Katarzyna Ostrowska
"Rzeczpospolita"
28.08.2006

Podoba mi się szwedzki model


prof. Jan Monkiewicz
(c) ROBERT GARDZINSKI
Jan Monkiewicz odchodzący ze stanowiska przewodniczącego Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych. Mówi nam, jakie decyzje okazały się dla niego trudne i na co powinien uważać jego następca
Rz: Czy żałuje pan, że kilka miesięcy przed upływem kadencji przestanie pan być szefem nadzoru nad rynkiem ubezpieczeniowym i emerytalnym?

JAN MONKIEWICZ: Wyznaję zasadę, że zawsze koniec pewnego etapu jest początkiem innego. Z reguły lepszego. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie. Zastanawiam się nad tym, czy konsolidacja nadzoru nad rynkiem finansowym i emerytalnym wyda dobre owoce. Czy będzie lepiej, niż było do tej pory.

A będzie?

Nie wiem. Nie byłem zwolennikiem tego rozwiązania. Obecny system nadzoru funkcjonuje bardzo dobrze. Od wielu lat nie było u nas upadłości znaczniejszych instytucji finansowych, głośnych skandali czy kryzysów finansowych trapiących inne kraje. Entuzjaści konsolidacji mówią, że to dobrze wróży nowej instytucji, bo gdy połączymy dobrze funkcjonujące nadzory cząstkowe w jedną instytucję, to jest duża szansa, że będzie ona równie dobra. Jednak rozumiem, że chodzi nam o to, by była ona lepsza, a nie tylko taka sama. Chciałbym, żeby tak było. Wprowadzone zmiany organizacyjne tego nie gwarantują. Logika mówi, że trzeba by pójść dalej. Obawiam się wszakże, że politycy mogą tego nie rozumieć, mogą uważać, że reforma została już dokonana, bo zostaną połączone aż trzy instytucje.

Obecny czas nie jest dobry. A który byłby lepszy?

Po pierwsze, mówiłem zawsze, że nie ma pilnej potrzeby wprowadzania zmian. Nic się nie pali. Nie wynika to także z charakterystyki naszego rynku. Polskie instytucje finansowe działają suwerennie. Nie są szczególnie powiązane ani operacyjnie, ani kapitałowo. Nie mamy konglomeratów finansowych, które są przyczyną integracji nadzorów na świecie. Nie ma więc przymusu łączenia istniejących instytucji nadzorczych. Po drugie, mówiłem, że sam moment realizacji procesu konsolidacji jest niekorzystny.

Kiedy byłby lepszy moment na takie zmiany?

Za jakieś dwa lata. W ubezpieczeniach do końca następnego roku zostanie zamknięta merytoryczna część debaty nad Solvency II - nowym systemem oceny wypłacalności i modelu nadzoru w Unii Europejskiej. Polska musi w niej aktywnie uczestniczyć, by mieć wpływ na charakter podejmowanych rozwiązań. Jeżeli będzie gorzej przygotowana do uczestnictwa, może pewnych rzeczy nie zauważyć. Później pozostanie jej już tylko wdrażanie dyrektywy. Podobnie jest w nadzorze bankowym, w którym już rozpoczyna się wprowadzanie projektu Bazylea II. Ten 2-letni okres powinien być wykorzystany na to, żeby to wszystko należycie załatwić.

Wielu specjalistów zarzuca politykom brak merytorycznej debaty na temat ustawy o nadzorze.

Nieszczęściem w tego rodzaju projektach, nie tylko zresztą w Polsce, jest to, że najpierw pojawia się inicjatywa polityczna, w której przesądzane jest rozwiązanie, a potem zaczyna się dyskutować. I wówczas jest już trudno zmienić założenia. Debata w Polsce toczyła się jakby obok i nie wywarła wielkiego wpływu na oryginalne rozwiązania. A była potrzebna, żebyśmy potem nie żałowali decyzji, które podejmujemy. Jakość przyjętego prawa, moim zdaniem, jest w wielu przypadkach wątpliwa. Za chwilę w związku z tym będziemy nowelizować tę ustawę.

Pan ma doświadczenie w kierowaniu urzędem, który powstał z połączenia dwóch innych...

I mam nadzieję, że będzie lepiej, niż sobie wyobrażam. Przychodziłem do KNUiFE w sytuacji, kiedy integrowano organizacyjnie dwa urzędy: PUNU oraz UNFE, i na tym się skończyło. W efekcie połączyliśmy dwa zespoły ludzkie, dwa nadzory, dwa systemy, które działały cały czas obok siebie, a nie razem. Moja ocena tej zmiany jest negatywna, bo nic z niej nie wynikało poza tym, że połączono dwie instytucje dla jakichś niejasnych celów. Zmniejszyliśmy oczywiście zatrudnienie, obniżyliśmy nieco koszty, ale czy z tego powodu był to lepszy urząd nadzoru? Nie sądzę. Był tylko inny.

Czy proponowano panu oficjalnie lub nieoficjalnie jakąś posadę w nowej Komisji Nadzoru Finansowego?

Nie jestem zainteresowany pracą w nowym urzędzie.

A wie pan, kto zostanie jej szefem?

A pani?

Często pada nazwisko Cezarego Mecha.

Myślę, że jest to mocna kandydatura.

Co była pana sukcesem w ponadczteroletniej pracy w komisji?

Proszę spojrzeć na to, co po nas zostaje. Przede wszystkim na rynek. To nie tylko zasługa nadzoru, ale niewątpliwie ma on wpływ na jego kształt. Mamy znacznie lepszą sytuację niż w 2002 r, kiedy przychodziłem do urzędu. Zwłaszcza w ubezpieczeniach. Wyraźnie poprawiły się wszystkie parametry bezpieczeństwa. Polepszyła się też jakość kadr. Przyszło wielu młodych ludzi, dobrze wykształconych. Rynek się rozwinął, urósł. Urząd nie zatrzymał tego rozwoju, nie spowodował np. odpływu kapitału zagranicznego. Wygląda na to, że atrakcyjność rynku została zachowana. Podkreślam, że to nie jest tylko kwestia nadzoru, ale i atrakcyjności gospodarki, naszego przystąpienia do UE itp. Do naszych sukcesów zaliczyłbym też wypracowanie wysokiego autorytetu komisji na rynku. Można dyskutować o naszych decyzjach, krytykować rygoryzm w podejściu, ale - jak sądzę - nikt nie może zarzucić nam braku kompetencji, koniunkturalizmu czy niewystarczającej samodzielności w podejmowaniu decyzji. Może to zabrzmi dziwnie, ale już od kilku lat żaden polityk nie dzwonił do mnie w celu wywarcia presji na komisję.

Chciałabym jednak dowiedzieć się, co pan uznaje za swój własny sukces?

Oczywiście stworzenie dobrego zespołu pracowniczego. Sukcesem jest to, że kadra kierownicza w urzędzie jest stabilna, dobrze wykształcona, znająca realia międzynarodowe i do tego dobrze opłacana jak na warunki polskie. Nie mieliśmy nigdy kłopotów z pozyskaniem ludzi o najwyższych kwalifikacjach. Odnieśliśmy też sukcesy międzynarodowe. W 2005 r. Polska wygrała przetarg na pomoc techniczną dla bułgarskiego nadzoru finansowego. W 2006 r. uczestniczyliśmy wspólnie z instytucją austriacką w przetargu na pomoc techniczną dla nadzoru ukraińskiego. Nasze konsorcjum wygrało. Austriacy sami przyszli do nas z propozycją współpracy. To oznacza, że doceniali nasze umiejętności, kompetencje, ludzi. Ja się z tego cieszę. Zespół to trwała wartość. Chciałbym, żeby bez szwanku zmieścił się w nowej konfiguracji. To dotyczy też pracowników pozostałych urzędów. Bo nie jest łatwo zbudować zespół ekspertów.

Którą z dotychczasowych decyzji uważa pan za najtrudniejszą?

Dla mnie samego było to postępowanie, które toczyliśmy na wniosek funduszy emerytalnych w sprawie podniesienia opłat za zarządzanie aktywami. Ponieważ decyzja miała duży wymiar finansowy, byliśmy pod ogromną presją z różnych stron. Ja przede wszystkim dbałem o to, żeby przeprowadzić ten proces transparentnie. Dopuściliśmy do postępowania w związku z tym wszystkich, którzy mieli do tego prawo. Sądzę, że rozstrzygnięcie, które, było właściwe i wszyscy znają przytaczane argumenty. Fundusze nie są instytucjami finansowymi sensu stricto. Obracają pieniędzmi przyszłych emerytów, inwestując je, ale mają też inne cele do wykonania. Dlatego moim zdaniem powinny mieć zysk regulowany, a nie w dowolnej wysokości. Tutaj można i należy wprowadzać pewne elementy regulacyjne. Po to, żeby uczestnicy tego systemu wierzyli w to, że instytucje będące w tym systemie działają nie tylko z chęci zysku.

Czy nie uważa pan, że rynek funduszy emerytalnych jest już przeregulowany?

W wielu miejscach rzeczywiście tak jest. Każda np. zmiana statutu OFE, nawet związana ze zmianą adresu, zgodnie z dzisiejszą ustawą wymaga naszej zgody. Takich przeregulowań jest wiele. Moim zdaniem wraz z upływem czasu będzie następowała pewna deregulacja. Ale w niektórych dziedzinach będzie musiało następować jeszcze doregulowanie.

Jest pan przeciwnikiem łączenia się funduszy emerytalnych?

Nie. Ale nie możemy tego popierać, nie rozwiązawszy kwestii konkurencji. KNUiFE musiała przyjąć pewne zasady. Naszym kryterium, podobnie jak naszego poprzednika UNFE, jest wskaźnik koncentracji rynkowej. Jeżeli dany projekt zwiększa koncentrację na rynku, to muszą istnieć bardzo ważne powody, żeby na taką konsolidację pozwolić. Jeśli nie, to problem nie istnieje. Szczęśliwie od kilku lat ten wskaźnik koncentracji lekko spada.

W 2009 r. przejdą na emerytury pierwsi klienci funduszy emerytalnych. Spodziewa się pan, że w społeczeństwie pojawi się rozczarowanie nowym systemem?

To zależy od tego, jak będzie do tego przygotowane. Na pewno dzisiaj mało kto zdaje sobie sprawę, że świadczenie z OFE pierwszych emerytów będzie bardzo niskie. Według różnych szacunków wyniesie w pierwszych rocznikach poniżej 100 zł miesięcznie. Na pewno zaczną się pytania, dlaczego tak mało. Sądzę, że byłoby dobrze, gdyby ZUS dostarczał co roku wyliczenie naszej przewidywanej emerytury w momencie przejścia na nią. Technicznie jest to do wykonania.

W jaki sposób powinna przebiegać wypłata świadczeń z II filaru? Dyskusja trwa, ale wciąż nie mamy konkretnych rozwiązań, a czas biegnie.

Uzyskaliśmy pewien konsensus co do tego, że system powinien być prosty, tani i bezpieczny.

Ale to są na razie tylko hasła...

To są hasła, ale coś z nich wynika. To np., że system powinien być tani, oznacza, że nie powinniśmy tworzyć nowych instytucji, które wymagałyby ponoszenia dodatkowych nakładów. Mnie najbardziej podoba się model szwedzki. Szwedzi doszli do wniosku, ze chcą to zrobić najtaniej, i dlatego zrobili to na bazie instytucji publicznej. Ona wylicza emeryturę i wypłaca świadczenia. Do zarządzania pieniędzmi wykorzystuje instytucje prywatne. Mnie się wydaje, że rozwiązanie, które w maksymalnym stopniu będzie wykorzystywać ZUS, jest rozwiązaniem idącym we właściwym kierunku. O szczegółach nie chcę mówić.

Jaka jest pana zdaniem najlepsza recepta dla PZU? Od kilku lat trwa konflikt akcjonariuszy, co rusz PZU wiązany jest z różnymi aferami. To raczej spółce nie służy.

Akcjonariusze muszą ten konflikt rozwiązać między sobą. Nikt ich w tym nie wyręczy. Można sobie wyobrazić, że Skarb Państwa dochodzi do porozumienia z Eureko albo też jedna lub druga strona wykupuje akcje. Myślę, że skończy się to jakimś kompromisem. Państwo jest dziś chyba zdeterminowane, by utrzymać kontrolę nad PZU.

Jako nadzór nie zajmujemy się jednak rozstrzyganiem konfliktów między akcjonariuszami. Chociaż, oczywiście, czasem orzekamy o losach spółki czy jej akcjonariuszy.

Swoimi decyzjami nadzór może więc wywierać duży wpływ...

Oczywiście. Ale jednym z elementów mierzących niezależność nadzoru jest odporność na naciski czołowych graczy rynkowych i ich akcjonariuszy, zwłaszcza Skarbu Państwa. Niewątpliwie sytuacja nadzoru jest trudniejsza, gdy akcjonariuszem jest Skarb Państwa. W naszych decyzjach nie był on jednak nigdy faworyzowany.

W ostatnim postępowaniu w sprawie przekroczenia 33 proc. głosów przez Eureko w PZU Skarb Państwa zgłosił wniosek, aby mógł występować jako strona. Odmówiliśmy, uznając, że nie ma ku temu podstaw prawnych.

Jakie wyzwania stałyby przed panem, gdyby nie odchodził pan ze stanowiska szefa KNUiFE?

To przede wszystkim korzystne dla nas zamknięcie negocjacji w sprawie Solvency II. Szczególnie ważne są przy tym rozwiązania odnoszące się do roli nadzorów narodowych oraz dotyczące architektury globalnej nadzoru unijnego. W kwestii rynku emerytalnego to przygotowanie się do wdrożenia drugiego etapu reformy, a więc unormowanie problemu wypłat z II filaru. Jeśli chodzi o rynek ubezpieczeniowy, to należy oczekiwać zwiększonej ekspansji operatorów unijnych na rynku polskim. Dzisiaj w UE około 5 proc. transakcji ubezpieczeniowych odbywa się poprzez transakcje transgraniczne. To będzie się jednak zmieniać. Konkurencja będzie rosnąć i za kilka lat to będzie 10 - 15 proc.

I to poza naszym nadzorem.

Zgodnie z zasadami unijnymi instytucje, które sprzedają swoje usługi transgraniczne, podlegają jurysdykcji kraju, w którym mają siedzibę. To rodzi pewne niebezpieczeństwo dla klientów, a nasza rola jest tu ograniczona. Druga groźba związana jest z sytuacjami kryzysowymi, gdy np. operator zagraniczny zbankrutuje i utraci płynność. W jaki sposób ma wówczas być rozwiązana kwestia roszczeń lokalnych klientów? W każdym kraju obowiązują inne regulacje. W niektórych państwach nie ma ochrony przed upadłością, w innych jest częściowa, a w jeszcze innych pełna.

A bieżące wyzwania?

To choćby kwestia leczenia ofiar wypadków komunikacyjnych i związane z tym pytanie, jak dalece ubezpieczenia komunikacyjne mają wejść w system publicznych ubezpieczeń zdrowotnych. Poza tym potencjalna rola ubezpieczycieli w II filarze emerytalnym. Walka z ciągle dużą przestępczością ubezpieczeniową oraz na rynku emerytalnym.

Jak pan ocenia obecny rynek ubezpieczeniowy i funduszy emerytalnych?

Jest ciągle mały, ale zdrowy.

A jeśli chodzi o jego rozwój na tle innych krajów?

Bardzo dynamiczny. Wiele się na nim dzieje i jeszcze wiele jest do wygrania. Nic nie zostało do końca podzielone. Przykładem są choćby ubezpieczenia na życie. W tym roku składka wzrosła już o 50 proc. W wielu segmentach rynku jesteśmy jeszcze w II lidze. Chociaż pod wieloma względami jesteśmy rynkiem bardzo agresywnym. Choćby udział ubezpieczeń z funduszami inwestycyjnymi. Tu jesteśmy w czołówce europejskiej.

A rynek emerytalny? Mamy świetny system?

Funkcjonuje poprawnie. Nie mieliśmy wpadek. Główny problem polega na tym, w jaki sposób zapewnić transparentność i czystość działalności inwestycyjnej oraz jej dobre wyniki. Na razie były one świetne. Ale nie można dać się temu zwieść. Rynek trzeba cały czas obserwować i jeśli to konieczne - reagować. Ma pan pomysł na to, co będzie robił po zakończeniu pracy w KNUiFE? Na życie po życiu (śmiech). Od 1971 roku mam stałą pracę na Politechnice Warszawskiej. Nie mam żadnych planów odnośnie do tego, co będę robił dodatkowo. Mam kilka propozycji...

Z biznesu?

Wokół. Z zagranicy. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Chce pan pozostać już tylko wykładowcą?

Tego też nie wykluczam. Przychodzi moment w życiu, gdy człowiek ceni sobie to, że ma więcej czasu dla rodziny, no i dla siebie.

Czy obawia się pan tego, że KNF rozpocznie działalność od rozliczenia komisji, które zostały zlikwidowane?

Nie sądzę. Wszystko może się zdarzyć, ale nie mam takiej obawy. Śpię bardzo spokojnie.

rozmawiała Katarzyna Ostrowska

* * *