| |
| |
Wiktor Zasadziński "MIESIĘCZNIK UBEZPIECZENIOWY" wrzesień 2005
|
MĄDRY PRZED LIKWIDACJĄ
Istotne jest, aby na etapie zawierania umowy ubezpieczenia zarówno broker, jak i underwriter, wzajemnie rozważyli i zaakceptowali pewne konsekwencje, które będą determinowały proces likwidacji szkody. Kontrakt ubezpieczeniowy powinien być wspólnym dziełem brokera i ubezpieczyciela, tworzonym przy współpracy z klientem.
Istnieje cała gama standardowych rozwiązań, stosowanych podczas formułowania zasad, dotyczących wzajemnych zobowiązań pomiędzy ubezpieczycielem, a ubezpieczonym. Każda z grup ubezpieczeniowych, funkcjonujących na świecie, wypracowała swoje własne rozwiązania w tym zakresie. Nie można oczywiście pominąć wzajemnych powiązań poszczególnych rynków, oraz wszelkich implikacji dotyczących reasekuracji. Z pewnością kluczową rolę odgrywają standardy danego rynku.
Ważny początek
Underwriter, oceniający ryzyko związane z danym kontraktem, ustala wraz z brokerem podstawowe parametry tego kontraktu. W przypadku, gdy mamy do czynienia z dużym przedsiębiorstwem, posiadającym wiele różnych składników mienia, rozmieszczonych w wielu lokalizacjach, broker i underwriter stoją zawsze przed dylematem, w jakim stopniu opis tego przedsiębiorstwa w polisie powinien być uszczegółowiony. Polisa musi opisywać zakontraktowane ryzyko w sposób schematyczny. Względy rynkowe zmuszają niekiedy do stosowania dużych uproszczeń, które z kolei mogą być poważnym utrudnieniem w wykonaniu zadania, jakie stoi przed likwidatorem szkód. Zadanie to można zdefiniować jako usługę świadczoną głownie na rzecz trzech odbiorców : przede wszystkim klienta, ale zaraz potem brokera i underwritera. Każdy z tych odbiorców kieruje się swoimi priorytetami.
W praktyce czasami obserwujemy, iż zapisy w polisie nie zawsze oddają intencje stron kontraktu. Czy jednak można tego uniknąć ? Zawsze można próbować oddać w polisie jak najbardziej szczegółowy opis ryzyk, związanych z danym przedsiębiorstwem, przy rozsądnym nakładzie czasu, oraz kosztów. Pamiętać jednak należy, że jest to dążenie do ideału, który z natury rzeczy jest nieosiągalny, co wcale nie oznacza, iż nie należy do niego uparcie dążyć.
Problem z limitami
Jako przykład można tutaj przytoczyć sposób określania w polisach sum ubezpieczenia. Oczywiście, z punktu widzenia likwidatora, im bardziej szczegółowe rozbicie, tym lepiej. Likwidator wszak musi sprawdzić, czy wartość np. uszkodzonej maszyny została uwzględniona w sumowaniu, którego ostatecznym wynikiem jest wskazany w polisie podlimit, lub limit odpowiedzialności ubezpieczeniowej. Z kolei na etapie zawierania ubezpieczenia, dotyczącego konkretnego przedsiębiorstwa, można osiągnąć pewien określony poziom uszczegółowienia informacji, które są następnie odnotowywane w kontrakcie ubezpieczeniowym.
Dla uproszczenia rozważań załóżmy, że ubezpieczamy firmę posiadającą wiele lokalizacji, a w każdej z nich kilka grup mienia. Jeżeli teraz w polisie limit odpowiedzialności, dotyczący środków trwałych, zostanie podany jako zakumulowana wartość środków trwałych we wszystkich lokalizacjach, wtedy w praktyce likwidator nie ma możliwości zweryfikowania czy maszyna, która uległa uszkodzeniu, mieści się w sumie ubezpieczenia. Następnie trzeba rozważyć kwestię sprawdzenia niedoubezpieczenia, które także, w podanym przykładzie, jest nie do przeprowadzenia choćby dlatego, że koszt poniesiony na dokonanie wyceny środków trwałych przedsiębiorstwa byłby zbyt wysoki, a czas konieczny do przeprowadzenia tej procedury zbyt długi.
Aby dokonać rzetelnego sprawdzenia poprawności określenia sumy ubezpieczenia, likwidator musi sam dokonać takiej wyceny, którą później konfrontuje z kalkulacją, sporządzoną przez ubezpieczonego przed zawarciem ubezpieczenia. Przykład jest być może zbyt jaskrawy, ale pozwala w prosty sposób uzmysłowić sobie wagę trudności, z jakimi możemy się zetknąć w procesie likwidacji szkody.
Brak odpowiedzialności
Warto przytoczyć kolejny przykład, który niejako automatycznie zmusza likwidatora do weryfikacji roszczeń w sposób, który z kolei może nie uwzględniać istotnych interesów klienta zakładu ubezpieczeń.
Wyobraźmy sobie ubezpieczone w zakresie all risk przedsiębiorstwo, które przeznacza znaczne środki na swoją rozbudowę i posiada linię technologiczną, budowaną etapami. Poszczególne etapy budowy podlegają częściowym odbiorom. W zakresie, w jakim zostały dokonane częściowe odbiory, linia może być próbnie wykorzystywana. Zgodnie
z kontraktem, pomiędzy ubezpieczonym przedsiębiorstwem a firmą, która dokonuje montażu linii technologicznej, przechodzi ona na własność przedsiębiorstwa po końcowym odbiorze
i dokonaniu pełnej kontraktowej płatności. Ubezpieczony dokonał już opłaty w wysokości 80% kontraktu. Załóżmy, że z jakichś względów kontrakt jest poza pokryciem polisy EAR,
a linia technologiczna jest od pewnego czasu próbnie użytkowana przez ubezpieczonego.
Przedstawiony przykład ryzyka wygląda dość niestandardowo, ale musimy pamiętać, że rzeczywistość stawia przed nami niekiedy nawet bardziej skomplikowane zadania.
Dalej załóżmy, że mamy do czynienia z czynnikiem zewnętrznym, np. pożarem, który powstał w sąsiedztwie omawianej linii technologicznej i spowodował znaczne jej uszkodzenie. Zgodnie z kontraktem na wykonanie linii, ubezpieczony zmuszony jest pokryć koszty naprawy. W takim przypadku likwidator, podczas analizy sprawy, zapewne zwróci uwagę na kwestie tytułu własności, ponieważ w momencie szkody, zgodnie z kontraktem, linia nie była jeszcze własnością ubezpieczonego, a więc podmiotu uprawnionego do świadczeń z danej polisy. Towarzystwo ubezpieczeń będzie musiało wziąć pod uwagę ten istotny argument, przemawiający za brakiem odpowiedzialności ubezpieczeniowej w tej sprawie.
Kłopotów można byłoby uniknąć, gdyby w polisie uwzględniony był limit na środki trwałe w budowie, a polisa została uzupełniona o klauzulę interesu ubezpieczonego, która uwzględnia taki stosunek przedsiębiorstwa do przedmiotu, który może spowodować dla tego przedsiębiorstwa szkodę majątkową wskutek zdarzenia, jakie może zajść z danym przedmiotem.
Z powyższych przykładów płynie prosty wniosek, że im więcej wysiłku zostanie poświęcone na precyzyjny opis ubezpieczanych ryzyk, tym sprawniej i efektywniej zostanie poprowadzony ewentualny przyszły proces likwidacji szkody.
Przykłady te w uproszczony sposób pokazują, jakie mogą być konsekwencje braku odpowiedniej precyzji przy zawieraniu kontraktu. Można wyobrazić sobie wiele przykładów zapisów określających warunki ubezpieczenia, w których w praktyce okazuje się, że obie strony miały niedokładnie takie same intencje przy zawieraniu ubezpieczenia.
Ubezpieczenia przedsiębiorstw charakteryzują się także szeregiem specyficznych ryzyk. Rozszerzenie odpowiedzialności realizuje się poprzez uzupełnianie OWU o klauzule dodatkowe, które bądź są standardowymi klauzulami dla tych ryzyk, bądź rozwiązaniem tworzonym na potrzeby danej polisy, lub też ubezpieczenie w ogóle jest zawierane na warunkach szczególnych. I tutaj ogromnie wskazana, oczywiście w miarę możliwości, wydaje się być precyzja zapisów.
O likwidacji zawczasu
Istotne jest, aby na etapie zawierania umowy ubezpieczenia zarówno broker, jak i underwriter wzajemnie rozważyli i zaakceptowali pewne konsekwencje, które będą determinowały proces likwidacji szkody. Oczywistym jest, że nie sposób przewidzieć wszystkich możliwych scenariuszy. Dlatego też nie można nigdy zakładać, że wszystkie możliwości zostały przewidziane i uwzględnione w polisie, a w przyszłości nie będzie żadnej różnicy zdań. Należy potraktować kontrakt ubezpieczeniowy jako wspólne dzieło, stworzone przez brokera i ubezpieczyciela, przy współpracy z klientem.
Czasami w praktyce obserwujemy, iż różnice poglądów w kwestii interpretacji warunków ubezpieczenia są niezwykle ostre. Jest to najgorszy scenariusz z możliwych, ponieważ powoduje zablokowanie całego procesu. Każda ze stron, przekonana o słuszności swojej interpretacji warunków ubezpieczenia, w pewnym momencie zaczyna kierować się zasadami bardziej ambicjonalnymi, niż merytorycznymi. Oczywiście wszystko to w kontekście realizacji konkretnych interesów.
Tymczasem konflikt, prowadzący czasem na salę sądową, nie leży w interesie ani ubezpieczyciela, ani ubezpieczanych przedsiębiorstw. Postępowania sądowe są długotrwałe
i kosztowne, co bezpośrednio przekłada się na wielkość składek ubezpieczeniowych.
Ponadto pojawiający się w takich okolicznościach konflikt może prowadzić do utraty klienta, zarówno przez ubezpieczyciela, jak i brokera.
Ponadto można zaryzykować stwierdzeniem, że wyroki sądów czasami nie uwzględniają tzw. prawdy obiektywnej.
Precyzja przede wszystkim
Konieczna jest odpowiednia precyzja w formułowaniu kontraktów ubezpieczeniowych, osiągana w rozsądnym czasie. Rynek, na którym funkcjonuje tak wielu graczy, nie wybaczy wydłużania czasu, potrzebnego na zawarcie umowy ubezpieczenia.
Nieoceniona jest tu znajomość specyfiki funkcjonowania poszczególnych ryzyk w ubezpieczanym przedsiębiorstwie.
Najwięcej wiedzy poza samym klientem posiada oczywiście broker, ale im więcej informacji na temat samego klienta znajduje się po stronie ubezpieczyciela, tym lepiej. Powinniśmy szybko gromadzić w miarę pełną wiedzę, dotyczącą specyfiki funkcjonowania przedsiębiorstwa klienta i wykorzystywać ją efektywnie.
Równie ważne jest zdobycie jego zaufania i wyjaśnienie przyczyn naszej dociekliwości, ponieważ sprawny przepływ informacji może nam tylko pomóc.
Wiktor Zasadziński dyrektor Departamentu Likwidacji Szkód w AIG Polska
* * *

|
|