Marcin Z. Broda
"GAZETA UBEZPIECZENIOWA"
luty 2002

LIST BROKERSKI

Trzeba przyjąć, iż w większości wypadków List brokerski jest w praktyce dokumentem niezbędnym do prowadzenia spraw klienta przez brokera ubezpieczeniowego. Jednocześnie większość klientów - o ile tylko chce skorzystać z usług pośrednika - powinna być skłonna taki dokument wystawić. W istocie swojej List brokerski jest bowiem pełnomocnictwem, uprawniającym do określonych działań w imieniu firmy, wystawiającej taki List.

Powyższe nie oznacza, iż z czysto prawnego punktu widzenia broker nie może działać bez takiego dokumentu. Można tutaj sobie wyobrazić co najmniej dwie sytuacje, gdy List brokerski byłby niemożliwy do wystawienia.

Przede wszystkim broker może we własnym zakresie i z własnej inicjatywy opracować warunki ubezpieczenia dla konkretnej grupy klientów (na przykład pakiet ryzyk dla określonej grupy zawodowej). Przy uzgodnieniu takiego produktu z wybranymi lub wybranym zakładem ubezpieczeń trudno byłoby mu przedstawić jakiekolwiek formalne umocowanie do działania wobec takiej grupy klientów (z wyjątkiem jednak na przykład umocowania przez profesjonalne stowarzyszenie tej grupy zawodowej). List brokerski nie jest więc tutaj niezbędny do działania.

Na pewno jednak broker musi posiadać odpowiednie umocowanie - nawet w takim przypadku - już w momencie zawierania konkretnych umów ubezpieczenia. Musi w nim też uwzględnić specyfikę swojej usługi - nie bada on w takim przypadku bowiem całości rynku i nie może, na przykład, gwarantować, że opracowany przez niego i wynegocjowany produkt najlepiej spełnia oczekiwania i potrzeby konkretnego klienta.

Drugi przykład, kiedy List brokerski nie jest niezbędny, jest mniej oczywisty. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy broker - na przykład po kilku bezskutecznych próbach "normalnego" wejścia do klienta - chciałby jako "twardy" argument popierający jego możliwości, przygotować najpierw symulację ubezpieczeń tego klienta. Może przygotować taką symulację we własnym zakresie, opierając się na własnych doświadczeniach i ofertach otrzymywanych dla innych, podobnych klientów. Naraża się jednak wtedy na niebezpieczeństwo polegające na tym, że faktyczna oferta towarzystw będzie gorsza (cokolwiek w tym momencie miałoby to znaczyć) od oferty, przygotowanej przez niego. Oczywiście w takim wypadku klient - o ile zostanie skuszony pierwszą symulacją - może mieć do brokera uzasadnione pretensje, a nawet określone roszczenia.

Znacznie bezpieczniejsze dla brokera, a jednocześnie silniejsze z marketingowego punktu widzenia, będzie przygotowanie takiej wstępnej symulacji na podstawie faktycznych ofert ubezpieczycieli. Broker powinien wtedy zgłosić się do nich ze slipem brokerskim, wyraźnie zaznaczając charakter swojego zapytania. Powinien również podkreślić, iż dane, które przedstawia, są jedynie jego założeniami co do faktycznej sytuacji klienta.

W żadnej z powyżej przedstawionych sytuacji towarzystwo nie musi oczywiście podjąć rozmów z brokerem. Nie musi ono zresztą podjąć rozmów z brokerem w żadnej sytuacji, z wyłączeniem ubezpieczeń obowiązkowych. Występowanie w imieniu konkretnego klienta i z Listem brokerskim nie ma tutaj najmniejszego znaczenia...

W praktyce występuje też proces odwrotny - nadmiaru listów brokerskich. Zdarza się bardzo często, że klient wystawia listy brokerskie kilku lub nawet kilkunastu brokerom ( słyszałem o rekordziście, który udzielił jednocześnie przynajmniej dwudziestu kilku pełnomocnictw!) Ma wtedy nadzieję, iż "coś z tego będzie można wybrać".

Sytuacje takie nie są wygodne ani dla brokerów, ani dla towarzystw ubezpieczeniowych. (Będą się jednak zdarzać zawsze, bo identyczną metodą działania posługuje się, według badań, co czwarty amerykański risk manager, szukający firmy brokerskiej dla swojego przedsiębiorstwa. Problem nie jest więc z żadnym wypadku polską specyfiką). Nie można jednak zabronić klientowi udzielania wielu Listów brokerskich.

W takich przypadkach broker powinien jednak zawsze rozważyć przede wszystkim opłacalność uczestnictwa w takim przedsięwzięciu. Może się bowiem okazać, iż klient nie będzie chciał dostarczyć pełnych danych o ryzyku, koniecznych przecież do przygotowania poprawnego programu ubezpieczeniowego, albo - co gorzej - będzie chciał jedynie wykorzystać przedstawione przez brokerów oferty do zbicia ceny w "swoim" towarzystwie.

Trzeba więc przemyśleć, czy uwzględniając konieczny nakład prac, ewentualne szkody we własnym wizerunku w towarzystwach, czy warto zaryzykować, czy też skupić się na innym, choćby mniejszym kliencie.

O prawnych aspektach Listu w kolejnym odcinku.

* * *

Marcin Z. Broda
"GAZETA UBEZPIECZENIOWA"
luty 2002