Małgorzata Dygas
"GAZETA BANKOWA"
maj 2004

KONGRES SKRACANIA DYSTANSÓW

Rozmowa z Tomaszem Mintoft-Czyżem, prezesem zarządu Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych

Po raz pierwszy Kongres Brokerów odbył się w Sobieszewie w 1998 roku. Miał on zapoczątkować coroczne forum dyskusyjne brokerów. Jak Pan wspomina to spotkanie?

Sześć lat temu, a wydaje się, że to więcej czasu minęło! Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych wydawało się być na rozdrożu. Odszedł nieodżałowanej pamięci prezes Leon Kozicki, nestor polskich ubezpieczeń, nasz mentor i mistrz. Człowiek o ogromnej wiedzy i mądrości, a zarazem mający nieodparty czar, którym zjednywał nawet najtrudniejszych oponentów młodej profesji brokerskiej, których w tamtych pionierskich latach nie brakowało.

Odczuwaliśmy potrzebę zmian. Mieliśmy wprawdzie pewne wzory, choćby te zapożyczone od naszych kolegów z organizacji europejskich pośredników zrzeszonych w BIPAR - Europejskiej Federacji Pośredników Ubezpieczeniowych - ale to osoba Prezesa cementowała nasze nieliczne jeszcze w tamtym czasie grono. Gdy Jego zabrakło, podniosły się głosy krytyki, że stowarzyszenie dryfuje, że nie widać konkretnych działań, promujących zawód brokera, że brak nam jasno określonego celu i kierunku.

I wtedy młody i gniewny broker z Kalisza, Tomek Maracewicz, rzucił hasło, aby zorganizować kongres - zjazd wszystkich brokerów, jako forum dyskusji o przyszłości i celach naszej organizacji. Nie skończyło się, jak to często bywa, na samym pomyśle. Przy pomocy Tomka udało się wydobyć zasoby energii z wielu naszych kolegów. W efekcie, na pierwszym Kongresie Brokerów w Sobieszewie spotkało się ponad 200 brokerów. W 10 grupach roboczych inspirowanych i moderowanych przez naszych kolegów - ochotników, podjęliśmy trud rozważenia spraw odczuwanych jako najpilniejsze, konieczne do zdefiniowania naszej tożsamości, problemów wynikających z regulacji prawnych, z braku społecznego zrozumienia naszej roli i zadań, z naszych własnych braków i ułomności. Na zewnątrz lał deszcz, było zimno i mokro, a my siedzieliśmy stłoczeni w ciasnych salach domu wczasowego z epoki wczesnego Gierka i dyskutowaliśmy zawzięcie o naszych prawdziwych problemach i sprawach.

W Sobieszewie powstał Kodeks Etyki Brokera, wraz z wprowadzającą go Kartą Sobieszewską, dokumentem zawierającym niezbędne definicje i deklaracje dotyczące środowiska. Wtedy także z innej perspektywy został ukazany zawód brokera.

W Sobieszewie zostały wypracowane najistotniejsze postulaty dla przyszłych prac zarządu stowarzyszenia brokerów, tam był początek drogi układania zasad współpracy z zakładami ubezpieczeń. Tam wreszcie, po raz pierwszy, z ust eksperta Unii Europejskiej dr. Hansa Scheffera (jego prace finansowane były z funduszy PHARE, o które sami zabiegaliśmy w agendach unijnych), dowiedzieliśmy się o nowej koncepcji regulacji prawnej pośrednictwa ubezpieczeniowego, opartej na przedmiotowej definicji, ujmującej pośrednictwo jako wykonywanie czynności, a nie jako wyłączną domenę działań brokerów i agentów.

Pamiętam szok, jaki spowodowała prezentacja dr. Scheffera, święte oburzenie wielu kolegów, którzy postrzegali tę nową koncepcję jako zamach na zawód brokera i próbę zrównania nas, światłych i dobrych adwokatów klienta, z "najemnikami" zakładów ubezpieczeń - agentami.

Czy rzeczywiście pierwszy Kongres brokerów był przełomem dla środowiska?

Unaocznił nam, że zamiast zwalczać się i tępić, mamy wiele do zyskania, podejmując wspólne działania dla cywilizacji rynku, zwalczania patologii, przeciwstawienia się nierzetelnym praktykom zakładów ubezpieczeń. Zaledwie sześć czy siedem towarzystw przyjęło wówczas nasze zaproszenie do udziału w tym pierwszym kongresie brokerów. Formuła dyskusji, czasem bardzo twardych i dotyczących spraw wewnętrznych środowiska, nie dopuszczała udziału osób postronnych. Kongres był więc - w tym wymiarze - uboższy o brak dialogu z naszymi partnerami - ubezpieczycielami.

Kolejne doroczne kongresy miały już inny charakter. Stały się programowymi spotkaniami. Jakich spraw dotyczyły?

Najważniejsze programowe tematy zostały omówione, uchwalone i zamknięte podczas pierwszego kongresu. Brokerzy opracowali własną konstytucję, zdecydowali, czego chcą - dobrego prawa, edukacji, rzetelnych relacji między sobą, a także czego sobie nie życzą (wszelkich działań osłabiających pozycję i pogarszających wizerunek brokera, kłótni i swarów). Nadszedł czas wypracowywania formuł i budowania relacji wspomagających nasze działania handlowe.

Drugi Kongres brokerów to pierwsze spotkanie w Mikołajkach, zachłyśnięcie się piękną mazurską scenerią i wspaniałą pogodą. Pogoda i przestrzeń pozwoliły brokerom przetrwać niedogodności, wynikające z braku doświadczenia w organizowaniu imprez na tak dużą skalę. Po pierwszym kongresie, w którym udział wzięło niewiele ponad 200 osób, nie spodziewaliśmy się tak licznego udziału brokerów w kolejnym zjeździe. A przybyło do Mikołajek ponad 600 osób! Organizacyjny chaos, ale, przy pomocy zaproszonych zakładów ubezpieczeń, które nie szczędziły środków, aby urozmaicić nasze spotkania, II Kongres Brokerów okazał się wystrzałową imprezą.

III Kongres brokerów przyniósł ważne merytoryczne wydarzenia, dotyczące także ubezpieczycieli. Ale nie tylko?

To ustanowienie brokerskiej nagrody Fair Play dla zakładów, które brokerzy w tajnym głosowaniu uznali za najbardziej przyjazne brokerom i grające najczyściej w codziennych relacjach z brokerami. To także uchwalenie, podczas III Kongresu, naszego dekalogu - zbioru 10 reguł dobrej roboty ustalających co można, a czego nie można czynić we wzajemnych relacjach między brokerami a zakładami. To również spotkania z luminarzami nauki ubezpieczeń i z przedstawicielami organizacji brokerów z "krajów ościennych", wizyty prezesów i dyrektorów BIPAR, niezliczone spotkania z ekipami działających w Polsce zakładów ubezpieczeń. Najistotniejszą wartością, którą wniosły wszystkie dotychczasowe kongresy, są w moim przekonaniu, osobiste spotkania na neutralnym gruncie brokerów z pracownikami zakładów ubezpieczeń, zarówno tymi "szeregowymi", których wielu z nas spotyka w codziennej pracy, jak i z szefami, prezesami i dyrektorami, którzy w codziennym wydaniu nie są często dostępni dla brokerów. Tam, na zielonej murawie amfiteatru nad jeziorem, w barach i dyskotekach, przy piwie czy przy kawie, dystanse ulegają skróceniu, bariery obniżeniu, mamy wszyscy poczucie przynależności do tej samej rodziny ludzi ubezpieczeń. A znajomości i przyjaźnie zawarte w Mikołajkach znakomicie ułatwiają kontakty biznesowe i upraszczają procedury w pracy, wykonywanej przez brokerów i ubezpieczycieli przez resztę roku, gdy znowu trzeba poważnie zająć się klauzulami, terminami, limitami i franszyzami, a często także i szkodami, bo przecież, jak to mówią nasi koledzy anglosasi, "shit happens!".

Tematem przewodnim najbliższego, VII Kongresu brokerów będzie "Broker jako przedsiębiorca". Dlaczego środowisko uznało ten temat za najważniejszy?

Najbliższy kongres powraca, po rocznej dewiacji "Wiślanej" (VI Kongres odbył się w ubiegłym roku w Wiśle), do znajomych Mikołajek, co już samo w sobie będzie korzystną zmianą. Kongres odbywa się pod hasłem "Broker jako przedsiębiorca". Naszym zamierzeniem jest przybliżenie uczestnikom praktycznej strony prowadzenia biznesu: rachunków, podatków, organizacji pracy, a także - co najważniejsze - technik i metod pozwalających na redukcję zagrożenia popełnienia błędu w sztuce, co jest najgorszą zmorą każdego brokera. Nowością w stosunku do poprzednich kongresów będzie bardziej "poważna" atmosfera pierwszego dnia, który w całości zostanie poświęcony zajęciom seminaryjnym.

Drugi dzień kongresu, tzw. "dzień ubezpieczyciela", to spotkania brokerów z przedstawicielami zakładów. Moim życzeniem, tak jak i życzeniem moich kolegów brokerów jest, aby ten drugi dzień kongresu wypełniły merytoryczne spotkania związane tematycznie z hasłem kongresu. Jest więc moim oczekiwaniem, aby spotkania te miały jak najbardziej interaktywny charakter, aby towarzystwa mniej prezentowały swoje produkty (w końcu my, brokerzy albo je znamy, albo wiemy świetnie jak i od kogo - często dzięki znajomościom kongresowym - je uzyskać), a bardziej zajęły się tematami roboczymi, dotyczącymi własnych oczekiwań wobec brokerów oraz tym, co brokerzy uznają za najważniejsze i najtrudniejsze w codziennej pracy z przedstawicielami ubezpieczycieli.

Jakie są Pana osobiste oczekiwania dotyczące tegorocznego spotkania brokerów?

Jak zawsze liczę na interesujące kontakty, ciekawe i wciągające rozmowy, na nowe znajomości i spotkania starych znajomych, na oryginalne prezentacje i pomysłowe wystawy. Liczę też na dobrą pogodę (podobno mamy i tak własne układy, tam gdzie trzeba, więc o pogodę nie musimy się martwić) i na znakomity nastrój naszej majowej imprezy. Kongresy brokerów stały się coroczną tradycją. Dla większości brokerów (i nie tylko) są wyczekiwanym wydarzeniem roku, czasem dobrej zabawy i pożytecznych spotkań ludzi, którzy choć konkurują ze sobą zażarcie, przez cały rok, potrafią w ciągu tych paru dni zapomnieć o podziałach i sporach, a skupić się na tym, co ich łączy. Tak jak podczas igrzysk olimpijskich - w dniach kongresowych brokerzy i ubezpieczyciele nie prowadzą wojen.

Rozmawiała Małgorzata Dygas

* * *