"MIESIĘCZNIK UBEZPIECZENIOWY"
styczeń 2005

KOMU SŁUŻY TO PRAWO?

Tomasz Mintoft-Czyż, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, Zastępca Sekretarza Generalnego BIPAR.  

Po zmianach wprowadzanych przez najnowszą nowelę ustawy zasadniczej, wymogi dyrektywy w odniesieniu do kwalifikacji, rejestracji, ubezpieczenia i gwarancji, oraz obowiązków informacyjnych pośredników zostaną wypełnione. Nasz kraj nie stanie pod pręgierzem i Komisja Europejska nie będzie zmuszona grozić nam palcem za opieszałość we wprowadzaniu zmian dostosowawczych w prawie wewnętrznym. Czy jednak rzeczywiście otrzymujemy prawo dostosowane zarówno do zaleceń unijnych, jak i do praktyki i potrzeb współczesnego rynku ubezpieczeń?

Inaczej niż inni

O odmienności, przyjętej przez naszego ustawodawcę, podmiotowej definicji pośrednictwa, różniącej się zasadniczo od przedmiotowej definicji konsekwentnie realizowanej w nowych przepisach unijnych, wypowiadałem się w przeszłości tak często, że nie zamierzam wracać do tego tematu w tej ocenie. Sprawa została przesądzona - jak się wydaje - na długie lata. Brak spójności przyjętej koncepcji, z rozwiązaniami unijnymi, zaważy na całej gamie praktycznych skutków nowego prawa i na kierunku rozwoju naszego rynku.

Niestety, na całym procesie przygotowywania ustawy i przepisów wykonawczych zaciążyły opinie i naciski ze strony instytucji i organów regulujących działanie rynku, które w mylnie pojętym interesie konsumentów domagały się i doprowadziły do uchwalenia postanowień szkodliwych nie tylko dla polskich brokerów i agentów, ale także dla całego rynku, a w konsekwencji dla samych konsumentów.

Szkodliwość tych rozwiązań wynika z ignorowania zasad rządzących rynkiem, traktowania zarówno pośredników i ubezpieczycieli, jak też ich klientów, jak ludzi nieodpowiedzialnych i niedojrzałych, niezdolnych do podejmowania świadomych i rzetelnych decyzji w ich własnych sprawach. Powrócono do starych metod zastępowania sprawdzonych mechanizmów rynkowych dyktatami ustawy.

Wina umyślna

Na pierwszym miejscu, na liście tych rozwiązań, znalazła się sprawa zakresu odpowiedzialności ubezpieczycieli w umowach OC z tytułu wykonywania zawodu. Na szczęście problem, wywołany niefortunnym zapisem, określonym mianem "problemu winy umyślnej" został, jak się wydaje, rozwiązany przez najnowszą, specjalną nowelizację ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Nowelizacja ta normuje temat zgodnie z praktyką rynkową (a w każdym razie jest jej bliższa).

Zwraca wszakże uwagę fakt, że nawet po dokonaniu zmian, nasze prawo ingeruje dalej niż dopuszcza to praktyka rynków w sferę zastrzeżoną dla swobodnej decyzji stron.  Strony nie mogą stosować w umowach szeregu istotnych postanowień, modelujących zakres odpowiedzialności ubezpieczyciela za szkodę.

Rażące niedbalstwo

Nie uchroniliśmy się od zdumiewającego zapisu, przyznającego ubezpieczycielom prawo regresu w przypadkach, gdy szkoda wynikła na skutek rażącego niedbalstwa. Ten kuriozalny zapis otwiera puszkę Pandory, z której wypełzną w przyszłości spory między ubezpieczycielami, a ich klientami: brokerami i agentami (a także, między ubezpieczycielami a adwokatami, notariuszami, doradcami finansowymi etc.) Spory są nieuniknione przy tak nieostrym pojęciu, jakim jest koncept rażącego niedbalstwa.

Warto dodać, że w dotychczasowej praktyce rynku rażące niedbalstwo było - za zgodą stron i po opłaceniu dodatkowej składki - eliminowane z katalogu wyłączeń zawartych w OWU naszych ubezpieczycieli. Nie mam pewności, czy podobny zabieg umowny, pozwalający na przywrócenie umowie ubezpieczenia jej sensu, będzie możliwy na gruncie przepisów nowej ustawy. Dla jasności - powszechna na rynkach światowych praktyka zawierania umów OC zawodowej chroni ubezpieczonych i osoby, które doznały szkody na skutek popełnionego przez nich błędu - skutku pomyłki lub niedbalstwa - w każdej jego postaci.

Udział własny

Kolejny przykład nadopiekuńczości i niezrozumienia sensu rozwiązań rynkowych znalazł się w projekcie rozporządzenia wykonawczego do ustawy o pośrednictwie. Dokument ten stanowi, że umowy ubezpieczenia OC pośredników nie mogą zawierać klauzuli udziału własnego.

Argumenty, użyte dla uzasadnienia potrzeby zniesienia lub drastycznego ograniczenia możliwości stosowania udziału własnego w umowach ubezpieczenia pośredników, przytaczają ponownie konieczność zapewnienia ochrony konsumentów. Idzie mianowicie o uchronienie konsumentów przed nieodpowiedzialnymi i nierzetelnymi pośrednikami, którzy nie zechcą, lub nie będą w stanie sami wyrównać części szkody, przypadającej na kwotę udziału własnego.

Nie wzięto pod uwagę faktu, że zarówno brokerzy jak i agenci ubezpieczeniowi, których sukcesy zależne są od ich własnej reputacji, w sytuacjach konieczności naprawy błędu, czynią co w ich mocy, aby wyrównać szkodę wynikłą z ich własnego błędu w sztuce. Ten fakt tłumaczy, dlaczego tak niewiele spraw, w których szkoda nastąpiła na skutek pomyłki pośrednika, trafia do wiadomości osób postronnych, a jeszcze mniej takich spraw trafia do sądów powszechnych.

Praktyka rozwiniętych rynków ubezpieczeń nie zna przypadków ingerencji ustawodawcy i organów regulujących, oraz kontrolnych, w sferę zastrzeżoną dla stron umowy ubezpieczenia, do której zaliczają się zarówno sprawa zakresu ochrony, jak i sprawa udziału własnego w szkodzie. Warto przypomnieć, że udział własny jest nie tylko elementem umowy ubezpieczenia, mającym wpływ na wysokość składki ale - i to w pierwszym rzędzie - ma na celu uczynienie ubezpieczonego współodpowiedzialnym za szkodę.

W tym ujęciu jest to najistotniejszy element kontroli ryzyka, dyscyplinujący ubezpieczonych i wpływający na redukcję przyczyn powstawania szkód. Jako taki, udział własny w szkodzie jest zarazem podstawowym elementem umowy, mającym wpływ na bezpieczeństwo klientów.  Ingerencja prawa w tę sferę jest więc dokonywana ze szkodą dla interesów konsumentów.

W dyskusji na temat zasadności i wysokości udziałów własnych w szkodzie, w umowach ubezpieczenia OC zawodowej, Stowarzyszenie i Izba Brokerów  opowiedziały się za nie regulowaniem tej sprawy w przepisach albo, w ostateczności, za przyjęciem rozwiązań zbliżonych do obecnie obowiązujących.  W tym duchu szły propozycje dopuszczenia udziału własnego w wysokości do 10% limitu (lub - w drugiej wersji - 10% szkody), z dodatkowymi ograniczeniami do 25% (albo - do 15% lub do 20%) obrotów osiąganych przez brokera w okresie 12 miesięcy poprzedzających szkodę.

Kary zbyt dotkliwe

Na zasadność, proponowanych przez organizacje zawodowe brokerów, poziomów ograniczenia udziału własnego, wskazują przepisy ustawy z 22 maja 2003 r. o pośrednictwie ubezpieczeniowym (art. 35 ust. 3 i 4), pozwalające organowi nadzoru, w drodze decyzji administracyjnej, nakładać kary pieniężne w takiej właśnie, jak cytowana wyżej, wysokości. Z treści tego przepisu należy wnosić, iż zdaniem ustawodawcy i pomysłodawców, kary pieniężne, nałożone w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia, nie stanowią zagrożenia dla działalności podmiotów, wykonujących działalność brokerską!

Uzupełniająca powyższe postulaty propozycja określenia maksymalnego udziału własnego, dla podmiotów rozpoczynających działalność brokerską, na poziomie 5 tys. euro (10% od limitu 50 tys. euro), jest kontynuacją obowiązującej dotychczas zasady, która winna być utrzymana w imię poszanowania zasady stabilności przepisów prawnych. Jak wskazano wyżej, kwota udziału własnego na poziomie 5 tys. euro nie spowodowała w dotychczasowej praktyce zagrożenia dla konsumentów i nie wniosła też zamieszania w praktyce działania rynku ubezpieczeń.

Naturalnie, jak we wszystkich relacjach umownych, ubezpieczeni pośrednicy winni mieć możliwość, po opłaceniu dodatkowej składki, wykupienia udziału własnego w całości, lub częściowo.

Trigger czasowy


Nadal nie znajduje rozwiązania, w obowiązujących przepisach, problem "triggera czasowego". W ujęciu znowelizowanego  w 2003 r. art. 822 §2 kc obowiązuje u nas zasada, iż "umowa ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej obejmuje szkody (...) będące następstwem przewidzianego w umowie wypadku, który miał miejsce w okresie ubezpieczenia".  Nasze prawo stanowi więc zasadę "acts committed", niestosowaną na rynkach EU do umów odpowiedzialności cywilnej, z tytułu wykonywania zawodu.

Stosowana w "reszcie świata" zasada "claims made" wiąże odpowiedzialność ubezpieczyciela z faktem wniesienia roszczenia w okresie obowiązywania polisy. Tym samym pozyskanie ochrony ubezpieczeniowej wprost na rynkach europejskich (na zasadzie swobody świadczenia usług), lub w drodze reasekuracji, przy udziale działających na podstawie polskiego prawa ubezpieczycieli, stało się niemożliwe dla polskich brokerów i agentów. Mamy tu kolejny przykład doktrynalnego podejścia do zagadnień, które znajdują odmienne rozwiązania w powszechnej praktyce rynkowej.

Definicja multiagenta

Do katalogu spraw, błędnie uregulowanych w naszym prawie, zaliczyć należy definicję "multiagenta", która odnosi się do podmiotu działającego na rzecz więcej, niż jednego ubezpieczyciela. Definicja ta idzie dalej, niż zasady przyjęte w dyrektywie 92/2002WE, która do tej kategorii pośredników zalicza jedynie te podmioty, które zajmują się dystrybucją produktów wzajemnie wobec siebie konkurencyjnych, na rzecz różnych ubezpieczycieli.

Praktycznym skutkiem wskazanych tu odstępstw, od ustabilizowanych praktyk rynkowych, są obecnie doświadczane przez polskich niezależnych pośredników ubezpieczeniowych trudności w pozyskaniu finansowo dostępnej dla nich ochrony ubezpieczeniowej. Dla wielu brokerów i agentów ta brutalna i niepotrzebna ingerencja prawa w sferę umowną oznacza konieczność zaprzestania działalności, lub utratę niezależności. Dla wszystkich zaś, wskazane tu niekorzystne dla rynku rozwiązania prawne oznaczają zarazem postawienie polskich pośredników w gorszej pozycji konkurencyjnej w relacji do ich konkurentów z pozostałych krajów członkowskich Unii Europejskiej.

Teoria a praktyka

Dla równowagi powtarzam uwagę, uczynioną na wstępie, że zmiany wprowadzone do ustawy "rzutem na taśmę" przez ostatnią nowelizację, pozbawią Komisję Europejską podstaw do stawiania nam zarzutów niedostosowania prawa krajowego do zasad, przyjętych w dyrektywie 92/2002 WE. Formalnie rzecz biorąc, zasłużymy na miano jednego z grzecznych dzieci Unii (a ocenia się, że połowa członków Wspólnoty nie zdąży na czas z wprowadzeniem zmian dostosowawczych).

Szkoda jednak, że nadal, jak w "dawnych dobrych czasach" bywało, nasi pośrednicy traktowani są jak niegrzeczne i niedorozwinięte dzieci, za które kto inny musi myśleć i kto inny podejmuje wszystkie decyzje

. Na wniosek organizacji brokerów, do katalogu wymagań kwalifikacyjnych dla tej kategorii pośredników ubezpieczeniowych wpisano w ustawie wymóg posiadania przez osoby, ubiegające się o dostęp do zawodu (notabene, przestał on już być zawodem!) co najmniej trzyletniego doświadczenia praktycznego. Może analogiczny wymóg, zastosowany do pozostałych uczestników rynku, także np. w nadzorze, pozwoliłby na uniknięcie teoretycznych rozwiązań, które rujnują rynek - na szkodę konsumenta.

* * *