Jacek A. Likowski
"ASEKURACJA & RE"
maj, nr 5/2000

Blaski i cienie życia brokera

Od osób wykonujących zawód brokera wymaga się bardzo wysokich kwalifikacji (finanse, technika, prawo). Przy tym broker jest osobą zaufania publicznego.
Ten splot wymogów i obowiązków znajduje odzwierciedlenie w systemach prawnych większości krajów, w postaci ustanowienia kryteriów i procedur dopuszczania do zawodu brokera.


W Polsce sprawy pośrednictwa ubezpieczeniowego, w tym brokerów, są uregulowane w ustawie o działalności ubezpieczeniowej z 1990 r. (z późniejszymi zmianami), w rozdziale 3a "Pośrednictwo ubezpieczeniowe", obejmującym przepisy dotyczące brokerów od art. 37d do art. 37n. Szczególnie istotne jest uwzględnienie w art. 37ł (który traktuje o trybie powoływania przez organ nadzoru Komisję Egzaminacyjną dla Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych oraz określa jej skład i sposób przeprowadzenia egzaminu) udziału przedstawiciela samorządu brokerskiego. Obecnie jedyną taką organizacją (zresztą dobrowolną w odróżnieniu od Polskiej Izby Ubezpieczeń), jest Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych. Z jednej strony prawo nakłada obowiązek posiadania kwalifikacji udowodnionych zdanym egzaminem państwowym, z drugiej strony chroni zawód przed użyciem nazwy "broker ubezpieczeniowy" czy "reasekuracyjny" przez osobę nieuprawnioną.

Przepisy te są zasadniczo zgodne z wymogami prawa Unii Europejskiej, sformułowanymi w rekomendacji Komisji Europejskiej Nr 92/48/EEC z dnia 18 grudnia 1991 r. w sprawie pośredników ubezpieczeniowych oraz dyrektywy 77/92/EEC. Z czterech najważniejszych postulatów wspomnianej rekomendacji - wymogów: posiadania odpowiednich kwalifikacji, zarejestrowania w odnośnym organie, posiadania ubezpieczenia OC od błędów w działalności brokerskiej - prawo polskie nie określa tylko minimalnego kapitału firmy pośrednika ubezpieczeniowego (w tym brokera). Ustawodawca polski najwyraźniej wyszedł z założenia, że wystarczą uregulowania odnoszące się do wszystkich firm.

Broker - jaki jest

Jeszcze dziesięć lat temu zawód brokera był w Polsce czymś bardzo egzotycznym. Jak wspominał z lekką ironią nieżyjący już Leon Kozicki, założyciel i pierwszy prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, za czasów jego pracy w powojennej Warcie do końca lat sześćdziesiątych na najwyższych stanowiskach kierowniczych, był on zobowiązany m. in. do likwidowania "zbędnego" pośrednictwa brokerskiego w ubezpieczeniach. Ale po przejściu na emeryturę został on sam brokerem ubezpieczeniowym i mimo wszystko doprowadził do powstania na nowo zawodu brokera. Swoimi osobistymi kwalifikacjami pan Kozicki od razu ustawiał bardzo wysoko poprzeczkę dla fachu brokerskiego.

Od początku brokerzy polscy charakteryzowali się paroma cechami: działali (i dotąd działają) niemal wyłącznie w ubezpieczeniach majątkowych, a przy tym koncentrowali się na osobach prawnych - z reguły dużych firmach. Do tej pory w bardzo niewielkiej części klientami są osoby prywatne z portfelem ubezpieczeń indywidualnych.

Pierwsi brokerzy działający na odnowionym polskim rynku ubezpieczeniowym nie byli grupą jednorodną. Z jednej strony byli to doskonali fachowcy- ubezpieczeniowcy, którzy swoją znajomością produktów ubezpieczeniowych i korzyści, jakie mogą one dać firmom, dokonujące rzetelnej oceny ryzyka i sposobów ochrony przed nim. Z drugiej strony - była to także liczna grupa osób po prostu posiadających kontakty wśród dyrektorów, pozwalające na uzyskiwanie prowizji za pośrednictwo, często naprawdę zbędne, bowiem nie wnoszące wartości dodanej do procesu ubezpieczania się.

Niemniej albo rzeczywista potrzeba, albo pewna luka na rynku ubezpieczeniowym musiała istnieć, skoro przy weryfikacji brokerów po czterech latach od wejścia w życie ustawy ubezpieczeniowej z początkowej liczby niemal 500 osób posiadających zezwolenie brokerskie, ich liczba zmniejszyła się do nieco ponad 200, aby szybko znowu osiągnąć i przekroczyć tę magiczną liczbę 500. Znaczna część osób, które z mocy prawa straciła wtedy uprawnienia, to były osoby o bez wątpienia wysokich kwalifikacjach ubezpieczeniowych; piastowały natomiast wysokie stanowiska w zakładach ubezpieczeń co mogło nasuwać rozmaite wątpliwości. Warto nadmienić, że bardzo wielu członków zarządu rejestrowało na swoje imię firmy brokerskie poniekąd na wszelki wypadek, w tym utraty stanowiska; firmy brokerskie zwykle były natomiast całkowicie nieczynne.

Wypełnianie luki

Okazało się jednak szybko, że zakłady ubezpieczeń ze zmniejszaniem się chęci firm przemysłowych, handlowych i usługowych do ubezpieczania się (co było charakterystyczne dla pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, zaczęły walczyć znacznie modyfikując i różnicując oferowane polisy w stosunku do rodzaju ochrony oferowanej poprzednio przez PZU i Wartę. Ryzyka - i rachunki za nie - przestały być typowe, tradycyjne, znane od lat. Zróżnicowanie składki za pozornie taką samą ochronę ubezpieczeniową spowodowało, że przestały wystarczać kwalifikacje osoby odpowiedzialnej za ubezpieczenia w poprzednim systemie gospodarczym - czyli głównego księgowego podpisującego rachunki. Pojawiło się miejsce dla brokera.

Już po pięciu latach od nowej przyjęcia ustawy o działalności ubezpieczeniowej w Polsce była reprezentowana większość spośród 20 największych wtedy brokerów świata. Przybywały one do Polski w ślad za firmami zagranicznymi, które obsługiwały w krajach macierzystych (i często na całym świecie) - i wśród polskich kontrahentów tych firm znajdowały lukę, która chętnie wypełniały. Otóż nie było wtedy w Polsce (a i sytuacja niewiele się do tej pory zmieniła) risk managers - osób odpowiedzialnych za ochronę przed różnymi ryzykami, w tym ochronę ubezpieczeniową. Firmy brokerskie oferowały dokonywanie rzetelnego audytu ubezpieczeniowego - i adekwatny program ubezpieczeń.

Co więcej, rozbudowane co do zakresu i formy kontakty polskich przedsiębiorstw z gospodarką światową spowodowały, że kontrahenci zagraniczni często wymagali od polskich partnerów ubezpieczeń w formie i zakresie zwyczajowym dla danej branży. Polski rynek początkowo często nie oferował takich polis - więc zgodnie z ówczesnymi przepisami wolno było, wobec braku oferty krajowej, ubezpieczyć się od konkretnego ryzyka w zakładzie zagranicznym. Przewaga brokerów z zagranicznym rodowodem była tu więc oczywista.

Rozbudowa krajowej oferty ubezpieczeń oraz szybki wzrost poziomu i jakości pracy polskich firm brokerskich częściowo wyrównał jednak tę przewagę. Zarówno ze strony ubezpieczycieli, jak i zagranicznych firm brokerskich coraz częściej słychać opinie, że najlepsze firmy o krajowym pochodzeniu (niekoniecznie największe, choć częściej są wśród nich duże...) oferują swoim klientom serwis porównywalny z obsługą przez brokerów o zagranicznym pochodzeniu. Jednak nadal tak dramatyczna poprawa poziomu dotyczy czołówki. Chyba wszystkie polskie firmy brokerskie bardzo podniosły jakość i zwiększyły wartość dodaną w swoich usługach, lecz choć jest to zjawisko powszechne, na pewno nie dotyczy wszystkich brokerów.

Rozwój światowy

Jednocześnie w minionych dziesięciu latach nasilały się w sektorze ubezpieczeniowym tendencje koncentracji kapitału. Łączyły się firmy ubezpieczeniowe w ramach jednego kraju, co zawsze zresztą można było obserwować, lecz nie z taką intensywnością, jak w minionym dziesięcioleciu. Wystąpiło przy tym łączenie się kapitałów bankowego i ubezpieczeniowego, rzecz do niedawna występująca bardzo rzadko. Jednak upowszechnianie się w wielu krajach emerytur typu komercyjnego (jak II filar w Polsce), skomercjalizowanie ochrony zdrowotnej - spowodowały dramatyczne zmiany w strukturze składki i profilu ubezpieczycieli. Dość wspomnieć, że niemal niezauważalnie, w ciągu ostatnich pięciu - siedmiu lat kryterium wielkości ubezpieczyciela przestała być pobrana składka - ocenia się wielkość i sporządza rankingi według zarządzanych aktywów, a kapitały własne i składka są tylko kryteriami pomocniczymi. Oznacza to, że nie strumień odnawianych corocznie umów o ubezpieczenie majątkowe zaczął decydować o wielkości firmy, lecz skumulowane fundusze inwestycyjne przy polisach na życie i planach emerytalnych.

Głębokim przemianom struktury kapitału nowych konglomeratów finansowych rozprzestrzenionych na wielu już rynkach świata, towarzyszyły bardzo znaczne zmiany w sferze dystrybucji ubezpieczeń. Dla światowych już ubezpieczycieli partnerem mogły stać się tylko równie światowe firmy brokerskie. Proces połączeń i wykupów był w światowym sektorze brokerskim jeszcze szybszy i prowadzi do silniejszej koncentracji, niż przy samych zakładach ubezpieczeń oferujących pojemność ubezpieczeniową. Tendencja ta zaczęła się później, niż w ubezpieczeniach, zaledwie trzy - pięć lat temu.
 

Broker na nowym rynku

Od dawna największe firmy brokerskie opracowywały własne warunki ubezpieczenia, odpowiednik "ogólnych warunków ubezpieczenia" stosowanych przez towarzystwa ubezpieczeniowe. Takie warunki, wynikające z dogłębnego rozeznania potrzeb rynku, brokerzy oferowali ubezpieczycielom - wraz z klientami gotowymi je akceptować i zapłacić składkę. Są oznaki wskazujące, że taka praktyka ubezpieczenia, na podstawie warunków wypracowanych w firmie brokerskiej, upowszechnia się na świecie. Powstał nawet w USA, a całkiem już niedawno występuje i w Europie, osobny typ firmy ubezpieczeniowej - rent-a-capacity. Jest to kapitał ubezpieczeniowy funkcjonujący zgodnie z wymogami krajowego nadzoru (wielkość rezerw, lokaty, itp.) - lecz pozbawiony sfery dystrybucji. Firma jest gotowa przyjąć za uzgodnioną opłatą niemal każdy portfel ryzyk. Granicami akceptacji jest sama pojemność, wymagane rozproszenie ryzyk, rodzaj i ukierunkowanie kwalifikacji personelu akceptującego ryzyka przynoszone przez spółkę dystrybucyjną. Obok firm agencyjnych pracujących dla jednej takiej firmy, coraz częściej bywa to właśnie wielki broker.

Ponadto, wielkie firmy brokerskie zaczynają się bardzo wyraźnie ustawiać jako zewnętrzny risk manager - funkcja, która odczuwa coraz więcej firm (czytaj: mniejsze, niż jeszcze przed paru laty), lecz której wykonywanie wcale nie jest proste. Niektóre wprost oferują nie tyle ubezpieczenie przed ryzykiem, ile rozwiązanie postawionych przed nimi problemów ze sfery zarządzania: finansowych, gospodarki zasobami ludzkimi, itp. To wielka innowacja w sposobie myślenia o ubezpieczeniach, której mógł dokonać tylko pośrednik ubezpieczeniowy.

W Polsce jest jeszcze daleko do takiej sytuacji - bardzo nowej i świeżej na najwyżej rozwiniętych ubezpieczeniowych rynkach świata, przypomnijmy, lecz bez wątpienia największe firmy brokerskie są bardzo aktywne w oferowaniu własnych warunków ubezpieczenia klientom i ubezpieczycielom. Brak szczegółowych danych, lecz można przypuszczać, że uwzględniając wielkość i stopień rozwoju rynku jest to sfera, w której firmy brokerskie przejawiają szczególną aktywność.

Jacek A. Likowski
"ASEKURACJA & RE"
maj, nr 5/2000