiętając, że na co dzień najczęściej o ponoszeniu przez nich odpowiedzialności i jej granicach będzie przesądzać treść umowy brokerskiej, która jest bezwzględnie najważniejszym dokumentem w brokerskiej praktyce.

Odpowiedzialność odszkodowawcza brokera ubezpieczeniowego (4)

W praktyce naszego rynku broker zawsze działa w oparciu o pisemne pełnomocnictwo udzielone mu przez mocodawcę - tzw. "podmiot szukający ochrony ubezpieczeniowej" (zachęcam do lektury przepisów nowej ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym). Jednak obok jednostronnego oświadczenia woli, jakim jest pełnomocnictwo, istnieje łącząca brokera z klientem tzw. "umowa brokerska", zwana też "umową o świadczenie usług brokerskich".

Pomimo że w praktyce znacząca część wykonywanych przez brokera czynności nie ma oparcia w zawartej na piśmie umowie, fakt jej występowania, w każdym przypadku, nie budzi wątpliwości. Udzielenie pełnomocnictwa zobowiązuje - także w sensie prawnym...

W tym miejscu warto więc postawić pierwsze, zasadnicze pytanie - czy umowa brokerska powinna być zawarta na piśmie, skoro nie wymaga tego żaden przepis? Jak pisałem już wcześniej i co jest oczywiste dla każdego brokera, umowa ta stanowi podstawowe źródło jego odpowiedzialności. Gdyby jednak na tym poprzestać, można by spotykany często fakt nie spisywania umowy z klientem wytłumaczyć w prosty sposób - skoro nie ma umowy, może nie ma też odpowiedzialności? O tym, że tak jednak nie jest, wie również każdy broker, a zainteresowanych odsyłam do lektury przepisów kodeksu cywilnego o zobowiązaniach, a zwłaszcza art. 471 i nast. oraz przepisów o umowie zlecenia (art. 734-751 k.c.). Chociaż, gdyby pomimo posiadania pełnomocnictwa udało się brokerowi udowodnić fakt nieistnienia zobowiązania...

Może jednak nie idźmy dalej tym tropem - prowadzi on na akademickie manowce. Rozwińmy raczej myśl dotyczącą sensu zawierania i istoty umowy brokerskiej. Jest ona nie tylko źródłem odpowiedzialności brokera, ale, a może przede wszystkim, wyznacza tej odpowiedzialności granice.

Umowa ta jest umową nienazwaną. Oznacza to, że w zasadniczej części jej treść określają strony umowy, posiadające daleko idącą swobodę kontraktową, a nie przepisy kodeksu cywilnego, dotyczące konkretnej umowy. To jest poważny argument przemawiający za jej zawieraniem - na naszym nierozwiniętym jeszcze rynku usług brokerskich trudno mówić o wstępujących, w miejsce niezawartej umowy, tzw. utrwalonych zwyczajach...

W tym miejscu przestrzegam również przed przypisywaniem w praktyce brokerskiej zbyt dużej roli przepisom kodeksu cywilnego o umowie zlecenia. Nawet ich pobieżna lektura ujawnia bowiem, że nie są to przepisy uwzględniające w jakikolwiek sposób specyfikę czynności brokerskich (spójrzmy chociażby na art. 734 par. 1 k.c. (pojęcie zlecenia) - nie znajdziemy tu czynności faktycznych, stanowiących przecież istotę pośrednictwa!). O wiele bardziej odpowiada im, co do "filozofii", regulacja umowy agencyjnej (art. 758.1. - 764.9 k.c.), oczywiście z wyjątkiem niektórych przepisów, przede wszystkim dotyczących wynagrodzenia (prowizji) i świadczenia wyrównawczego.

Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że umowa brokerska jest umową nie na warunkach zlecenia, ale na warunkach umowy agencyjnej. Oczywiście dającym zlecenie jest w tym przypadku wspomniany już "podmiot szukający ochrony ubezpieczeniowej", a nie, jak w przypadku agentów ubezpieczeniowych, ubezpieczyciel. Głębszą analizę umowy brokerskiej, na tle przepisów o umowie agencyjnej i równie ważnych dla niej przepisów nowej ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym przeprowadzę być może innym razem, teraz spróbujmy rozstrzygnąć podstawowy dylemat - czy należy taką umowę w ogóle podpisywać.

W tym celu podzielmy zasadnicze elementy umowy brokerskiej na elementy wyznaczające obowiązki stron i elementy wyznaczające ich prawa. Otóż w znanych mi umowach elementy te występują z różnym nasileniem, tworząc niejako dwa różne standardy:

1) umowy z akcentem na obowiązki brokera i prawa klienta,
2) umowy z akcentem na prawa brokera i obowiązki klienta.

Najkrótsza odpowiedź na dylemat brokera jest więc następująca - o ile umowa brokerska ma być umową drugiego typu - należy dążyć do jej podpisania, o ile pierwszego - może lepiej jej nie zawierać...

Celowo przejaskrawiam i upraszczam to zagadnienie, zdając sobie sprawę, że treść zawieranych umów brokerskich jest bardzo zróżnicowana. Jednak faktem jest także to, że renomowane firmy brokerskie, dbające o swój wizerunek, nieprzypadkowo proponują klientom zawarcie umów już z zasady "wyważonych", akcentując swoje obowiązki i, nie zapominając o podstawowych obowiązkach klienta (por. art. 760.2. k.c.), pozostawiają jednak akcent na swoim, a nie klienta, zobowiązaniu. Należy w tym miejscu odnotować fakt, że klienci, korzystający z usług brokerskich często (na szczęście coraz rzadziej) nie zwracają uwagi na szczegółowe zapisy w podpisywanych przez siebie umowach brokerskich, a spora część brokerów, doskonale zdając sobie z tego sprawę, stosuje wzory umów nie spełniające powyższego postulatu "zrównoważenia interesów". Jako przykład można podać, spotykane na rynku, umowy brokerskie na wyłączność, z bardzo długim, nawet 12-miesięcznym, okresem wypowiedzenia.

Praktyka ta dobitnie unaocznia nam, jak z formalnego punktu widzenia umowa ta różni się od umowy zlecenia, ewidentnie zmierzając w kierunku umowy agencyjnej - wystarczy porównać zasadę wynikającą z art. 746 k.c. (wypowiedzenie umowy zlecenia) z zasadą wyrażoną w art. 764.1. k.c. (wypowiedzenie umowy agencyjnej).

Drugi, płynący z tej praktyki wniosek, jest dość smutny - niektóre spotykane na rynku umowy brokerskie, mające być przecież z zasady umowami najwyższego zaufania, zawierane są z jego ewidentnym nadużyciem i to nie przez klientów...

Kończąc te luźne dywagacje na temat zasadności zawierania umów brokerskich, pragnę wyrazić swój osobisty pogląd, że z formalnego punktu widzenia sens umowy brokerskiej jest tym większy, im jest ona bardziej precyzyjna i szczegółowa, oraz uzupełniona o niezbędne procedury - w szczególności dotyczy to umów zawieranych z klientem, który korzysta także z usług innego brokera, albo powierza brokerowi tylko określone czynności, a nie stałe pośrednictwo.

W tych przypadkach ryzyko powstania sporów kompetencyjnych i pokusa przerzucenia na drugi podmiot obowiązków (i kosztów) są nieporównywalnie wyższe, niż w przypadku umów na wyłączność, opartych wprost o zasadę najwyższej dobrej wiary, najwyższego zaufania i lojalności (por. art. 760 k.c.), których przecież nie da się wyrazić w paragrafach i punktach...

Odpowiedzialność odszkodowawcza brokera ubezpieczeniowego (5)

Kończę dzisiaj króciutką serię szkiców, dotyczących odpowiedzialności odszkodowawczej brokera ubezpieczeniowego. Niejako zamiast podsumowania chcę podzielić się z Czytelnikami Dziennika refleksjami, jakie przyszły mi do głowy w czasie, gdy analizowałem umowy brokerskie, organizację firm brokerskich, przepisy dotyczące brokerów i wreszcie - ich zachowania rynkowe.

W potocznym mniemaniu naszych rodaków typowy pośrednik, nie odpowiadając za nic, bardzo dobrze sobie żyje, stanowiąc synonim pewnego rodzaju "pasożyta", którego koszty i zysk pokrywa końcowy nabywca produktu. Jestem pewien, że zdecydowana większość Polaków tak samo postrzega pośredników ubezpieczeniowych. Jak bardzo rzeczywistość działalności brokerskiej odbiega od obrazu takiego "typowego" pośrednika, wiedzą najlepiej sami brokerzy. Pomijając wątek poziomu życia, podkreślam przede wszystkim skalę odpowiedzialności brokera.

Miejsce, w którym działa broker, siłą rzeczy znajduje się pomiędzy "dostawcą" ochrony ubezpieczeniowej, a jej "nabywcą", czyli tam, gdzie działają wszyscy pośrednicy. Jednak specyfika obu tych elementów - towaru, jakim jest ochrona ubezpieczeniowa i klientów brokera (z reguły dużych podmiotów gospodarczych) powoduje, że obiegowa opinia o pośrednikach, zwłaszcza w kwestii jego obowiązków i odpowiedzialności, nie ma zastosowania do brokera. W zasadzie jest całkiem odwrotnie - to właśnie broker, jak żaden inny podmiot rynku ubezpieczeniowego, może skupić na sobie najcięższe zarzuty, właściwie wszystkich jego uczestników.

Druga refleksja dotyczy charakteru prawnego umowy brokerskiej. Analizując tzw. "zgodny zamiar stron i cel umowy (art. 65 par. 2 k.c.)", zwłaszcza po stronie usługobiorcy, czyli "podmiotu szukającego ochrony ubezpieczeniowej", zwanego w skrócie "klientem", coraz bardziej skłaniam się do wniosku, że jest to umowa rezultatu, a nie starannego działania.

Charakter tej umowy, pomimo opierania jej praktycznie w każdym przypadku na warunkach zlecenia, właśnie z uwagi na wolę i oczekiwania usługobiorcy, bardzo mocno "dryfuje" w kierunku zobowiązania rezultatu. W zależności od zgłoszonego przez klienta zapotrzebowania, umowa taka może być jedynie częściowo, ale także prawie w całości, umową rezultatu. Najczęściej rezultatem tym, który przesądza o wykonaniu umowy brokerskiej w oczach klienta, jest dostarczenie mu na czas gotowej do podpisu, akceptowalnej przez niego co do zakresu i ceny, polisy ubezpieczeniowej.

Zwróćmy uwagę, że od takiego oczekiwania klienta już tylko krok do postawienia brokerowi zarzutu nie uzyskania spodziewanego rezultatu umowy brokerskiej, za co mogłaby być uznana już nawet wygórowana cena polisy, nie mówiąc już o niedostarczeniu jej na czas...

Trzecia moja refleksja, najbardziej ogólna, dotyczy konieczności zorganizowania działalności brokerskiej na bazie systemu zarządzania ryzykiem (tak, tak), jakie jej towarzyszy. System ten, niezbędny w działalności każdej firmy brokerskiej, zawierać musi sprawnie działające mechanizmy obronne przed nierealnymi oczekiwaniami klientów. Działanie takiego mechanizmu to alarm, w sytuacji zgłoszenia niemożliwego do zrealizowania żądania klienta, pojawiający się w głowie brokera już w pierwszym momencie, po wyartykułowaniu swojego oczekiwania przez klienta.

Nie ulega wątpliwości, że funkcjonowanie takiego systemu możliwe jest wyłącznie wówczas, gdy broker posiadać będzie stosowne doświadczenie zawodowe i poziom edukacji ubezpieczeniowej. O to więc w pierwszym rzędzie muszą zadbać firmy brokerskie, które chcą wygrywać na rynku. Działanie bez takiego systemu oznacza prędzej, czy później, co najmniej rozczarowanie klienta i wycofanie pełnomocnictwa, a w ostateczności - roszczenie o odszkodowanie. Powtarzające się tego typu sytuacje to oczywiście zniknięcie brokera z rynku.

Powyższe uwagi sprowadzają się do generalnej konkluzji, że wielkimi krokami zbliża się czas wygrywania na rynku brokerskim profesjonalizmem świadczonych usług, na każdym etapie wykonywania czynności brokerskich.

Oznacza to po stronie brokera:

- dogłębną (co najmniej taką samą, jak wiodący underwriterzy i twórcy produktów w zakładach ubezpieczeń) znajomość ryzyka i produktów ubezpieczeniowych, funkcjonujących aktualnie na świecie (nie tylko w Polsce),
- znakomitą orientację w możliwościach światowego rynku reasekuracyjnego w branżach i ryzykach, w których działa broker,
- korzystanie z najlepszych fachowców oferujących specjalistyczne usługi (zarządzanie ryzykiem, likwidacja szkód),
- ciągłą edukację, na coraz wyższym poziomie specjalizacji.


Jestem przekonany, że zagadnienia, które poruszałem od strony odpowiedzialności brokera, mają równie istotne znaczenie dla brokera, także od strony możliwości osiągnięcia przez niego sukcesu rynkowego. Broker, który należycie dba o wymienione wyżej kwestie, ma pełną świadomość możliwości wykonania przez niego zobowiązania wobec klienta, co przesądza o jego skuteczności. Ryzyko podjęcia się przez brokera zadania niewykonalnego, czyli złożenia klientowi obietnicy bez pokrycia, przestaje wówczas mieć znaczenie. Zmienia to w sposób kluczowy także profil ryzyka, związanego z odpowiedzialnością cywilną takiego brokera, zwłaszcza w kontekście odpowiedzialności z tytułu nie osiągnięcia oczekiwanego rezultatu jego działań.

Paweł Sukiennik

Autor jest prawnikiem, specjalistą z dziedziny teorii i praktyki ubezpieczeń, w szczególności odpowiedzialności cywilnej. Obecnie jest dyrektorem generalnym w nowej firmie brokerskiej z siedzibą w Sopocie - Nexum Brokerzy Ubezpieczeniowi. Prowadzi też działalność doradczo-szkoleniową (głównie w zakresie rozwoju produktów) pod firmą PS Consult.

* * *