Jolanta Koral i Bożena Wiktorowska "GAZETA UBEZPIECZENIOWA" grudzień 2001
HESTIANIE PODBIJĄ ŚWIAT
Rozmowa z Piotrem Śliwickim, prezesem zarządu Sopockiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego Ergo Hestia SA i Sopockiego Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie Ergo Hestia SA.
Grupa Ergo Hestia zamierza przekształcić się w holding. Dlaczego decydujecie się Państwo na stworzenie nowej struktury?
Już dzisiaj Ergo Hestia majątkowa pełni funkcję holdingową. Po zakupie TU PBK
i sfinalizowaniu zakupu PTE PBK "Orzeł" będziemy łącznie posiadać ponad 10 spółek - córek. W nowej, holdingowej strukturze będziemy mogli skoncentrować się na bardziej efektywnym prowadzeniu nadzoru właścicielskiego, na alokacji kapitału i ujednolicaniu kultury korporacyjnej firm wchodzących w skład Grupy. Uprości się też zarządzanie personelem i spoi marketing.
Już teraz naszym sukcesem jest nowy standard organizacyjny, osiągnięty poprzez zdefiniowanie oraz nazwanie z imienia i nazwiska pewnej liczby osób z szerokiej kadry dyrektorskiej Ergo Hestii, które nadają Grupie nie tylko pewien kierunek biznesowy, ale kształtują wręcz kulturę korporacyjną. Nowa struktura to kolejny krok w tym kierunku.
Jednocześnie nowa firma będzie dysponowała bardzo wysokim kapitałem, nie związanym bezpośrednio z ryzykiem. Będziemy się musieli zastanowić, jaki zwrot powinna przynieść każda część tego kapitału. Oczywiście także ta, która jest zaangażowana wprost w firmy ubezpieczeniowe.
Holding jest zawsze tworzony w określonym celu. Na przykład robią tak firmy, które chcą przejąć rynek lub też umocnić swoją pozycję. Pozycja Hestii jest przecież bardzo mocna. Chyba, że jest jakiś tajny plan...
Nie ma żadnego tajnego planu, chociaż niewątpliwie tak jak przy każdej zmianie organizacyjnej, również i teraz istnieją wyraźne przesłanki, skłaniające nas do tego kroku. Powtórzę raz jeszcze, że chcemy w sposób przejrzysty rozlokować kapitał, określić odpowiedzialność za każdą jego część, oraz skoncentrować w jednym miejscu wszystkie te elementy, które powinny składać się na wspólnotę Grupy.
Na rynku ubezpieczeń na życie panuje wyraźny regres. W pierwszym półroczu zyski towarzystw spadły aż o 45%. Czy ta sytuacja wynika z recesji gospodarczej, czy jest efektem tego, że Polacy są rozczarowani wynikami inwestycyjnymi towarzystw?
Na obecną sytuację złożyło się kilka elementów. Recesja również. Ale także brak zachęt podatkowych ze strony państwa - i to zarówno w sferze ubezpieczeń grupowych, jak
i planów emerytalnych w zakładach. W Polsce jest bieda, a warstwa ludzi dobrze i średnio zarabiających bardzo nieliczna.
Nie bez winy są również towarzystwa ubezpieczeniowe, które przez kilka ostatnich lat upewniały Polaków, że głównym efektem ubezpieczenia życiowego będzie "świetlana emerytura spędzana na Karaibach". W efekcie sami ubezpieczyciele ukształtowali
w niewłaściwy sposób rynek ubezpieczeń życiowych. A przecież podstawową funkcją ubezpieczeń na życie jest ochrona. Klienci firm ubezpieczeniowych nie byli w sposób odpowiedni informowani o tym, że natychmiast po podpisaniu polisy zaczyna działać funkcja ochronna tego ubezpieczenia i że to kosztuje.
Jednak to firmy ubezpieczeniowe sprzedawały polisy z funduszem inwestycyjnym...
Rynek finansowy był w taki sposób budowany, żeby przynosić korzyści towarzystwom funduszy inwestycyjnych, a nie ubezpieczycielom życiowym. I dlatego element funduszu inwestycyjnego w ubezpieczeniach życiowych został powiększony do gigantycznych rozmiarów. Dodatkowo, szczególnie w początkowym okresie, rynek ubezpieczeń życiowych pozwolił sobie na nadmierne koszty.
I gdy klient, po paru latach, przekonany o pomnażaniu swoich składek, otrzymuje informację, ile tak naprawdę ma pieniędzy na koncie - przeżywa rozczarowanie. Dowiaduje się bowiem, że ma ich mniej niż prosta suma dokonanych dotąd wpłat. I dlatego część niezadowolonych klientów twierdzi, że byłoby lepiej, gdyby ulokowali swoje pieniądze w banku albo funduszu inwestycyjnym. Po prostu oczekiwania klientów rozeszły się z tym, co rynek ubezpieczeń faktycznie może zaoferować w zamian za składkę.
Ludzie nie chcą zauważyć funkcji ochronnej polisy?
Nie mają po prostu dostatecznej wiedzy na ten temat. I dopóki wszystko jest w porządku, tej funkcji nie dostrzegają. Ale my codziennie patrzymy na teczki pełne różnych spraw, za którymi kryją się ludzkie tragedie. Na przykład ostatnio podpisywałem dokumenty wypłaty odszkodowania dla żony 22-letniego motocyklisty, który zginął w wypadku. Dzięki polisie jego młoda żona otrzymała 150 tysięcy złotych. To oczywiste, że byłoby najlepiej, gdyby do nieszczęścia nie doszło. Skoro jednak już się stało, to te pieniądze są w jej sytuacji materialnej bardzo istotne.
Czy to wszystko oznacza zmianę polityki życiowych firm ubezpieczeniowych?
Jestem przekonany, że rynek ubezpieczeń na życie powróci do swoich podstawowych funkcji, w tym do niezwykle ważnej - ochrony w przypadku niezdolności do pracy. Ten aspekt ubezpieczenia jest w Polsce wciąż bardzo słabo eksponowany.
Co Pan sądzi o pracowniczych programach emerytalnych w formie funduszu inwestycyjnego?
W sytuacji dużego bezrobocia i ogromnego popytu na pracę, sceptycznie patrzę na perspektywy rozwoju programów emerytalnych. Obserwujemy taką, skądinąd naturalną postawę pracownika, że już sam fakt zatrudnienia jest dla niego istotną wartością, a na dodatkowym pakiecie socjalnym mu nie zależy. Pracodawca to widzi i minimalizuje koszty. Dlatego, między innymi, programy emerytalne rozwijają się bardzo wolno. Do tego dochodzi wspomniany wcześniej brak zachęt podatkowych. Natomiast niewątpliwie będzie rosło zapotrzebowanie na programy ochronne.
Niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe, w związku z trudną sytuacją na rynku zapowiadają likwidację nierentownych polis.
Co to jest nierentowna polisa? Trudno wskazać konkretny produkt i powiedzieć, że jest nierentowny sam w sobie, ponieważ jego opłacalność nie jest związana z jego specyfiką, lecz rachunkiem wewnętrznym ubezpieczyciela. A to zależy od tego, na ile ma niższe koszty niż konkurencja. Być może część towarzystw dostrzegła, że niektóre produkty są w rażący sposób nieopłacalne. Pytanie tylko, jaką metodę oceny przyjęto - czy produkt jest nieopłacalny z punktu widzenia firmy, czy też nie ma dla niego miejsca na rynku?
Czy Hestia zamierza zrezygnować z jakiejś grupy swoich produktów?
Nie mogę powiedzieć, że jakiś rodzaj naszych polis jest zdecydowanie nierentowny
i będziemy się z nich wycofywać. Tworzymy natomiast nowe produkty i chcemy je uczynić sztandarowymi. Od dwóch lat proponujemy pakiet ubezpieczeń majątkowych "Hestia 7". Dużo inwestujemy w jego wizerunek. A w październiku wprowadziliśmy "Hestię 7 Plus".
To nowy na rynku polskim produkt z zakresu cross-selling: połączenie ubezpieczenia majątkowego z funduszem inwestycyjnym. Dlaczego do tej pory takiego produktu nie było w Polsce?
Choćby dlatego, że na palcach jednej ręki można policzyć firmy, z tej samej grupy, aktywne na polskim rynku ubezpieczeń majątkowych i życiowych. Dodatkowo wymaga to ścisłej współpracy zarządów obydwu firm. Tymczasem u nas w Polsce zdarza się nawet, że funkcjonują firmy majątkowe i życiowe, które, mimo że należą do jednej grupy, wręcz się "nie lubią". Poza tym często w takich firmach nie ma unii personalnej pomiędzy zarządami.
A taka unia, jak w przypadku Hestii, znakomicie ułatwia współdziałanie.
Czy Hestia 7 Plus to odpowiedź życiowej Ergo Hestii na to, co się ostatnio dzieje na naszym rynku ubezpieczeniowym?
To odpowiedź Grupy Ergo Hestia. Popatrzmy, na przykład, co się dzieje z polskim rynkiem
z punktu widzenia agenta życiowego. Otóż sprzedaje on coraz mniej nowych polis. Przestaje zarabiać. Poza tym nie ma żadnej alternatywy zawodowej, bowiem jest szkolony w specjalistycznym systemie ubezpieczeń na życie. Zastanawialiśmy się, co w tej sytuacji zrobić. I znaleźliśmy rozwiązanie, korzystne w naszym przekonaniu i dla klienta, który jest zainteresowany kompleksowym ubezpieczeniem zarówno majątku, jak i ochroną w zakresie ubezpieczeń na życie, ale też i dla agenta, który otrzymuje nową możliwość rozwoju zawodowego i - po prostu - zarabiania pieniędzy. Naszą reakcją na to podwójne zapotrzebowanie jest właśnie Hestia 7 Plus.
Nowy produkt spowoduje zatem, że agenci będą lepiej zarabiać pracując dla Hestii. Czy w ten sposób chcecie ich do siebie przyciągnąć?
Najlepszych - tak.
Jeszcze niedawno rynek zachowywał się bardzo spokojnie. Ubezpieczyciele "wypuszczali" kolejne produkty, nie wchodząc sobie w drogę, ale gdy na rynku pojawił się pakiet Hestia 7, a teraz Hestia 7 Plus, pozostali ubezpieczyciele zaczęli się zachowywać nerwowo...
To prawda, wcześniej było spokojniej. Teraz rynek jest zantagonizowany. Coraz trudniej jest utrzymywać przyjacielskie kontakty z konkurencyjnymi firmami, szczególnie życiowymi, co niedawno było na porządku dziennym. Jednak w sytuacji funkcjonowania ponad 30 firm ubezpieczeń na życie, ostra walka o klienta jest czymś naturalnym.
Firmy na całym świecie podnoszą swoją wiarygodność wchodząc na giełdę. Czy zakładacie taką możliwość?
Na razie nie. Nie ma takiej potrzeby. Jest sporo firm na świecie, które mają najwyższy wskaźnik wiarygodności AAA i nie są notowane na giełdzie. Z drugiej strony znam wiele firm giełdowych, w tym kilka ubezpieczeniowych, które upadły. To dowód na to, że giełda samoistnie nie tworzy wiarygodności. A w przypadku Ergo Hestii już sam fakt, że naszym udziałowcem jest Munich Re, największy reasekurator na świecie, jest najlepszą rekomendacją.
Ergo Hestia - oprócz wiarygodności, tej zewnętrznej, pochodzącej od naszego udziałowca,
i wewnętrznej, poświadczonej solidnością w wypłacie nawet największych odszkodowań -
to najwyższa jakość produktów, odpowiednia do niej cena oraz sprawny serwis sprzedażowy
i szkodowy. Poza tym warto pamiętać, że oferta ubezpieczeniowa Ergo Hestii nie pochodzi
z importu, lecz została skonstruowana przez polskich specjalistów - Hestian właśnie, którzy najlepiej znają specyfikę naszego rynku i potrzeby polskich klientów.
Dziękujemy za rozmowę.
Jolanta Koral i Bożena Wiktorowska "GAZETA UBEZPIECZENIOWA" grudzień 2001
|